Legia walczyła do końca o Ligę Konferencji
Wiosną Legia prezentowała się już znacznie lepiej. W 15 spotkaniach zdobyła 27 punktów, co dało jej trzecie miejsce w klasyfikacji rundy rewanżowej. Najważniejsze było jednak to, że przed ostatnią kolejką wciąż pozostawała w grze o eliminacje Ligi Konferencji.
Warunki były jasne, ale wymagające. Legia musiała wygrać z Motorem Lublin, a jednocześnie liczyć na korzystne wyniki w dwóch innych meczach. Potrzebna była porażka GKS-u Katowice z Pogonią Szczecin oraz brak zwycięstwa Zagłębia Lubin w wyjazdowym spotkaniu z Jagiellonią Białystok.
Początek nie zapowiadał wielkiego finiszu Legii
Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy zaczęły napływać informacje korzystne dla stołecznej drużyny. Najpierw Pogoń Szczecin objęła prowadzenie w meczu z GKS-em Katowice. Niedługo później Jagiellonia Białystok wyszła na prowadzenie przeciwko Zagłębiu Lubin. W tamtym momencie układ tabeli zaczął przesuwać Legię coraz bliżej upragnionej piątej pozycji.
To wyraźnie podziałało na gospodarzy. Legioniści nagle przyspieszyli, zaczęli grać agresywniej i szybciej przenosić ciężar gry pod bramkę Motoru.
Kamil Piątkowski i Jean-Pierre Nsame dali sygnał do ataku
Po tej bramce spotkanie całkowicie się zmieniło. Legia poczuła, że scenariusz, który wcześniej wydawał się bardzo trudny do zrealizowania, może stać się faktem. Kibice zaczęli coraz uważniej śledzić wieści z innych stadionów, a piłkarze Marka Papszuna złapali energię, której brakowało im w początkowej fazie meczu.
Na drugiego gola nie trzeba było długo czekać. W 39. minucie Kacper Chodyna popędził prawą stroną boiska i uderzył po długim słupku. Strzał był na tyle mocny i precyzyjny, że bramkarz Motoru nie miał szans na skuteczną interwencję. Legia prowadziła już 2-0, a przy Łazienkowskiej rosło przekonanie, że niemożliwe naprawdę może się udać.
Rafał Adamski rozdawał piłki, Legia podwyższała wynik
Początek drugiej połowy przyniósł kolejne trafienie. Rafał Adamski podał do Juergena Elitima, a ten bez większych problemów podwyższył prowadzenie Legii na 3-0. Stołeczny zespół miał już pełną kontrolę nad spotkaniem, a Motor nie był w stanie odwrócić przebiegu rywalizacji.
Kilka minut później Rafał Adamski ponownie wystąpił w roli asystenta. Tym razem z jego podania skorzystał Jean-Pierre Nsame, który zdobył swoją drugą bramkę w tym meczu. Wynik 4-0 oznaczał, że Legia wykonała własne zadanie w sposób bezdyskusyjny.
Sportowo przy Łazienkowskiej wszystko układało się idealnie. Warszawianie wygrywali wysoko, mieli mecz pod kontrolą i mogli tylko czekać na końcowe rozstrzygnięcia w Szczecinie oraz Białymstoku.
Gol w 97. minucie odebrał Legii europejskie puchary
Ten gol całkowicie zmienił sytuację w tabeli. GKS Katowice utrzymał piątą pozycję i to on zapewnił sobie udział w eliminacjach Ligi Konferencji. Legia, mimo efektownego zwycięstwa nad Motorem Lublin, zakończyła sezon na szóstym miejscu.
Dla warszawian był to wyjątkowo bolesny finał rozgrywek. Przez długi czas wszystko wskazywało na to, że niezwykła pogoń po słabej jesieni zakończy się sukcesem. Ostatecznie zabrakło niewiele, ale w piłce takie detale często decydują o całym sezonie.
Legia może żałować przede wszystkim strat z wcześniejszych miesięcy. W ostatniej kolejce zrobiła swoje, ale była już uzależniona od wyników rywali. A te, choć długo układały się idealnie, w końcówce wymknęły się spod kontroli. Europejski sen przy Łazienkowskiej trwał niemal do samego końca, ale zakończył się tuż przed ostatnim gwizdkiem na innym stadionie.
Motor Lublin: Gašper Tratnik - Thomas Santos, Marek Bartoš, Arkadiusz Najemski (74. Bright Ede), Filip Luberecki - Mbaye N'Diaye (66. Paweł Stolarski), Sergi Samper (54. Jakub Łabojko), Bartosz Wolski, Kacper Karasek (54. Mathieu Scalet), Fábio Ronaldo (54. Bradly van Hoeven) - Karol Czubak.
Żółte kartki: Augustyniak - N'Diaye, Bartoš.
Widzów: 27 432.



































































































