fot. Stal Kraśnik
Stal Kraśnik znalazła się w bardzo trudnym momencie. W ostatnich dniach klub poinformował, że otrzymał z Urzędu Miasta Kraśnik wezwanie do zwrotu dotacji za 2025 rok. Chodzi o 250 tys. złotych plus odsetki, czyli łącznie 286 359 zł na dzień 15 maja 2026 roku. To jednak tylko część szerszego problemu, o którym w programie opowiedział Szymon Szydełko.
Przypomnijmy, że Stal Kraśnik w swoich ostatnich komunikatach podkreślała, iż obecne władze klubu mierzą się z konsekwencjami działań poprzedniego zarządu. Klub informował również o zawiadomieniu do prokuratury oraz o tym, że obecny zarząd stara się ustalić, co stało się ze środkami przekazywanymi wcześniej do klubu.
Teraz o sytuacji od środka opowiedział Szymon Szydełko. Jak zaznaczył, drużyna stara się odciąć od tematów organizacyjnych i finansowych, bo zawodnicy oraz sztab nie mają na nie realnego wpływu.
"Miasto ma swój plan na przyszłość klubu"
Szymon Szydełko przyznał, że z jego perspektywy można odnieść wrażenie, iż miasto ma konkretny pomysł na dalsze funkcjonowanie piłki w Kraśniku. Według niego może on zakładać zejście klubu na niższy poziom rozgrywkowy, aby uporządkować sprawy finansowe.
- My tak naprawdę jako zespół staramy się od tego odciąć i nie wchodzić w takie tematy, ze względu na to, że nie mamy na to wpływu. Miasto próbuje, ma swój plan prawdopodobnie na przyszłość klubu. Z tego, co można odczuć i widać, ten plan idzie chyba w tym kierunku, aby klub przestał grać na danym poziomie rozgrywkowym, tylko grał poziomy niżej i żeby można było klub wyczyścić z zadłużeń i zobowiązań - mówił Szymon Szydełko w programie.
Jednocześnie podkreślił, że od momentu zmian w zarządzie sytuacja bieżąca w klubie została ustabilizowana.
- Odkąd ja jestem i zawodnicy, odkąd są zmiany w zarządzie, wszystkie należności otrzymali na bieżąco. Klub złapał stabilizację i są ludzie, którzy chcą ratować drużynę i chcą wyciągnąć ją z tego marazmu - zaznaczył.
fot. Stal Kraśnik
Zwrot dotacji to kolejny problem. "Ciężko rozliczyć się z pieniędzy wydawanych przez kogoś"
Największym tematem ostatnich dni było wezwanie do zwrotu dotacji. Chodzi o środki przekazane klubowi w 2025 roku, a więc jeszcze w czasie funkcjonowania poprzednich władz. Szydełko zwrócił uwagę, że obecnym działaczom bardzo trudno jest odpowiadać za dokumentację, której sami nie tworzyli.
- Ten cały zwrot dotacji, o którym można było ostatnio przeczytać, na pewno też tym wszystkim obecnym działaczom klubu nie jest na rękę, bo ciężko jest rozliczyć się z interesów i wydawania pieniędzy przez kogoś, kto zarządzał wcześniej, a nie masz tak naprawdę żadnych rzeczy udokumentowanych, poza tym, że pieniądze zostały wyciągnięte z konta i nie ma w klubie, bądź nie zostało nowemu zarządowi przekazane, co się stało z tymi pieniędzmi - powiedział.
Szydełko porównał tę sytuację do próby rozliczenia kogoś z pieniędzy wydanych przez poprzednika.
- To tak samo, Maćku, jak ja bym teraz przyszedł do ciebie i powiedział, żebyś rozliczył się z pieniędzy twojego poprzednika, o których nic nie wiedziałeś i których nigdy na oczy nie widziałeś. Jest to bardzo trudne dla klubu - dodał.
"Powrót na ten poziom to ogromne koszty"
Szydełko przyznał, że rozumie, iż z perspektywy części osób prostym rozwiązaniem mogłoby być rozpoczęcie wszystkiego od niższego poziomu rozgrywkowego. Jego zdaniem taki ruch może jednak w dłuższej perspektywie okazać się znacznie droższy niż obecne zadłużenie.
- Mam nadzieję, że ktoś przemyśli jeszcze raz sytuację, bo wydaje się to prostym rozwiązaniem: przenieść klub do niższej klasy rozgrywkowej po to, aby długi przestały w jakimś stopniu istnieć, bądź żeby nie było zobowiązań w postaci nowego tworu, który może powstać w miejsce drużyny Stali Kraśnik - mówił.
W jego opinii odbudowa klubu i powrót na obecny poziom mogłyby pochłonąć ogromne środki.
- Trzeba wziąć pod uwagę, że później powrót na to samo miejsce to też są ogromne koszty, które są rozdzielone na lata. To nie jest takie łatwe i wydaje mi się, że te koszty przewyższą to zadłużenie, które jest teraz. Można klub zostawić na piłkarskiej mapie Polski i pomóc mu w tej trudnej sytuacji - podkreślił.
"Wiele osób jest niezadowolonych z tej sytuacji"
Szydełko zwrócił uwagę, że temat Stali Kraśnik mocno żyje w mieście. Jak mówił, rozmawia z ludźmi i widzi, że wielu z nich nie akceptuje kierunku, w którym zmierza cała sprawa.
- Z tego, co widzę, chodzę po mieście, rozmawiam z ludźmi, wiele osób jest bardzo niezadowolonych z tej całej sytuacji. Z tego, że tak naprawdę nikt nie szuka, mówiąc tu o mieście, jakiegoś innego rozwiązania poza tym, żeby spowodować, że klub będzie grał w niższych klasach rozgrywkowych - stwierdził.
Jego zdaniem możliwości pomocy klubowi nadal istnieją. Wskazał między innymi na potencjalne rozmowy z lokalnym biznesem.
- Są ku temu zawsze jakieś możliwości. Można umówić spotkanie z jedną, drugą, trzecią firmą, która w okolicy robi dobry biznes. Każdy, jeżeli by się wziął i pozbierał w jakimś gronie, byłby w stanie wyprostować sytuację, która jest obecnie w klubie - powiedział.
Nowy zarząd szuka odpowiedzi. "To może potrwać latami"
W wypowiedzi pojawił się również wątek działań prawnych dotyczących poprzednich władz klubu. Szydełko zaznaczył, że obecni działacze mocno walczą o ustalenie, co stało się ze środkami, które trafiały wcześniej do Stali Kraśnik.
- Nowy zarząd, nowi działacze bardzo mocno walczą o to, aby dowiedzieć się, co się stało z tymi wszystkimi środkami, które były przekazywane do klubu, a nie są rozliczone. Wiemy też, że są jakieś czynności prawne wykonywane w kierunku wcześniejszego prezesa klubu, ale to wiadomo, że będzie trwało prawdopodobnie latami - mówił.
Zdaniem Szydełki rozwiązanie spraw formalnych może potrwać nawet dwa lub trzy lata. Problem polega jednak na tym, że klub pieniędzy potrzebuje natychmiast.
- To jest kwestia dwóch, trzech lat, kiedy ta sytuacja może zostać wyprostowana, a klub potrzebuje pieniędzy na już i teraz, żeby móc oddychać. Ta sytuacja dookoła jest dla nas bardzo trudna - dodał.
Drużyna walczy o swój cel
Mimo ogromnego zamieszania wokół klubu Stal Kraśnik w ostatnich tygodniach prezentuje się coraz lepiej na boisku. Szydełko podkreślił, że zespół jest na dobrej fali i robi wszystko, aby zrealizować sportowy cel.
- Wiemy, że drużyna jest na dobrej fali i gra naprawdę bardzo dobre spotkania. Takimi informacjami dostajemy trochę od środka po głowie, ale jako drużyna staram się zrobić wszystko, aby zespół po prostu o tym nie myślał - powiedział.
Szkoleniowiec zaznaczył, że cały czas powtarza zawodnikom, iż muszą skupić się na pracy i odpowiedzialności za to, co mogą kontrolować.
- Ciągle w drużynie powtarzam, że gramy dla klubu, ale też każdy z nas gra dla siebie. Nie chodzi nawet o swoje CV, tylko o to, że podjęliśmy się pewnego rodzaju przygody i wyzwania. Róbmy wszystko, abyśmy mogli dotrzeć wspólnie do celu - podkreślił.
Kibice Stali Kraśni wciąż wierzą w utrzymanie w 3 lidze. (fot. Stal Kraśnik)
"Ten klub przetrwa, tylko może potrzebować wielu lat"
Szydełko przyznał, że nie wiadomo, co wydarzy się po zakończeniu sezonu. Jest jednak przekonany, że piłka nożna w Kraśniku przetrwa, choć niekoniecznie na obecnym poziomie.
- Gdzie my później pójdziemy, co się stanie z klubem, tego nikt z nas nie wie. Ale na pewno jedno jest dla mnie pewne: ten klub przetrwa. Tak czy siak przetrwa. Pod taką czy inną nazwą przetrwa. Dalej będzie piłka nożna w Kraśniku, tylko może być tak, że będzie potrzeba dużo lat, żeby mogła wrócić na ten poziom rozgrywkowy, na którym jest w chwili obecnej - mówił.
"Niech ktoś inny gasi światło"
Na koniec Szydełko odniósł się do postawy zawodników. Jak zaznaczył, większość piłkarzy ma kontrakty ważne tylko do końca sezonu, ale to nie zwalnia ich z profesjonalizmu.
- Każdy z zawodników ma kontrakt ważny do końca tego sezonu, więc zawodnicy wiedzą o całej sytuacji, ale nie ma paniki, bo i tak nie wiadomo, czy ten zawodnik tutaj będzie dalej. Ciągle powtarzam, że nasze kontrakty obowiązują do wtedy i my do wtedy mamy być profesjonalistami i wykonywać swoją robotę najlepiej, jak potrafimy - podkreślił.
Najmocniej wybrzmiały jednak jego ostatnie słowa dotyczące celu sportowego.
- Jeżeli uda nam się osiągnąć swój cel, to niech ktoś inny gasi światło i przekręci klucz. My wyjdźmy z tego klubu z podniesionymi czołami i powiemy sobie, że przeżyliśmy fajny czas razem, fajną przygodę, która doprowadziła nas do happy endu. Mam nadzieję, że tak się to zakończy - zakończył Szymon Szydełko.