Maksymilian Hebel otworzył wynik derbów Podkarpacia i pomógł Stali Stalowa Wola pokonać Resovię 2-0. Po spotkaniu pomocnik „Stalówki” opowiedział nam o atmosferze derbów, swojej wymownej cieszynce po zdobyciu bramki, zmianie trenera oraz strzałach z dystansu.
- Maksymilian, zostałeś bohaterem derbów Podkarpacia. Zdobyłeś bramkę na 1-0, która otworzyła ten mecz i później mogliście już kontrolować spotkanie. Jak oceniasz to starcie? Lepiej gra się przy pełnych trybunach i wypełnionym sektorze gości?
- Tak, zdecydowanie. Kibicowsko był to super mecz, podobnie jak w zeszłym sezonie, kiedy tutaj zremisowaliśmy z Resovią 1-1. Każdy czeka na takie spotkanie. Napięcie było większe niż przed normalnym meczem i super, że udało nam się wygrać.
- Po bramce była wymowna cieszynka, palec na ustach. To było skierowane w stronę działaczy albo sztabu Resovii? O co chodziło?
- Nie, do sztabu nie. Do niego kompletnie nic nie mam. Bardziej było to skierowane do ludzi, którzy powiedzieli, że jestem za słaby na tamtą ekipę i w śmieszny sposób nie przedłużyli ze mną kontraktu. Długo czekałem, żeby się odgryźć i warto było.
- Macie nowego trenera. Co tak naprawdę zmieniło się w ostatnim tygodniu i co dała wam ta zmiana?
- Pojawił się entuzjazm. Byliśmy naprawdę głodni tego meczu, każdy chciał grać. Cieszyliśmy się nawet, że spotkanie jest o godzinie 12:00, żeby jak najszybciej wyjść na boisko. W głowach było jakoś inaczej.
Mentalnie podeszliśmy do tego meczu naprawdę bardzo dobrze i myślę, że właśnie to zadecydowało. W tych trudnych momentach, kiedy Resovia przez dużą część meczu przeważała, nie straciśmy bramki.
- Trenujesz takie strzały? Cały czas próbujesz uderzeń niemal z połowy czy z okolic linii środkowej? Właśnie od takiej próby rozpoczęła się akcja, która ostatecznie zakończyła się twoją bramką. Najpierw był strzał, później rzut rożny, a następnie przyjąłeś piłkę w polu karnym i trafiłeś do siatki. Skąd u ciebie takie próby i dlaczego tak dobrze ci wychodzą?
- Nie wiem, talent (śmiech). Szkoda, że na razie takie strzały są w drugiej lidze. Chciałbym takie bramki strzelać w Ekstraklasie, może kiedyś się uda. Lubię czasami uderzyć z daleka i wiem, że to potrafię.
Szkoda, że dzisiaj nie wpadło, bo byłem przekonany, że piłka będzie w bramce. Tak czysto ją uderzyłem, że pomyślałem: „O, wpadnie”.
- Chwilę później oddałeś już bardzo precyzyjny strzał tuż przy słupku i zdobyłeś bramkę. Takie uderzenia też lubisz?
- Tak, zdecydowanie. Wszystkie bramki sprzed pola karnego lubię. W samym polu karnym trochę gorzej idzie mi znajdowanie sobie miejsca.
Rozmawiał Maciej Decowski-Niemiec