KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski pokonało Wisłę II Kraków. Po spotkaniu szkoleniowiec zespołu z Ostrowca Świętokrzyskiego, Łukasz Tarkowski, ocenił przebieg meczu, odniósł się do niewykorzystanych sytuacji i nerwowej końcówki. Trener skomentował również sytuację wokół klubu i jej możliwy wpływ na zawodników.
- Jesteśmy po dzisiejszym spotkaniu z Wisłą II Kraków. Według trenera był to mecz szczęśliwie wygrany czy zasłużenie wygrany?
- Nie powiedziałbym, że był szczęśliwie wygrany. Tak naprawdę Wisła w tej końcówce, kiedy przycisnęła, trafiała poza światło bramki, a my padaliśmy tam na ziemię. Było poświęcenie, więc nie zaliczamy tego stricte jako takich zero-jedynkowych szans dla przeciwnika.
Była kontrola, chociaż wydaje mi się, że z Wisłą Kraków ciężko mieć pełną kontrolę. Żaden zespół nie mógł za bardzo tego zrobić, bo jest tam tylu dobrych piłkarzy, że dwoma czy trzema podaniami potrafią znaleźć się pod bramką przeciwnika.
My chcieliśmy iść mocno i wysoko przez 90 minut i za to szacunek dla chłopaków. Prawda jest taka, że mieliśmy mnóstwo sytuacji, poprzeczkę, słupek. Gdybyśmy trafili jedną więcej, to myślę, że zrobiłoby się trochę spokojniej.
Cały czas chcieliśmy wygrać i było widać po chłopakach tę determinację. Z drugiej strony brakowało nam trochę spokoju przy piłce, bo chcieliśmy szybko kończyć akcje. Powinniśmy w końcówce pokazać trochę więcej kultury gry.
- Chyba szkoda tych zmarnowanych sytuacji. Była poprzeczka, słupek i ponownie nerwowa końcówka. Czy można nad tym szczególnie pracować na treningach?
- Na pewno musimy cały czas robić dużo finalizacji i dużo pracować nad obstawą pola karnego, bo te sytuacje są. Musimy je wykorzystywać.
To nie jest też tak, że nagle za pstryknięciem palca wszystko się zmieni, ale ja bym nie narzekał. Narzekałbym, gdyby tych sytuacji nie było. Jeśli one są, to po prostu w końcu zaczną wpadać.
- Czy sytuacja wokół klubu, która jest szeroko komentowana, również dotyka piłkarzy i może mieć wpływ na zespół?
- Może. Nikt nie żyje w próżni. Zawodnicy o tym rozmawiają, bo to jest w tym momencie sprawa ogólnopolska. My jednak staramy się zamknąć to w czterech ścianach i wydaje mi się, że dobrze nam to wychodzi.
Oczywiście moim celem, jak również celem całego sztabu, jest sprawić, żeby takie rzeczy nie wpływały na zawodników. Wydaje mi się, że nam się to udaje, choć nie jest to łatwe.