fot. Daniel Tracz/ Stal Stalowa Wola
W Stali Stalowa Wola znów wrze. Do redakcji docierały informacje o zaległościach wobec zawodników i sztabu oraz napiętej atmosferze w klubie, ale prezes Marcin Łopatka w rozmowie z nami zapewnia, że skala problemu jest mniejsza, niż się mówi, a zaległości mają zostać wkrótce uregulowane.
Wokół Stali Stalowa Wola ponownie zrobiło się bardzo głośno. W ostatnim programie "Piłkarskie Bagienko" padły mocne słowa o zaległościach wobec zawodników i sztabu szkoleniowego, napiętej atmosferze w klubie oraz problemach organizacyjnych. Z naszych informacji wynikało, że sprawa jest poważna i może mieć daleko idące konsekwencje. Do tych doniesień odniósł się jednak prezes Stali Stalowa Wola Marcin Łopatka, który w rozmowie z nami zaprzeczył, by klub miał trzy miesiące zaległości, i przekonywał, że sytuacja jest pod kontrolą.
Mocne słowa w "Piłkarskim Bagienku"
Temat Stali Stalowa Wola został poruszony w ostatnim programie "Piłkarskie Bagienko". O niepokojących sygnałach dochodzących z klubu mówił Karol Dybowski.
- Dawno już nie mówiliśmy o Stali Stalowa Wola. Ostatnio uciszyło się, a teraz dochodzą do nas informacje, że znowu nie płacą. W klubie nie panuje porządek. Dodatkowo do dymisji podał się Maciej Musiał - powiedział popularny "Dybo".
To nie były jedyne niepokojące informacje, jakie do nas dotarły. Według naszych ustaleń
Stal Stalowa Wola miała zalegać zawodnikom oraz sztabowi szkoleniowemu ponad dwa miesiącce. Słyszeliśmy również, że wszyscy piłkarze, od najmłodszych po najstarszych, mieli złożyć wezwania do zapłaty. W klubowym otoczeniu od dłuższego czasu przewijał się też temat problemów finansowych i narastającego chaosu.
Niepokojące ustalenia z otoczenia klubu
Z informacji, które otrzymaliśmy przed rozmową z prezesem, wynikało, że ostatnie wypłaty miały dotyczyć stycznia, a kolejnych należności zawodnicy i członkowie sztabu wciąż się nie doczekali. W naszych źródłach pojawiały się też głosy, że drużyna jest rozbita, a problem wypłat nie jest jedynie chwilowym zawirowaniem.
Udało nam się również ustalić, że podanie się do dymisji przez Macieja Musiała po porażce ze Śląskiem II Wrocław miało mieć związek nie tylko z wynikami sportowymi. Jednym z powodów miały być także zaległości wobec zespołu i sztabu.
W klubowych kuluarach zaczęły pojawiać się nawet obawy, że jeśli sytuacja nie zostanie szybko opanowana, część kontraktów może zostać rozwiązana z winy klubu. W skrajnym scenariuszu "Stalówka" mogłaby znaleźć się na bardzo niebezpiecznej ścieżce, podobnej do tej, którą w tym sezonie przeszedł GKS Jastrzębie, wycofując drużynę z rozgrywek Betclic 2. ligi.
Prezes Marcin Łopatka: "To nieprawda"
Po otrzymaniu tych informacji skontaktowaliśmy się z prezesem Stali Stalowa Wola Marcinem Łopatką. Szef klubu zdecydowanie odrzucił najpoważniejsze zarzuty dotyczące skali zaległości.
- To nieprawda. Nie mamy trzech miesięcy zaległości - powiedział nam.
Prezes przyznał jednocześnie, że nie wszystkie zobowiązania zostały już uregulowane, ale jego zdaniem sytuacja nie wygląda tak dramatycznie, jak przedstawiano.
- Nie wszystko zostało jeszcze uregulowane. Część osób już dostała pieniądze, a reszta ma je otrzymać w najbliższym czasie" - przekazał prezes.
Łopatka przyznaje, że są opóźnienia
W dalszej części rozmowy prezes Stali nie zaprzeczył, że w klubie występują opóźnienia płatnicze. Przekonywał jednak, że skala problemu jest mniejsza, niż wynikało z wcześniejszych sygnałów.
- Część dostała w tym tygodniu, część dostanie, także to nie jest tak. Normalnie mają jeden miesiąc niezapłacony, a drugi termin właśnie mija, więc tak naprawdę mówimy o jednym niezapłaconym terminie - dodaje Łopatka.
W rozmowie zwracaliśmy uwagę, że jeśli zawodnicy dostali pieniądze za styczeń 15 lutego, a do 18 kwietnia nie wszyscy otrzymali środki za luty, to z perspektywy piłkarzy sprawa może wyglądać inaczej. Prezes pozostał jednak przy swoim stanowisku i zaznaczał, że klub jest w trakcie regulowania zaległości.
Pismo do klubu? Prezes nie widzi w tym nic nadzwyczajnego
Jednym z najważniejszych wątków były informacje o tym, że zawodnicy i sztab mieli złożyć wezwania do zapłaty. Marcin Łopatka nie zaprzeczył, że w klubie pojawiło się takie pismo, ale próbował tonować nastroje:
- Pismo złożone do klubu, to ja sam uważam, że to jest normalna rzecz, tak? Że chcą, żeby uregulować. Także tutaj nie ma jakichś większych napięć. Każdy chce mieć zawsze w terminie płacone, tak? - mówi.
Prezes dodał także, że na bieżąco kontaktuje się z zespołem i radą drużyny, dlatego nie zgadza się z opinią, że atmosfera w klubie jest bardzo napięta.
- Ja jestem w stałym kontakcie z piłkarzami, byłem z nimi w szatni, rozmawiam, przychodzi do mnie rada drużyny i też rozmawiamy i tutaj nie ma jakiegoś dużego napięcia między nami, szczerze mówiąc - tonuje Marcin Łopatka.
Inne informacje z szatni niż te przedstawiane przez prezesa
Warto jednak zaznaczyć, że do naszej redakcji docierały zupełnie inne sygnały. Według osób zorientowanych w sytuacji drużyna miała być mocno zaniepokojona, a problem wypłat nie miał być jednorazowym incydentem, lecz czymś, co od dłuższego czasu obciąża funkcjonowanie zespołu.
W rozmowie zwróciliśmy prezesowi uwagę, że otrzymujemy informacje o rozbitej drużynie i dużym zmęczeniu zawodników przeciągającą się sytuacją:
- Otrzymaliśmy zupełnie inne informacje, że drużyna jest rozbita i że cały sezon są te problemy, przez cały sezon piłkarze oczekują i muszą właśnie do Pana się udawać - padło z naszej strony.
Marcin Łopatka nie zgodził się z takim obrazem sytuacji.
- Teraz to jest rzeczywiście ten jeden miesiąc przeciągnięty, ale to tak jak mówię, nie ma tutaj, jesteśmy w stałej rozmowie, nie ma między nami napięć, napięć między mną a drużyną czy radą drużyny - odpowiedział.
Co z Maciejem Musiałem?
W ostatnich tygodniach dużo mówiło się również o sytuacji trenera Macieja Musiała. Po porażce ze Śląskiem II Wrocław szkoleniowiec złożył rezygnację, która ostatecznie nie została przyjęta. Z naszych informacji wynikało, że jednym z powodów tego ruchu mogły być właśnie zaległości finansowe i trudna sytuacja w klubie.
Prezes Stali stanowczo temu zaprzeczył.
- Nigdy nie było rozmowy, żeby trener powiedział, że kwestie finansowe przeszkadzają mu w pracy i żeby to było jakimkolwiek powodem. Nie było takiej w ogóle rozmowy - twierdzi sternik "Stalówki".
Łopatka zaznaczył także, że nie było między nim a trenerem rozmowy o definitywnym odejściu.
- Na dzień dzisiejszy w ogóle nie było między nami rozmowy, żeby trener chciał definitywnie odejść - komentuje Łopatka sytuację ze szkoleniowcem.
Stal Stalowa Wola podzieli los GKS Jastrzębie? Prezes odpowiada
Jednym z najpoważniejszych pytań było to, czy problemy finansowe mogą doprowadzić Stal Stalowa Wola do scenariusza podobnego do tego, który w tym sezonie doprowadził do wycofania GKS-u Jastrzębie z rozgrywek Betclic 2. ligi.
Marcin Łopatka zdecydowanie odciął się od takich porównań.
- Tutaj mogę o tyle powiedzieć, że dla mnie to jest 100 procent. Jestem tego pewien.
Po chwili dodał:
- Myślę, że wszystko będzie wyregulowane. Bardziej chodzi o operacje techniczne niż o to, że nie ma pieniędzy.
To ważna deklaracja, bo pokazuje, że według prezesa problem nie wynika z całkowitego braku środków, lecz z opóźnień i kwestii organizacyjnych.
Prezes zapewnia, że przyszłość klubu nie jest zagrożona
W końcówce rozmowy Marcin Łopatka przekonywał, że mimo pojawiających się doniesień nie tylko nie ma zagrożenia dla przyszłości Stali Stalowa Wola, ale klub myśli wręcz o dalszym rozwoju.
- Ja jestem na chwilę obecną pewny, jeśli chodzi o przyszłość klubu. Wręcz chcemy się rozwijać i tutaj czynię mocne kroki, żeby rozbudować, rozszerzyć akademię piłkarską naszą. Także planujemy wzmocnienia, jeśli chodzi o sztab trenerski do akademii. Więc tutaj nie tylko, że nie chcemy tutaj ograniczać się, ale bardziej nawet rozwijać - mówi nam prezes drugoligowca.
Na koniec raz jeszcze podkreślił:
- Przyszłość klubu absolutnie nie jest zagrożona.
Do sprawy będziemy wracać.