fot. archiwum
Robert Chmura nie gryzł się w język. Były trener Stali Kraśnik w programie "Piłkarskie Bagienko" ostro ocenił sytuację klubu, mówił o braku wypłat, pozornych porozumieniach i braku reakcji ze strony piłkarskich władz. "To jest przyzwolenie na oszukiwanie ludzi" – stwierdził.
Były trener Stali Kraśnik, Robert Chmura, w programie "Piłkarskie Bagienko" bardzo ostro odniósł się do sytuacji klubu, z którym, jak podkreślił, rozstał się z winy pracodawcy. Szkoleniowiec mówił o braku wypłat, chaosie organizacyjnym, braku konkretnych propozycji porozumienia, a także o odpowiedzialności nowych osób, które weszły do klubu. Nie zabrakło też mocnych słów pod adresem piłkarskich władz.
"Rozmawiałem z nowym prezesem, ale konkretów nie było"
Robert Chmura przyznał, że po zmianach w Stali Kraśnik kontakt ze strony klubu się pojawił. Jak zaznaczył, rozmawiał z nowym prezesem, a próbował się z nim skontaktować także pan Wrzos. Z jego perspektywy najważniejsze jest jednak nie to, że telefon został wykonany, ale to, że nadal nie pojawiły się żadne realne konkrety.
Były trener Stali Kraśnik nie ukrywał, że najbardziej bulwersuje go sam fakt dalszego funkcjonowania klubu mimo zaległości wobec ludzi, którzy wcześniej tam pracowali.
"Nie rozumiem, jak może dochodzić do takiej sytuacji, gdzie obowiązkiem klubu do licencji jest płacenie pracownikom. Wszyscy wiedzą, jaka była sytuacja, że żaden pracownik nie miał płacone, a dalej dostają licencję" – mówił Chmura.
Ostre słowa o zaległościach i licencji
W trakcie rozmowy Robert Chmura podkreślał, że problem nie dotyczy wyłącznie jego osoby. Jak zaznaczył, około 20 zawodników rozwiązało kontrakty z winy klubu, a on sam również rozstał się ze Stalą Kraśnik właśnie na tej podstawie.
Były trener zwracał uwagę, że przy takiej skali problemu reakcja ze strony odpowiednich organów powinna być szybka i zdecydowana. Jego zdaniem brak działania tworzy niebezpieczny precedens dla całych niższych lig.
"To doprowadza do takiej sytuacji, że jest tak jakby przyzwolenie w niższych ligach na to, żeby oszukiwać ludzi, bo tylko tak to można powiedzieć" – stwierdził.
Chmura przyznał również, że rozmawiał z przewodniczącym komisji licencyjnej i sygnalizował problem. Jak dodał, dla niego niezrozumiałe jest to, że związek ma wiedzę o zaległościach, a mimo to klub nadal może normalnie funkcjonować.
"Mówi się o ugodach, ale ich nie ma"
Jednym z ważniejszych wątków rozmowy była sprawa zapowiadanych ugód z zawodnikami i byłymi pracownikami klubu. Według informacji, które pojawiały się wcześniej, były prezes miał zobowiązać się do podpisywania porozumień i spłaty zaległości. Robert Chmura przedstawił jednak zupełnie inną perspektywę.
Jak relacjonował, z jego wiedzy wynika, że podpisana została tylko jedna ugoda, natomiast pozostali zawodnicy mieli otrzymywać informacje, że wszystkie zobowiązania przejął klub i mają kontaktować się już z nowym prezesem.
"W każdym razie to, co zapowiadał, niczego takiego nie ma. Mówi się, że będą podpisywać jakieś ugody, ale tych ugód nie ma na dzień dzisiejszy i nie ma nawet dobrej woli ku temu, żeby te ugody były" – mówił były trener Stali Kraśnik.
"Nie da się przejąć klubu i odciąć od jego długów"
W programie pojawił się też wątek nowych osób, które weszły do Stali Kraśnik i próbują ratować klub. W tym kontekście padła dyskusja o tym, czy nowi ludzie powinni odpowiadać za zaległości z poprzedniego okresu.
Robert Chmura postawił sprawę jasno. Jego zdaniem jeśli ktoś przejmuje klub, to przejmuje również jego zobowiązania.
"Nie ma tak, że się bierze coś z długami i się mówi, że ja nie chcę tych długów płacić" – zaznaczył.
Były trener przekonywał, że nie można mówić o ratowaniu klubu, jeśli jednocześnie pomija się tych, którzy zostali wcześniej pokrzywdzeni. W jego ocenie nowy projekt powinien zacząć się właśnie od uporządkowania tego, co wydarzyło się wcześniej.
Spór o umowy zawodników
W trakcie rozmowy pojawił się również argument, że część zawodników mogła mieć podpisane niekorzystne lub nieprecyzyjne umowy, co dziś utrudnia dochodzenie roszczeń. Chmura nie chciał wchodzić w szczegóły dotyczące dokumentów poszczególnych piłkarzy, ale podkreślał jedno: zawodnicy mieli umowy ze Stalą Kraśnik.
Zwracał także uwagę, że jeśli ktoś był formalnie zgłoszony jako amator, a jednocześnie posiadał inne ustalenia z klubem, to taka sytuacja również powinna zostać dokładnie wyjaśniona.
Jego zdaniem problem nie polega dziś tylko na tym, kto i jaki dokument podpisał, ale na tym, że wiele osób zostało bez pieniędzy i zderzyło się z ogromną bezradnością systemu.
"Związek wiedział i nie reagował"
Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy były słowa Roberta Chmury o braku reakcji ze strony piłkarskich władz. Były trener przyznał, że wysyłał pisma i dokumenty, ale nie doczekał się odpowiedzi.
"Wysłałem im pisma, na które nie dostałem odpowiedzi ani jednej, mają wszystko udokumentowane" – powiedział.
Dodał również, że usłyszał, iż potrzeba większej liczby zgłoszeń, aby sprawa mogła nabrać biegu. W jego opinii taka argumentacja jest kompletnie niezrozumiała.
"Co to jest więcej? Chyba jedna osoba jak nie ma płacone to już powinno wystarczyć, a tak naprawdę są wszyscy" – mówił.
"Liczą się konkrety, nie kolejne deklaracje"
W końcówce rozmowy Chmura wrócił jeszcze do kwestii deklaracji składanych przez osoby odpowiedzialne za klub. Nie ukrywał, że po wcześniejszych doświadczeniach nie przywiązuje większej wagi do słownych zapewnień.
"Mówimy o człowieku, który nigdy nie mówi prawdy i na takiej podstawie ma drużyna grać w lidze, bo Jędrasik się do czegoś zobowiązał?" – pytał retorycznie.
Były trener zaznaczył, że nie chce nikomu odbierać szansy na odbudowę Stali Kraśnik, ale nie zamierza też milczeć w sprawie ludzi, którzy zostali bez należnych pieniędzy.