ORLEN OIL Motor Lublin dopiął swego. Po niezwykle zaciętym spotkaniu w Grudziądzu lublinianie zapewnili sobie miejsce w fazie play-off. Po meczu w ekipie mistrzów Polski dominowały przede wszystkim ulga i radość. Zawodnicy podkreślali, że sukces był efektem wysiłku całego zespołu, który w najważniejszym momencie sezonu potrafił odpowiedzieć na ogromną presję.
Jacek Ziółkowski: Cała drużyna była bardzo zmobilizowana
Jacek Ziółkowski nie ukrywał satysfakcji z postawy swoich zawodników. Menedżer ORLEN OIL Motoru zwracał uwagę przede wszystkim na to, że w Grudziądzu trudno byłoby wskazać jednego bohatera. Na końcowy wynik pracował cały zespół.
– Radość, że udało się wygrać, że zawodnicy naprawdę pojechali bardzo dobrze. I to cała drużyna, bo wszyscy dołożyli bardzo ważne punkty. Nawet ci, którym początek meczu nie wyszedł, potem złapali odpowiednie ustawienia i byli bardzo szybcy – mówił Jacek Ziółkowski.
Szczególnie wysoko ocenił występy Mateusza Cierniaka i Martina Vaculika. Słowak w ostatnim czasie nie zawsze dysponował odpowiednią prędkością, ale w Grudziądzu pokazał się z bardzo dobrej strony. Ważną rolę odegrali także juniorzy.
– Rewelacyjne zawody Mateusza Cierniaka i Martina Vaculika, który ostatnio miał problemy prędkościowe. Ale naprawdę cała drużyna pojechała bardzo dobrze. Juniorzy też. Obaj wygrali po wyścigu, zrobili w sumie osiem punktów – podkreślił.
Ziółkowski przyznał, że już przed pierwszym wyścigiem było widać, jak wielkie znaczenie ma to spotkanie dla jego zespołu. Porównał atmosferę do wcześniejszego meczu w Zielonej Górze, kiedy również lublinianie jechali praktycznie z nożem na gardle.
– Przed meczem widzieliśmy tę mobilizację. Była bardzo podobna do tej w Zielonej Górze, przed spotkaniem, które też było dla nas takim meczem o wszystko. Wiadomo było, że porażka w Zielonej Górze wyklucza nas z walki o czwórkę. Dzisiaj było podobnie. Była mobilizacja, była koncentracja – zaznaczył.
Spotkanie długo pozostawało nierozstrzygnięte. Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, ale szkoleniowiec Motoru wierzył, że jego drużyna ma jeszcze możliwości, których nie pokazała.
– Mecz był trochę na prowadzeniu, potem prowadził GKM, ale wszystko dobrze się ułożyło i zwyciężyliśmy po naprawdę bardzo ciekawym meczu dla kibica. Czuliśmy, że mamy jeszcze pewne rezerwy w drużynie i to się potem w kolejnych biegach potwierdziło – zakończył Ziółkowski.
Martin Vaculik: Ekstremalnie ciężkie spotkanie
Ogromną radość po zakończeniu zawodów okazywał Martin Vaculik. Słowak podkreślał, że w decydującym momencie sezonu zespół rzeczywiście funkcjonował jak jedna drużyna.
– Jesteśmy w play-offach. Bardzo się cieszę. Naprawdę jestem szczęśliwy. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy w nas wierzyli i którzy nas wspierali. Razem naprawdę pojechaliśmy jako drużyna – powiedział Vaculik.
Doświadczony zawodnik przyznał, że rywalizacja w Grudziądzu kosztowała lublinian bardzo dużo.
– Myślę, że to było ekstremalnie ciężkie spotkanie. Udało się awansować do play-offów, z czego bardzo się cieszymy – dodał.
Bartosz Bańbor: Przez dwa tygodnie żyliśmy w stresie
Bartosz Bańbor mówił przede wszystkim o ogromnej uldze. Młodzieżowiec Motoru przyznał, że ostatnie dni nie były dla zespołu łatwe. Świadomość tego, że ważą się losy awansu do najważniejszej części sezonu, powodowała dodatkowe napięcie.
– Wielka ulga. Kamień spadł z serca, który tak naprawdę przez dwa tygodnie cały czas nosiliśmy. Było ciężko, dużo pracowaliśmy i naprawdę te dwa tygodnie to było życie cały czas w stresie. Dzisiejszy dzień to wynagradza. Jest fajna ulga, orzeźwienie i po prostu radość – przyznał Bańbor.
Sam mecz spełnił jego zdaniem wszystkie zapowiedzi. Był wyrównany, nerwowy i rozstrzygał się dopiero w końcowej fazie.
– Mecz był dzisiaj taki, jaki miał być, jak wszyscy zapowiadali. Naprawdę na styku, zacięty. Myślę, że mogło się to podobać kibicom. Jak na Grudziądz było dużo ścigania po trasie. Niestety, to my często dawaliśmy się wyprzedzać, więc dla nas akurat nie było to fajne, ale widowisko było dobre. Najważniejsze, że jesteśmy w play-offach – powiedział.
Bańbor zwrócił też uwagę na atmosferę towarzyszącą spotkaniu. Choć formalnie był to jeszcze mecz rundy zasadniczej, napięciem przypominał najważniejsze pojedynki sezonu.
– Już w paru wywiadach powtórzyłem, że atmosfera była jak na finale. Przed meczem i właściwie przez całe spotkanie. Po czternastym biegu bardzo się cieszyłem, bo już wiedziałem, że te 44 punkty są. Oczywiście nie chciałem cieszyć się zbyt szybko, ale jakaś katastrofa musiałaby się już wydarzyć. Cieszymy się, że jesteśmy w play-offach – podsumował.
Bartosz Zmarzlik: Cała drużyna musi pojechać równo
Bartosz Zmarzlik po raz kolejny przypomniał, że w rywalizacji ligowej nawet bardzo dobry występ jednego zawodnika nie wystarcza. Kluczem jest równy poziom całej drużyny.
– Na tym polegają zawody drużynowe, że cała drużyna musi pojechać równo punktami i wtedy możemy się wspólnie cieszyć – stwierdził kapitan lubelskiego zespołu.
Pięciokrotny indywidualny mistrz świata przyznał, że do zawodów podszedł w nieco inny sposób niż zazwyczaj. Ogromna stawka wymagała od niego maksymalnego skupienia.
– Pojechałem dzisiaj trochę ten mecz na takim wyłączeniu. Wiedziałem, że jeśli nie skupię się ponad to, co robię zwykle, to mogę szybko gdzieś w meczu się rozkoncentrować i coś może mi uciec – tłumaczył.
Zmarzlik nie ukrywał, że jazda sprawiała mu tego dnia dużą satysfakcję. Emocje porównał nawet do jednego ze swoich bardzo dobrych występów w fazie play-off w poprzednich sezonach.
– Było to fajne. Po prostu fajne i przyjemne. Porównałbym ten mecz, mimo że miał trochę inną wagę, do półfinału z Toruniem w Lublinie, kiedy zrobiłem 14 punktów. Bardzo podobnie się dzisiaj czułem. Lecimy dalej. Będziemy walczyć – przyznał.
Mateusz Cierniak: Miałem po prostu frajdę z jazdy
Jednym z najważniejszych zawodników Motoru w Grudziądzu był Mateusz Cierniak. Po spotkaniu cieszył się nie tylko z awansu, ale również z własnej jazdy. Podkreślał, że na wymagającym grudziądzkim torze udało mu się połączyć zdobywanie punktów z efektowną walką na dystansie.
– Cieszę się, że byłem dzisiaj ważną częścią ekipy i podołaliśmy naprawdę niełatwemu zadaniu na niełatwym terenie – powiedział Cierniak.
Satysfakcję sprawiała mu szczególnie możliwość skutecznego wyprzedzania, co w Grudziądzu nie zawsze jest łatwym zadaniem.
– Dzisiaj było właściwie wszystko, bo miałem fajne punkty i też się pościgałem, coś wyprzedzałem po trasie. A na torze w Grudziądzu jest to bardzo ciężkie zadanie. Naprawdę trzeba się nakombinować i dużo nagimnastykować, żeby tutaj wyprzedzać – zauważył.
Cierniak przyznał, że w poprzednich spotkaniach zdarzały mu się biegi pełne walki, które nie zawsze kończyły się dużą zdobyczą punktową. Tym razem wszystko złożyło się w jedną całość.
– Dzisiaj miałem po prostu frajdę z jazdy. Wcześniej miałem dużo meczów, gdzie dużo się ścigałem, ale nie zawsze z tego były fajne punkty. A dzisiaj miałem i fajne ściganie, i fajne punkty – mówił.
Na końcu sprowadził sukces zespołu do prostej zasady.
– Każdy zrobił swoje. A jak każdy robi swoje, to później jest pozytywny wynik w całokształcie. Jedziemy w play-offach. Niech się dzieje wola nieba. Wszystko się już teraz może stać – zakończył Mateusz Cierniak.