Remis 1-1 w Kielcach pozostawił po obu stronach zupełnie inne odczucia. Mariusz Misiura doceniał punkt zdobyty przez Motor na trudnym terenie, chwalił swoich zawodników za grę w defensywie i przyznawał, że Korona była bliżej zwycięstwa. Jacek Zieliński nie ukrywał natomiast niedosytu. Szkoleniowiec gospodarzy widział w grze swojej drużyny wiele pozytywów, szczególnie po przerwie, ale żałował, że przewagi nie udało się zamienić na komplet punktów.
Mariusz Misiura: w szatni była cisza
Mariusz Misiura rozpoczął konferencję od dość znamiennego obrazu. Po zakończeniu spotkania w szatni Motoru nie było wielkiej radości z punktu wywalczonego na wyjeździe. Był raczej spokój i cisza.
Zdaniem trenera świadczyło to o rosnących wymaganiach, jakie zawodnicy stawiają sami przed sobą. Jednocześnie szkoleniowiec nie ukrywał, że z niektórych elementów występu swojego zespołu był bardzo zadowolony. Dotyczyło to przede wszystkim defensywy.
Motor musiał radzić sobie z dużą liczbą stałych fragmentów gry Korony, a więc rzutami wolnymi, rożnymi i wrzutami z autu. Mariusz Misiura podkreślał, że kielczanie są pod tym względem bardzo groźnym zespołem, dlatego skuteczna obrona w takich sytuacjach miała dla niego szczególne znaczenie.
– Dopisujemy punkt w tabeli, bardzo ważny punkt. Każda zdobycz na wyjeździe jest ważna – podkreślał szkoleniowiec Motoru.
Nie ukrywał przy tym, że gospodarze przez sporą część spotkania mieli przewagę i byli zespołem stwarzającym większe zagrożenie. Przyznał również w rozmowie z Jackiem Zielińskim, że to Korona była tego dnia bliżej zwycięstwa.
Motor skuteczny w obronie, nerwowy z piłką
O ile grę bez piłki Mariusz Misiura oceniał wysoko, o tyle zdecydowanie mniej zadowolony był ze sposobu wyprowadzania akcji. Motor miał problemy już na własnej połowie. Przy niskim budowaniu akcji pojawiało się zbyt wiele nerwowości i niewymuszonych strat. To z kolei sprawiało, że zawodnicy ofensywni otrzymywali piłkę w trudnych warunkach i często pozostawali osamotnieni.
Korona skutecznie podwajała boczne sektory, utrudniając grę syakrzydłowym Motoru. Zdaniem Mariusza Misiury właśnie tutaj znajdowało się jedno z głównych źródeł ofensywnych problemów jego zespołu.
– Zabrakło nam tego rytmu – oceniał trener.
Przyznał też, że w takim spotkaniu bardzo przydałby się Yacine, którego zabrakło z powodu urazu. Zawodnik o bardziej ofensywnej charakterystyce mógłby pomóc w spokojniejszym przechodzeniu z własnej połowy do ataku.
Mariusz Misiura przypomniał jednak, że zespół znajduje się dopiero na początku procesu budowania. Klub nadal prowadzi rozmowy transferowe i szkoleniowiec liczy, że pojawienie się nowych zawodników zwiększy jego możliwości reagowania w trakcie spotkań.
„To było coś za coś”
Trener Motoru zwracał uwagę na pewien kompromis, który było widać w grze jego zespołu. Postawienie na zawodników mocniejszych w defensywie pozwoliło skutecznie przeciwstawić się Koronie, zwłaszcza we własnym polu karnym. Jednocześnie odbiło się to na jakości rozegrania.
– Dzisiaj było coś za coś. Byliśmy bardzo skuteczni w obronie, ale mniej skuteczni w budowaniu niskim – tłumaczył.
Mariusz Misiura mówił także o poszukiwaniu odpowiedniego balansu w środku pola. Motor chce być skuteczny zarówno w działaniach ofensywnych, jak i defensywnych, a obecny etap sezonu służy również określeniu optymalnych ról poszczególnych piłkarzy.
Szkoleniowiec pozytywnie ocenił pracę drużyny jako całości. Zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim rozegrania na własnej połowie.
Mariusz Misiura o straconym golu: można było zatrzymać tę akcję wcześniej
Trener Motoru nie unikał również odpowiedzialności za sytuację, po której jego zespół stracił bramkę. Jak analizował, wcześniej było kilka momentów, w których akcję Korony można było przerwać. Najpierw Motor przegrał pojedynek w bocznym sektorze, później nie zablokował dośrodkowania, a następnie zabrakło odpowiedniej reakcji w polu karnym.
– Dwa czy trzy razy mogliśmy zachować się lepiej i uchronić się przed stratą tej bramki – przyznał.
Mimo tego defensywną pracę zespołu w całym spotkaniu oceniał pozytywnie.
Powrót Ivo Rodriguesa i nadzieja przed kolejnymi meczami
Jednym z tematów konferencji był również powrót Ivo Rodriguesa po kontuzji. Mariusz Misiura chwalił jego aktywność i spokój w rozgrywaniu piłki. Problemem było natomiast dostarczanie futbolówki do bardziej ofensywnych zawodników. Gdy Motorowi udawało się już przejść pierwszą fazę budowania akcji, Ivo Rodrigues i jego partnerzy zbyt często pozostawali bez odpowiedniego wsparcia.
Trener liczy, że ten element uda się szybko poprawić. Zapytany, czy Ivo Rodrigues jest już przygotowany do gry przez pełne 90 minut, Mariusz Misiura odpowiedział z optymizmem. Podkreślał doświadczenie Portugalczyka oraz jego umiejętność odpowiedniego gospodarowania siłami podczas meczu.
Trzy mecze w osiem dni? Mariusz Misiura jest podekscytowany
Przed Motorem intensywny okres – trzy spotkania w ciągu ośmiu dni. Trenera taki terminarz jednak nie przeraża. Wręcz przeciwnie.
Mariusz Misiura przyznał, że zawsze z pewną zazdrością spoglądał na futbol angielski, gdzie zespoły regularnie grają co trzy–cztery dni. Jego zdaniem piłkarze przede wszystkim chcą grać, dlatego intensywny terminarz powinien być dla drużyny bardziej wyzwaniem niż problemem.
Na razie najważniejsze jest jednak najbliższe spotkanie z Piastem i doprowadzenie do niego jak największej liczby zawodników. Trener nie krył również uznania dla kibiców Motoru, którzy licznie pojawili się w Kielcach i głośno wspierali drużynę.
Jacek Zieliński: szkoda wyniku
Znacznie większy niedosyt było słychać w wypowiedziach Jacka Zielińskiego. Szkoleniowiec Korony przyznał, że oczekiwania i ambicje były większe. Spotkanie dobrze rozpoczęło się dla gospodarzy, którzy objęli prowadzenie, ale nie zdołali go utrzymać.
– Szkoda tego wyniku, bo oczekiwania, marzenia i ambicje były inne – mówił Jacek Zieliński.
Jednocześnie nie zamierzał długo rozpamiętywać straconych punktów.
– Nie ma co narzekać. Zanalizujemy to sobie wszystko. Niedosyt jest, natomiast trzeba już myśleć o następnym meczu – podkreślał.
Druga połowa daje Koronie powody do optymizmu
Jacek Zieliński szczególnie dobrze oceniał drugą część spotkania.
Podobały mu się reakcja zespołu po stracie piłki, odbiór, walka o drugą piłkę i powtarzalność działań. W jego opinii praca wykonywana podczas ostatnich mikrocykli treningowych zaczyna przynosić efekty.
Szkoleniowiec zestawiał występ przeciwko Motorowi z wcześniejszym spotkaniem z Widzewem. W obu przypadkach dostrzegał w grze Korony coraz więcej elementów, które mogą stać się podstawą dalszego rozwoju zespołu.
Do wyniku można mieć zastrzeżenia. Do wielu fragmentów gry, natomiast już zdecydowanie mniej. Trener uważa, że właśnie na takim fundamencie można budować kolejne występy.
Korona próbowała skruszyć defensywny mur Motoru
Gospodarze przez długie fragmenty drugiej połowy musieli mierzyć się z nisko ustawioną defensywą Motoru. Korona cierpliwie prowadziła atak pozycyjny, zbierała drugie piłki i ponawiała akcje. Brakowało jednak najważniejszego, czyli skutecznego wykończenia.
Jacek Zieliński nie ukrywał, że właśnie dlatego remis pozostawia niedosyt. Jego zespół miał bowiem momenty naprawdę solidnej gry i spychał Motor do obrony.
Paradoksalnie kielczanie musieli jednak zachować czujność do samego końca. Goście również mieli okazje i w końcówce mogli nawet przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Tylko dwie zmiany? Jacek Zieliński tłumaczy swoją decyzję
Jednym z ciekawszych tematów konferencji była niewielka liczba zmian dokonanych przez trenera Korony. Pojawiło się pytanie, czy brak większej liczby korekt nie świadczy o zbyt małej jakości ławki rezerwowych, zwłaszcza wobec problemów kadrowych zespołu. Jacek Zieliński zdecydowanie odrzucił taką interpretację.
– To, że nie robiliśmy zmian w końcówce, nie wynikało z tego, że nie było kogo wpuścić – zaznaczył.
Jak tłumaczył, zawodnicy pozostający na boisku prezentowali się dobrze, pod względem fizycznym nadal byli w stanie utrzymywać odpowiedni poziom i nie dawało mu to powodów do daleko idących korekt.
Szkoleniowiec Korony podkreślił przy tym, że nie jest zwolennikiem dokonywania zmian tylko po to, by wykorzystać cały dostępny limit.
– Nie jestem zwolennikiem robienia zmian dla zmian, żeby pokazać, że zrobiło się pięć i żeby kibice byli zadowoleni, bo coś się dzieje – mówił.
Jego zdaniem układ personalny dobrze funkcjonował i ingerencja mogła przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.
– Nie chciałem wyjmować tych elementów, puzzli, bo to dobrze funkcjonowało –– obrazowo tłumaczył trener.
Przyznał jednak, że odpowiedzialność za taką decyzję zawsze spoczywa na szkoleniowcu.
Dwa spojrzenia na ten sam remis
Konferencja po spotkaniu Korony z Motorem dobrze pokazała, jak różnie można odbierać ten sam wynik. Dla Motoru punkt zdobyty w Kielcach jest cenną wyjazdową zdobyczą, szczególnie biorąc pod uwagę przewagę gospodarzy i dużą liczbę stałych fragmentów gry, z którymi musiała radzić sobie defensywa lublinian. Mariusz Misiura nie ukrywa jednak, że jego zespół musi zdecydowanie poprawić sposób rozgrywania piłki na własnej połowie.
Korona pozostaje natomiast z poczuciem niewykorzystanej szansy. Jacek Zieliński widzi w grze swoich zawodników wyraźny postęp i pozytywy, ale chciałby, aby dobra organizacja i przewaga w dłuższych fragmentach spotkania zaczęły przekładać się na zwycięstwa.
Remis 1-1 nikogo więc w pełni nie zadowolił. Motor zabrał z Kielc punkt, który potrafi docenić. Korona została z niedosytem, ale również z przekonaniem, że kierunek obrany w ostatnich tygodniach zaczyna przynosić efekty.