- Derby ze Stalą Rzeszów też były dla Pana ważne?
- Oczywiście, gdyby pan mnie zapytał o satysfakcję, to pewnie powiedziałbym derby, bo cały stadion ludzi, graliśmy całe 45 minut w dziesiątkę, dobry poziom spotkania. Ale punkt przełomowy to był mecz z Opolem.
"Najważniejsze było wzmocnić zespół"
- Co było kluczowe zimą, po trudnej końcówce roku?
- Najważniejsze było wzmocnić zespół. Do tego przekonałem prezesa. Wiadomo, zawsze były obawy z tyłu głowy, że wzmocnimy zespół, zostaną wydane jakieś środki finansowe, a może się nie udać utrzymać. Natomiast ja przekonywałem prezesa, że przy dobrych wzmocnieniach obronimy pierwszą ligę dla Mielca.
- Łatwo było przekonać zawodników do przyjścia do Stali?
- Później były trudności takie, że wielu zawodników nam odmawiało. O tym się jakby nie mówi. Ja mówię na konferencji o tych zawodnikach, którzy zagrali w GKS-ie Tychy, gdzie oferty finansowe i długość kontraktu były zdecydowanie korzystniejsze dla piłkarzy.
- Jak Pan ocenia zimowe okienko transferowe?
- Rzadko się zdarza, żeby mieć tak wysoki procent trafionych transferów. Nigdy tak nie jest, bez względu na poziom rozgrywek. Zawsze są zawodnicy, którzy się nie zaklimatyzują. Tutaj muszę powiedzieć, że każdy coś wniósł. Nawet ktoś, kto grał mniej, strzelił ważną bramkę.
- Co najbardziej zmieniło się w kadrze?
- Dla mnie największym problemem w rundzie jesiennej było to, że po czerwonych kartkach nie mieliśmy możliwości dać ławką rezerwowych takiego impulsu. To było widać na przykład ze Stalą Rzeszów. Weszli zawodnicy i dali zmianę. Ta szerokość kadry była najważniejsza. Jak nie masz rywalizacji, to nic nie zrobisz.
- Łatwiej pracuje się bez typowego dyrektora sportowego?
- Z jednej strony jest trudniej, z drugiej strony jest łatwiej. Bo ty jako trener dobierasz zawodników do swojej wizji. Nikt ci nie przeszkadza. Jeżeli prezes to akceptuje, to jest fajna rzecz. Czasami te wizje się mocno ścierają.
- Kto odpowiadał za zimowe transfery?
- Byli zawodnicy, których znałem, tacy jak Cybulski czy Gostomski. Byli też zawodnicy, których prezes podsyłał i ja ich oglądałem. Część zawodników ja chciałem, część prezes podesłał. Oni byli weryfikowani przeze mnie i przez sztab, który mi pomagał. Oczywiście później decydujący głos należał do mnie.
Mamrot o sztabie: "Miałem wolną rękę"
- Jak wyglądała współpraca ze sztabem, który był już w klubie?
- Prezes dał mi wolną rękę. Miałem możliwość przyjrzenia się temu przez dwa miesiące i później podjąć decyzję. Znałem Łukasza Czajkę i Pawła Karmelitę, choć praca wszystko weryfikuje. Oni musieli poznać moje wymagania, też się docieraliśmy.
- Dlaczego sztab został?
- Ocena pierwszego miesiąca, pomimo wyników, była taka, że to jest dobra praca i dlatego zostaliśmy. Gdyby było coś nie tak, miałem możliwość z końcem grudnia mieć całkiem inny sztab.
Piotr Wlazło jednym z liderów Stali
- Jak Pan ocenia rundę Piotra Wlazły?
- Fenomenalną rundę miał. Najważniejszych dla mnie było dwóch ludzi w tej rundzie w tym zespole: Puerto i Piotrek Wlazło. Piotrek to zawodnik, który idealnie łączy grę defensywną i ofensywną zespołu.
- To była jedna z jego najlepszych rund?
- Uważam, że to był chyba najlepszy środkowy pomocnik w całej lidze w tym momencie. Mówię o takim defensywnym pomocniku. Nie w Stali, tylko w całej lidze.
- Docenia Pan też jego charakter?
- Szacunek dla niego, że grał mimo problemów zdrowotnych. To jest zawodnik, od którego młodzież może się wiele nauczyć na treningu i w meczu. Ci liderzy i ich postawa, to też młodzi zawodnicy widzą. Dzięki takim piłkarzom szatnia idzie do końca razem i to nam bardzo pomogło osiągnąć cel.
- Z czego wynikał rozwój młodych zawodników?
- Jeśli chodzi o Kruszelnickiego czy Cybulskiego, to oczywiście ich umiejętności są na pierwszym miejscu, ale nasza gra była ustawiona mocno pod nich. Widząc ich predyspozycje do gry jeden na jeden, szybkość i decyzyjność, ustawialiśmy ich bardzo szeroko przy linii.
- Mieli dużą swobodę?
- Nigdy nie miałem do nich pretensji, jeżeli stracili piłkę. Mieli dużą swobodę w ofensywie. Do tego doszła linia środkowa, gdzie Piotrek, Chema czy Piszek ułatwiali im grę. Wiele rzeczy w jednym czasie się zgrało: transfery, umiejętności tych chłopaków, przygotowanie fizyczne i struktura, którą stworzyliśmy.
Przyszłość Mamrota w Stali Mielec
- Pana kontrakt obowiązuje do 30 czerwca. Czy ruszyły rozmowy po zapewnieniu utrzymania?
- Na dzisiaj czekamy. Do końca nie wiemy, jaka będzie sytuacja finansowa klubu. Prezes mocno nad tym pracuje. Do tej pory kluczem było utrzymanie i niewiele w tym tygodniu na ten temat rozmawialiśmy.
- Chciałby Pan zostać w Stali?
- Ja na pewno jestem zainteresowany dalszą pracą, ale to jest zależne od wielu czynników. Części zawodników nie utrzymamy, to jest normalne. Chcielibyśmy jednak, żeby kręgosłup tego zespołu został i to jest dla mnie najważniejsze.
- Piłkarze też chcieliby zostać?
- Większość zawodników chciałaby zostać. Jest bardzo dobra atmosfera w drużynie. Wierzą w to, że zostając, pogralibyśmy o coś więcej niż tylko utrzymanie.
"Priorytetem dla mnie jest zostać tutaj"
- Czy po dobrej rundzie są zapytania z innych klubów?
- Nie chciałbym rozmawiać na takie tematy, bo szanuję to, co tutaj zastałem. Po wielu latach pracy w różnych klubach wiem, że na dzień dobry ustala się zasady współpracy, a później one nie zawsze wyglądają tak, jak się ustala. Tutaj w Mielcu ta współpraca wyglądała tak, jak ustaliliśmy i ja to bardzo cenię.
- Czyli Stal ma pierwszeństwo?
- Dla mnie priorytetem jest zostać tutaj. Póki prezes nie powie, że nie ma tematu, to ja będę tutaj lojalny. Jakieś zapytania są, ale nie chcę podejmować rozmów. Każdemu mówię, że na dzisiaj w ciągu tygodnia nie chcę tych rozmów prowadzić.
- Może Pan przez to stracić inne opcje?
- Oczywiście mogę na tym stracić, bo taki klub może zatrudnić inną osobę. Biorę to pod uwagę, ale cenię to, co tutaj miałem. Dobrze się tutaj czuję. Dla mnie najważniejsza jest słowność i to, jak wygląda współpraca. Mam nadzieję, że to się dobrze ułoży.
Więcej w "Piłkarskim Bagienku"
Całą rozmowę z Ireneuszem Mamrotem można zobaczyć w programie "Piłkarskie Bagienko". W trakcie wywiadu trener Stali Mielec opowiedział również m.in. o zimowych warunkach treningowych, pracy sztabu, transferach, odmowach ze strony zawodników oraz kulisach budowania drużyny, która ostatecznie utrzymała Betclic 1. Ligę dla Mielca.



























































































