Andrzej Paszkiewicz odniósł się do ostatniego odcinka Piłkarskiego Bagienka. (fot. własne)
Po porażce 1-3 z Siarką Tarnobrzeg w meczu 3 ligi gr. IV trener Pogoni-Sokoła Lubaczów Andrzej Paszkiewicz odniósł się nie tylko do przebiegu spotkania, ale również do słów, które padły w "Piłkarskim Bagienku" dotyczącym jego drużyny. Szkoleniowiec zarzucił Szymonowi Szydełko oraz Maciejowi Decowskiemu-Niemiec rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i zapowiedział kroki prawne.
- Pierwsze dziesięć minut meczu miało duży wpływ na przebieg spotkania. Czy problemy wynikały z przystosowania się do nawierzchni?
- Te pierwsze dziesięć minut na pewno ustawiło mecz, bo szybko zrobiło się 2:0. Natomiast nie ukrywam, że na przygotowania do tego spotkania wpłynęły także wydarzenia z ostatnich dni. Mam tu na myśli program, który Pan prowadził i to, co tam padło na temat naszej drużyny. To nie pomogło w przygotowaniu do meczu.
- Chciałem zapytać o słowa, które padły w naszym programie. Pojawiły się tam zarzuty dotyczące między innymi decyzji kadrowych. Chce się Pan do tego odnieść?
- Najpierw chcę przeprosić klub Siarka, bo został wciągnięty w spór, który powstał i nie jest ich winą. Uważam też, że konferencja prasowa nie jest miejscem do prania brudów. Natomiast skoro Pan tak bardzo nalega, to się do tego odniosę.
W programie, który Pan prowadzi, przez około sześć minut omawiana była nasza drużyna. W mojej ocenie padły tam kłamstwa i oszczerstwa. Mam na to dowody i świadków. W związku z tym podjąłem już kroki prawne i spotkamy się w sądzie w sprawie o zniesławienie.
- Która z informacji według Pana była prawdziwa?
- Jedyną prawdziwą informacją było to, że Łukasz Mazurek otrzymał ode mnie informację, że przegrał rywalizację o miejsce w składzie, zarówno w ataku, jak i w linii pomocy. Powiedziałem mu to dla jego dobra i poinformowałem, że po okresie przygotowawczym powinien poszukać innego klubu. W konsekwencji klub zaproponował mu możliwość wypożyczenia. To było jedyne prawdziwe stwierdzenie z programu.
- Podjął Pan już konkretne działania prawne?
- Tak. Poprosiłem Pana już o adres mailowy lub adres domowy, na który mam dostarczyć pismo przedsądowe. W tym piśmie będą zawarte moje roszczenia wobec Pana, ponieważ uważam, że w programie naruszono moje dobre imię.
Materiał jest zabezpieczony. Nawet jeśli nagranie zostałoby usunięte, to wszystko jest nagrane. W poniedziałek wracam do Krakowa i spotkam się z prawnikiem. On już otrzymał cały materiał.
- Jakie są dalsze kroki z Pana strony?
- W poniedziałek ustalę z prawnikiem szczegóły. Powiedział mi już, że jest to sprawa o zniesławienie. W programie mówiliście o pewnych rzeczach jak o faktach, a nie jako o przypuszczeniach. Tymczasem tylko jedna z tych informacji była prawdziwa.
W poniedziałek będę w Krakowie i spotkam się z prawnikiem. Sprawa jest moim zdaniem oczywista, ponieważ w programie mówiliście o tych rzeczach jak o faktach, a nie jako o przypuszczeniach.
- Chce Pan jeszcze coś dodać w tej sprawie?
- Powiem tylko tyle: kłamstwo ma krótkie nogi. Bardzo szybko okaże się, kto przekazał nieprawdziwe informacje i dlaczego. Problem polega na tym, że ktoś powiedział nieprawdę, a Wy to powtórzyliście publicznie. Dlatego ta sprawa znajdzie swój finał w sądzie.
Pana artykuł spowodował też reakcje kibiców, które pojawiły się w internecie. To również będzie brane pod uwagę w tej sprawie.
- Chce Pan coś jeszcze dodać w tej sprawie?
- Powiem tylko tyle: kłamstwo ma krótkie nogi. Bardzo szybko okaże się, kto przekazał te informacje. Ktoś chciał się na mnie zemścić i przekazał nieprawdziwe rzeczy, a Wy je powtórzyliście.
Wykorzystał Pan moment, kiedy byłem zdenerwowany po meczu, bo przegraliśmy spotkanie. Ale bardzo szybko okaże się, kto przekazał te informacje.
Jeszcze raz powtórzę: sprawa trafi do sądu.
Cały odcinek Piłkarskiego Bagienka