Podbeskidzie Bielsko-Biała po dwóch sezonach przerwy ponownie zagra w Betclic 1. Lidze. „Górale” wykorzystali atut własnego boiska, świetną atmosferę na trybunach i w najważniejszym meczu sezonu pokonali Sandecję Nowy Sącz 3-1. Finał baraży w Bielsku-Białej miał wszystko, czego można oczekiwać od spotkania o taką stawkę: szybki gol, analizę VAR, dużą intensywność, rekordową frekwencję i wybuch radości gospodarzy po końcowym gwizdku.
Awans Podbeskidzia Bielsko-Biała jest tym bardziej efektowny, że jeszcze kilka miesięcy temu sytuacja bielszczan wyglądała zupełnie inaczej. Gdy w listopadzie zespół przejmował pochodzący z Podkarpacia Marcin Włodarski, drużyna znajdowała się w trudnym położeniu i musiała oglądać się raczej za siebie. Podbeskidzie było wtedy w strefie barażowej o utrzymanie w Betclic 2. Lidze.
43-letni szkoleniowiec odmienił jednak zespół, który zakończył sezon zasadniczy w czołowej szóstce, a następnie przeszedł przez baraże i wywalczył powrót na drugi szczebel rozgrywkowy.
Podbeskidzie - Sandecja. Wielki finał baraży o Betclic 1. Ligę
W decydującym spotkaniu o awans zmierzyły się drużyny, które do baraży przystępowały z różnych pozycji, ale z podobnymi ambicjami. Podbeskidzie Bielsko-Biała zakończyło sezon zasadniczy na czwartym miejscu, natomiast Sandecja Nowy Sącz była szósta. Oba zespoły wcześniej musiały przejść półfinały i oba zrobiły to w identycznych rozmiarach.
Bielszczanie na własnym stadionie pokonali rezerwy Śląska Wrocław 2-1. Sandecja również wygrała 2:1, tyle że na wyjeździe z Olimpią Grudziądz. Finał zapowiadał się więc jako starcie drużyn, które potrafiły poradzić sobie z presją i w najważniejszym momencie sezonu zachowały skuteczność.
Dodatkowego smaku dodawała forma Sandecji w rundzie wiosennej. Zespół z Nowego Sącza przegrywał rzadko i do Bielska-Białej przyjechał z przekonaniem, że stać go na sprawienie kolejnego mocnego akcentu w końcówce sezonu. Podbeskidzie miało jednak za sobą publiczność, energię po półfinale i bardzo konkretny plan na początek meczu.
Rekordowa frekwencja w Bielsku-Białej i błyskawiczny cios gospodarzy
Stadion Miejski w Bielsku-Białej wypełnił się w sobotnie popołudnie znacznie mocniej niż w poprzednich meczach sezonu. Na trybunach pojawiło się 9418 widzów, co oznaczało najlepszy wynik frekwencyjny Podbeskidzia w tych rozgrywkach. Oprawa spotkania była godna finału baraży, a atmosferę podgrzewała również obecność zorganizowanej grupy kibiców Sandecji.
Gospodarze bardzo szybko wykorzystali tę energię. Już w pierwszych minutach Krzysztof Kolanko został sfaulowany przez Aleksandra Wołczka. Sędzia Paweł Raczkowski początkowo potrzebował dłuższej analizy i skorzystał z monitora VAR. Po obejrzeniu sytuacji zdecydował się podyktować rzut karny dla Podbeskidzia.
Do piłki podszedł Lucjan Klisiewicz, czyli najskuteczniejszy zawodnik bielszczan w sezonie. Napastnik wytrzymał presję i w 5. minucie dał gospodarzom prowadzenie. Tak szybki gol ustawił pierwszą część spotkania i sprawił, że Sandecja musiała natychmiast szukać odpowiedzi.
„Górale” mogli zamknąć mecz jeszcze przed przerwą
Podbeskidzie po zdobyciu bramki nie cofnęło się głęboko i nie ograniczyło wyłącznie do pilnowania wyniku. Wręcz przeciwnie - gospodarze grali odważnie, często znajdowali wolne przestrzenie i regularnie dochodzili do sytuacji pod bramką Mateusza Jelenia.
Blisko drugiego trafienia byli między innymi Krzysztof Kolanko i Maciej Urynowicz. Swoją okazję miał również Kamil Sochań, który uderzał z niewielkiej odległości, ale w ostatnim momencie został zablokowany przez Wiktora Pleśnierowicza. Szczególnie groźnie zrobiło się także po stałym fragmencie gry, gdy Urynowicz, bohater półfinału, przymierzył z rzutu wolnego i trafił w słupek.
Sandecja próbowała odpowiadać, lecz w pierwszej połowie nie potrafiła stworzyć równie klarownych okazji. Aktywny po prawej stronie był Simeon Oure, a Adam Brenkus szukał szczęścia po rzucie wolnym. Problem gości polegał jednak na tym, że do przerwy nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Konrada Forenca. Podbeskidzie kontrolowało wydarzenia na boisku i schodziło do szatni z prowadzeniem, które mogło być nawet wyższe.
Sandecja szukała karnego, ale VAR nie pomógł gościom
Po zmianie stron obraz gry długo nie zmieniał się diametralnie. Podbeskidzie nadal było konkretniejsze, a Lucjan Klisiewicz miał kolejne okazje do zdobycia bramki. Tym razem lepszy był jednak Mateusz Jeleń, który zatrzymał uderzenia napastnika gospodarzy.
Sandecja z czasem zaczęła odważniej podchodzić pod pole karne Podbeskidzia. Pierwszy celny strzał drużyny z Nowego Sącza oddał Simeon Oure. Goście mieli również moment, w którym domagali się rzutu karnego po starciu Kamila Sochania z Bartłomiejem Juszczykiem. Sędzia Paweł Raczkowski skonsultował sytuację z arbitrami VAR, ale nie zmienił decyzji i nakazał kontynuować grę.
Dla Sandecji był to jeden z tych momentów, które mogły odwrócić losy finału. Tak się jednak nie stało. Chwilę później Podbeskidzie zadało cios, po którym droga do Betclic 1. Ligi stała się dla gospodarzy już bardzo szeroka.
Sochań i Takać przypieczętowali awans Podbeskidzia
W 67. minucie bielszczanie podwyższyli prowadzenie po rzucie rożnym. Wojciech Słomka dośrodkował w pole karne, Bartosz Martosz przedłużył lot piłki głową, a Kamil Sochań z bliska skierował ją do siatki. To trafienie było nagrodą dla zawodnika, który wcześniej również potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu pod bramką Sandecji.
Podbeskidzie nie poprzestało jednak na wyniku 2:0. W 81. minucie gospodarze ponownie wykorzystali zamieszanie po stałym fragmencie gry. Po kolejnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego obrońcy Sandecji wybili piłkę przed pole karne, a tam dopadł do niej Dalibor Takać. Zawodnik, który chwilę wcześniej pojawił się na murawie, popisał się efektownym uderzeniem z okolic linii szesnastki i podwyższył na 3:0.
Sandecja odpowiedziała jeszcze honorowym golem Daniela Pietraszkiewicza w 84. minucie, ale było już za późno, aby realnie wrócić do gry. Podbeskidzie utrzymało prowadzenie i po końcowym gwizdku mogło świętować awans do Betclic 1. Ligi.
Marcin Włodarski odmienił Podbeskidzie
Historia tego awansu to nie tylko opowieść o jednym wygranym finale. To także przykład dużej zmiany, jaka zaszła w Podbeskidziu po przyjściu krośnianina Marcina Włodarskiego. Szkoleniowiec objął zespół w listopadzie, gdy nastroje wokół drużyny były zupełnie inne niż po meczu z Sandecją.
Bielszczanie byli wtedy bliżej walki o uniknięcie spadkowych kłopotów niż marzeń o powrocie na zaplecze Ekstraklasy. Włodarski zdołał jednak poukładać drużynę, nadać jej stabilność i doprowadzić do sytuacji, w której Podbeskidzie najpierw weszło do baraży o awans, a następnie wygrało dwa najważniejsze mecze sezonu.
Powrót do I ligi po dwóch latach przerwy jest dla klubu z Bielska-Białej ogromnym sportowym oddechem. Finał z Sandecją pokazał, że „Górale” potrafią grać pod presją, korzystać ze stałych fragmentów i narzucać swoje warunki w spotkaniach o najwyższą stawkę.
Sandecja Nowy Sącz: Mateusz Jeleń - Kamil Ogorzały, Wojciech Błyszko, Wiktor Pleśnierowicz, Tomasz Nawotka (55. Karol Smajdor) - Simeon Oure (83. Kacper Talar), Tomasz Kołbon (55. Maciej Żurawski), Aleksander Wołczek (55. Bartłomiej Juszczyk), Adam Brenkus (83. Bartłomiej Kasprzak), Daniel Pietraszkiewicz - Filip Piszczek.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 9418.





























