Mecz nie ułożył się po myśli Sokoła. W pierwszej kwarcie inicjatywę przejęli goście, którzy szybko zbudowali wyraźną przewagę, prowadząc nawet różnicą 14 punktów. Gospodarze mieli duże problemy ze skutecznością, zwłaszcza z dystansu, nie trafiając żadnej z prób za trzy punkty.
Odrodzenie przed przerwą
Druga kwarta przyniosła całkowitą zmianę obrazu gry. Tym razem to GKS wpadł w ofensywny zastój, trafiając zaledwie kilka rzutów z gry. Sokół wykorzystał ten moment, błyskawicznie odrabiając straty i wychodząc na minimalne prowadzenie jeszcze przed zejściem do szatni.
Remis po trzech kwartach
Po przerwie mecz znów się wyrównał. Skuteczność Sokoła ponownie spadła, a tyszanie konsekwentnie punktowali, doprowadzając do remisu po 30 minutach gry. W ataku GKS-u coraz groźniejszy był Szymon Kiwilsza, który dawał się we znaki pod koszem.
Kontuzje i decydujące minuty
Na początku czwartej kwarty goście odskoczyli na kilka punktów i utrzymywali przewagę do końca spotkania. Sokół próbował jeszcze odwrócić losy meczu – po trójce Filipa Zegzuły różnica stopniała do trzech punktów – jednak brak klasycznego rozgrywającego dał się we znaki. Wcześniej z powodu urazu nie mógł zagrać Mateusz Kaszowski, a w końcówce kontuzji doznał Piotr Wieloch. GKS zachował więcej zimnej krwi, wykorzystał rzuty wolne i przypieczętował zwycięstwo.
Solvera Sokół Łańcut – GKS Tychy 71:80 (15:26, 23:8, 22:26, 11:20)
Sokół: Zegzuła 13 (3×3, 6 s.), Bręk 2, Łabinowicz 2, Struski 5 (1×3, 5 zb.), Milovanović 18 (11 zb.) oraz Czempiel 4, Wieloch 10, Krzywdziński 0, Kucharek 5, Hlebowicki 12 (1×3).
GKS: Śnieg 9, Koperski 8 (2×3), Dziemba 6 (1×3), Walski 7 (1×3), Kiwilsza 16 (7 zb.) oraz Bożenko 19 (1×3), Kuczawski 2, Adamczak 2, Heliński 1, Dawdo 10 (5 zb.), Lis 0,