Jacek Klimek, były prezes FKS Stali Mielec, wystąpił w programie "Piłkarskie Bagienko". W rozmowie z Maciejem Decowskim-Niemcem opowiedział o powodach swojej rezygnacji, sytuacji finansowej klubu, relacjach z Tomaszem Porębą, nieudanych rozmowach z potencjalnym inwestorem, odejściu sponsorów strategicznych oraz przyszłości drużyny i trenera Ireneusza Mamrota.
Jacek Klimek: "Projekt się kończy. Trzeba dać szansę komuś nowemu"
- Jakie uczucie towarzyszy panu po odejściu? Nie bije się pan z myślami, zastanawiając się, co pan narobił? Jest pan pewny tej decyzji i świadomy, że nie będzie już dłużej sternikiem Stali Mielec?
- Nie. Tutaj projekt się kończy. Apelowałem nawet do Rady Nadzorczej i właścicieli, żebyśmy ten projekt trochę wcześniej skończyli, więc byłem przygotowany na to, że to się zakończy.
Wszędzie powtarzałem, że nie przyszedłem do Stali Mielec po to, żeby trzymać się rękami i nogami do emerytury. Kończymy projekty, trzeba dać szansę komuś nowemu, ze świeżym pomysłem i wizją.
Myślę, że zostawiam klub w dobrym stanie, więc mój następca będzie miał sporo szans, żeby pokazać, jak poprowadzi ten klub dalej. Nie żałuję, bo byłem w różnych projektach i nie przyzwyczajam się do nich zbyt długo. Zamykam drzwi i zawsze chcę wyjść w taki sposób, żebym później mógł się komuś pokazać na oczy.
Jestem już myślami gdzie indziej. Oczywiście Stal zawsze będę miał w sercu, bo byłem tutaj trampkarzem, juniorem i tak dalej.
- Wielu kibiców mówi, że wybrał pan odpowiedni moment. Czy to oznacza, że teraz w Stali Mielec będzie tylko gorzej? Odszedł pan, kiedy klub jest stabilny, utrzymał się w Betclic 1. Lidze, a na koncie zostały środki. Znalazł pan idealny moment, żeby odejść bez problemów finansowych i zostawić po sobie dobrą ziemię?
- Moment jest dobry, ale najlepszy był wtedy, kiedy opuściły nas spółki Skarbu Państwa, a my jeszcze w ciągu tego półrocza utrzymaliśmy się w Ekstraklasie. Wtedy sporo osób odchodziło i ja powinienem odejść razem z nimi, bo zostałem przez wielu z tych ludzi zaproszony do tego projektu.
Były wtedy duże środki, bo wpadały pieniądze za utrzymanie i za grę w Ekstraklasie. To byłby idealny moment. Utrzymałem klub przez cztery lata w Ekstraklasie, odchodzę i to byłoby ekstra.
Niestety poproszono mnie, żebym poprowadził klub jeszcze przez jeden sezon. W tym piątym sezonie dokonaliśmy spadku i to było mi już niepotrzebne. Teraz jest dobry moment, ale był jeszcze lepszy.
O relacjach z Tomaszem Porębą: "Nie chcę tego komentować i chcę o tym jak najszybciej zapomnieć"
- W tamtym momencie z klubu odszedł Tomasz Poręba, który nie zostawia na panu suchej nitki. Jest pan przez niego cały czas krytykowany. Jak pan to odbiera i jak odpowie na zarzuty, które ostatnio publikował? Jak doszło do tego, że wasze relacje tak bardzo się pogorszyły?
- Powiem to może w dwóch słowach. Nigdy nie spodziewałem się, że ktoś po różnych sytuacjach strzeli focha, obrazi się i będzie teraz we mnie uderzał. To jest jedna rzecz.
Natomiast wszystkie pozostałe wypowiedzi tego pana skwituję tak, że za chwilę udzielę wywiadu i powiem, że to ja strzeliłem na Wembley bramkę Anglii, a nie Jan Domarski. To są tego typu wpisy.
Nie chcę tego komentować i chcę o tym jak najszybciej zapomnieć, aby mój następca miał świeżą kartę i żeby te emocje trochę uspokoić.
- Mówi pan, że zostawia klub w dobrej kondycji, natomiast Tomasz Poręba publicznie podważył tę tezę i stwierdził, że realny stan klubu poznamy dopiero po sprawozdaniu finansowym. Jak wygląda sytuacja?
- Ten pan po tych wpisach z automatu nadaje się do sądu, ale nie mam siły i nie chce mi się tego robić. Już jedną sprawę mam w sądzie, gdzie on także jest uczestnikiem tej zabawy. To jest czas, emocje i nie chcę w to wchodzić.
Jeszcze raz powtarzam, ten pan mówi wiele rzeczy. Przeczytałem nawet, że tutaj ktoś kradł pieniądze. Chcę powiedzieć, że jestem słabym złodziejem, bo zostawiam sześć milionów złotych czystego cashu. Chyba jestem słabiutkim złodziejem, bo powinienem zostawić zero.
Nie chcę już o tym mówić. Zawsze myślałem, że focha strzelają kobiety, ale okazało się, że nie tylko. Tutaj stawiamy kropkę.
"Nowy prezes będzie miał do dyspozycji więcej niż sześć milionów złotych"
- Skąd wzięła się kwota sześciu milionów złotych i jak to się stało, że tyle środków zostało w klubie?
- Trzeba odtworzyć moją konferencję, bo tam wszystko wyjaśniłem, z czego to wynika.
Mój następca będzie miał do dyspozycji nawet więcej niż sześć milionów złotych. Wczoraj już dużo rozmawialiśmy, bo wiem, kto może być moim następcą. Będzie to około 6,4 lub prawie 6,5 miliona złotych.
Nie będę jednak dyktował, jakie mamy założone lokaty, jakich zdobyłem sponsorów, jacy sponsorzy byli na koszulkach po odejściu sponsorów strategicznych i kto ile wpłacił, bo są sponsorzy, którzy absolutnie sobie tego nie życzą.
Myślę, że takie pytania powinny padać, gdyby piłkarze nie mieli zapłacone, gdybyśmy nie otrzymali licencji albo gdyby podmioty, ZUS i urzędy skarbowe stały w kolejce. Wtedy pan i wszyscy inni mieliby prawo mnie przesłuchiwać.
Jeżeli jednak piłkarze mają zapłacone za maj, otrzymali premie za mecz w Siedlcach, a wszyscy pracownicy, którzy mieli dostać pensję dziesiątego dnia miesiąca, dostali ją już dzisiaj, to przepytywanie mnie, z czego wynika ta kwota, jest absurdalne.
Proszę przepytywać drużyny, które nie płacą albo wypłacają premie meczowe po roku. To chyba tam należy skierować te pytania, a nie do mnie.
To jest firma, która jest spółką akcyjną i raportuje sprawozdania. Do licencji trzeba było mieć wszystkie zaświadczenia, łącznie z przelewami do piłkarzy, więc zadawanie takiego pytania jest szaleństwem.
Ja wiem, kto kazał panu o to zapytać. Ten sam pan za chwilę napisze artykuł, że papier do drukarki trzeba było kupić za 11 złotych, a nie za 11,50 złotego.
Skończmy tę zabawę. Przypominam, że są kluby, z których odchodzi prezes, a zostaje 12 lub 15 milionów złotych zadłużenia i nikt nie pyta o nic. Ja odchodzę z saldem dodatnim, zaraz przychodzi nowy prezes, a teraz będziemy mnie przesłuchiwać. Panowie, proszę pytać drużyny, które nie płacą.

Jacek Klimek może trafić do klubu z Ekstraklasy
- Zawsze powtarzam, że pana kadencję można oceniać dobrze. Mam nawet wrażenie, że był pan trochę niedoceniany w Mielcu, natomiast w całej Polsce docenia się pana bardziej. Czy odczuwa pan, że na swojej ziemi spotykał się pan z większą krytyką, a kluby z innych ośrodków patrzą z podziwem na to, jak prowadził pan Stal?
- Potwierdzam. Chcę powiedzieć, że drugi raz nie podjąłbym się pracy jako prezes w mieście, w którym mieszkam. To są inne oczekiwania i inne emocje.
Jeśli chodzi o drugą część pytania, także potwierdzam. Mam bardzo dużo ofert, a jedna jest tak konkretna, że jeśli się zdecyduję, to w ciągu dziesięciu dni wyląduję w Ekstraklasie.
- W internecie pojawiła się nazwa Cracovii. Czy był jakiś kontakt z tego klubu?
- Nie. Od razu mówię, że nie chodzi o Cracovię i proszę też nie wymieniać kolejnych nazw.
To kompletna plotka, jak wiele plotek pojawiających się na Twitterze. Akurat ta mocno mnie rozbawiła, bo z tego kierunku nikt nie dzwonił.
Dlaczego nie udało się pozyskać inwestora?
- Ostatnio mówił pan, że klub był blisko porozumienia z inwestorem. Przez ostatnie dwa lata w tym temacie dużo się działo. Dlaczego ostatecznie nie udało się pozyskać inwestora? Czy zdecydowała wielkość Mielca, kwestie formalne czy inne problemy? Co stało się z ostatnimi rozmowami?
- Mogę zdradzić kulisy, bo była to osoba i firma z pierwszej setki najbogatszych ludzi. Była zainteresowana wejściem do futbolu, ale nie chodziło o przyjście do Mielca i zarabianie kokosów czy robienie biznesów. Bardziej chodziło o to, żeby pokazać się w sporcie.
Ostatni temat był bardzo zaawansowany. Mogę powiedzieć, że ktoś prawdopodobnie za chwilę pojawi się w sporcie, ale w dużo większym mieście niż Mielec.
Myślę, że to było kluczowe. Dopóki nie ma podpisanej umowy i trwają negocjacje, wszystko może się wydarzyć. Kiedy usłyszałem, jakie są plany na przyszłość, uznałem, że zadecydował stadion i wielkość miasta.
"Za spadek z Ekstraklasy daję sobie dwóję z wykrzyknikiem"
- Na ostatniej konferencji przyznał pan sobie ocenę trzy z plusem za ostatni rok. Jaką ocenę dałby pan sobie za cały okres pracy? Jeśli jest pan chwalony za politykę finansową, to jak ocenia pan politykę kadrową? Czy w ostatnich dwóch sezonach nie było zbyt wielu błędów personalnych dotyczących piłkarzy i trenerów?
- Bardzo łatwo jest oceniać już po fakcie, bo wtedy wszyscy wszystko wiedzą i zadanie jest ułatwione.
Politykę kadrową oceniam na bardzo wysokim poziomie, ponieważ zarządzanie kadrą powodowało, że zawsze była poduszka finansowa i możemy dalej spokojnie funkcjonować. Oceniam to bardzo pozytywnie.
Oczywiście za spadek z Ekstraklasy daję sobie dwóję z wykrzyknikiem.
Mam wrażenie, że wszyscy mogą spaść z Ekstraklasy. Śląsk może spaść z dużym budżetem, może spaść Miedź Legnica, ale Stal Mielec nie może nigdy spaść z ligi, bo jeśli spadnie, to wszystko jest winą Klimka.
Przypominam, że dzisiaj spadła Bruk-Bet Termalica Nieciecza, która może nas przykryć czapką finansową, a spadła po roku. My byliśmy w Ekstraklasie przez pięć lat.
Rozumiem kibiców, bo kibic myślał, że kiedy przyjdzie Klimek, to Stal będzie miała 200 lat Ekstraklasy. Niestety w futbolu to tak nie działa.
Spadek z Ekstraklasy był moją katastrofalną porażką. Wracam jednak do punktu numer jeden. Gdybym odszedł wtedy, kiedy odchodzili sponsorzy strategiczni, a my utrzymaliśmy się jeszcze przez jeden sezon, to dzisiaj byłbym geniuszem biznesowym.
Powiem też ciekawostkę. Gdyby mój następca spadł z ligi, nigdy w życiu bym go nie skrytykował i nawet nie wypowiedziałbym się w tej kwestii. Takie mam zasady życiowe.
O odejściu PGE: "Zostaliśmy odcięci siekierą"
- Czy nie udało się wtedy zatrzymać PGE? Pojawiał się zarzut, że klub mógł bardziej powalczyć o to, żeby sponsor pozostał w Stali Mielec.
- To kompletna bzdura na kółkach. Warto chyba zapytać polityków, którzy pojawili się w PGE, bo macie do nich dostęp.
Nie chcę wymieniać nazwisk, bo nie mam takiego przyzwolenia. Warto do nich zadzwonić i zapytać, jaka była możliwość przedłużenia tych umów.
To jest bzdura na podobnym poziomie jak stwierdzenie, że to ja strzeliłem na Wembley bramkę Anglii. My zostaliśmy odcięci od źródła finansowania nie tylko odcięci, ale odcięci siekierą.
Z ludźmi, z którymi rozmawiałem przez cztery czy pięć lat, mieliśmy miłą i serdeczną współpracę. Oni sami powiedzieli mi: "Panie Jacku, pan się nie gniewa". Odpowiedziałem, że się nie gniewam, bo doskonale wiem, czym się to zakończy.
Oni już wtedy mówili mi, gdzie te środki pójdą na reklamę. Nie mam do nich żalu, bo takie jest życie. Każda firma ma swoje pomysły na dalszy sponsoring.
Jeżeli ktoś mówi, że coś było przygotowane, to prosiłbym zapytać polityków nowej władzy, którzy przejęli władzę, jak to zostało przygotowane. To bujda na resorach.
Baza w Tuszowie Narodowym. "Przeszkoda jest zawsze tylko jedna: finanse"
- W naszej rozmowie trener Ireneusz Mamrot mówił o bazie w Tuszowie Narodowym i o tym, że Bruk-Bet Termalica była szybsza. Jak z pana perspektywy wyglądała sprawa tej bazy? Ten temat budzi skrajne emocje wśród kibiców.
- Nie wiem, dlaczego budzi skrajne emocje. Te emocje wyglądają tak, jakby ktoś nigdy nie miał w ręce kalkulatora albo nie wiedział, ile jest dwa plus dwa.
Ośrodek był budowany i wiadomo, z jakich środków był budowany. Nie musimy się tutaj oszukiwać. Część inwestycji została zrealizowana, a druga część miała zostać dokończona. Oczywiście miała to być baza Stali Mielec.
Nikt jednak nie dodaje, że miała to być baza Stali Mielec, którą cały czas wspiera sponsor strategiczny. Tylko przy takim założeniu ta baza mogła funkcjonować i byłoby nas stać na jej utrzymanie.
Bujdą na resorach jest stwierdzenie, że bez sponsorów strategicznych mogliśmy przejąć ten ośrodek. Prawdopodobnie splajtowalibyśmy po kilku miesiącach, bo nie byłoby nas stać na jego utrzymanie.
Później wylała się lawina, bo ktoś znowu strzelił focha. Jeśli nie spełniamy tego, czego ktoś chce, to robi focha i zaczyna dojeżdżać człowieka.
Fakty są takie, że w pewnym momencie wsparliśmy tę bazę finansowo, bo wiedzieliśmy, że znajduje się w trudnej sytuacji. Przyszedł też moment, kiedy chcieliśmy ją wynajmować i uzgodniliśmy kwotę.
Nie ukrywam, że człowiek, który tam zarządzał, był przychylny temu, żebyśmy zaczęli współpracować, trenować i coś wynajmować. Nigdy jednak nie chodziło o przejęcie, bo nie mamy takich środków.
Potwierdzam, że był taki moment, kiedy uruchomiono podgrzewaną płytę. Nieciecza tam trenowała, bo zapłaciła za podgrzewanie. Nie chcę mówić o kwotach, bo spadłby pan z krzesła, gdyby usłyszał, ile kosztuje uruchomienie i utrzymywanie tego przez całą zimę.
Tuszów zgodził się, żebyśmy także mogli tam trenować. Niestety Nieciecza się nie zgodziła. Nie obraziłem się, bo uznałem, że trochę mają rację. Podzielilibyśmy się kosztami, ale tak naprawdę także zniszczylibyśmy trochę boisko.
W związku z tym, że zapewnili sobie wyłączność, rozumiem, dlaczego się nie zgodzili. Później przyjechaliśmy, zagraliśmy fajny sparing w świetnych warunkach. Na Twitterze bardzo chwaliłem ten ośrodek i jego funkcjonowanie, więc nie mam żadnych zastrzeżeń.
Jeżeli Stal pójdzie dzisiaj w innym kierunku finansowym i ktoś dołoży symboliczne dwa złote, to absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby współpracować. Przeszkoda jest zawsze tylko jedna: finanse. Trzeba mieć w kieszeni kalkulator, nie wystarczy żyć marzeniami.
Co dalej z kadrą Stali Mielec i Ireneuszem Mamrotem?
- Jakie są nastroje w klubie i w drużynie? Mówi pan, że zna nazwisko potencjalnego nowego prezesa. Kiedy możemy spodziewać się decyzji dotyczących przedłużenia umów ze sztabem? Jak rozumiem, Ireneusz Mamrot raczej nie będzie już trenerem?
- Nie powiedziałem, że prezes jest wybrany. Powiedziałem tylko, że znam nazwisko.
Chciałbym zaapelować do całego środowiska, żebyśmy nie podgrzewali sztucznej karuzeli. Piłkarze doskonale wiedzieli, na jakie okresy mają podpisane kontrakty. Nikt niczego im nie obiecywał.
Wszyscy wiedzieli, jaka jest sytuacja i że moja przygoda się kończy. Obiecałem im jednak, że do końca będą mieli wszystko wypłacone i że zostawię klub w takim stanie, żeby płynność finansowa została utrzymana.
Piłkarze mają zasłużone urlopy do 15 czerwca i są na wakacjach. Nie wiem, skąd biorą się te wielkie lamenty i pytania, co będzie dalej. Nie mówię tutaj o panu, tylko o całym środowisku.
Przypominam, że przez pięć lat budowaliśmy drużyny od zera i robiliśmy po 15 lub 16 transferów. Teraz mamy sześciu ludzi z podpisanymi kontraktami, więc trzeba dołożyć jeszcze około 20 zawodników i trenera.
Wszyscy bez problemu sobie poradzą. Dzisiaj jest dopiero 2 czerwca, nowy prezes przychodzi 11 czerwca i ma cztery dni na zakomunikowanie piłkarzom, kto zostaje, a kto nie zostaje. Ci, którzy zostaną, przyjadą 22 czerwca na trening.
Nie wiem, skąd wychodzą te informacje, dlaczego wychodzą i co ma to podburzać. Nie widzę najmniejszego problemu. Ten klub nie funkcjonuje w taki sposób, że mamy gołą jedenastkę, nie mamy żadnych zmienników, wszystko się wysypało i wszyscy pójdą do domu.
Tutaj zostaje baza zawodników. Jak zawsze mówiłem, na ławce rezerwowych na każdą pozycję jest po dwóch lub trzech kolejnych zawodników. Tę bazę dostanie także nowy prezes. Czy z niej skorzysta, tego nie wiem.
Rozmawiałem z nim wczoraj i usłyszałem o wstępnej czternastce, która jest już dzisiaj przymierzona i gotowa. Nie zamykałbym także tematu trenera Mamrota.
Nie wiem, skąd ta panika i chaos. Jestem z trenerem Mamrotem w kontakcie. Wypoczywa w Chorwacji, popija piwko. Dajcie mu wypocząć i nie zwalniajcie go ze Stali Mielec.
- Te afery trochę biorą się znikąd.
Nie, proszę pana. Nie biorą się znikąd. Wiem, skąd się biorą i kto je podsyca. Proszę mi nie mówić, że pan nie wie, skąd one się biorą. Pan także doskonale wie, skąd one się biorą.
- Można powiedzieć, że jedna osoba bardzo mocno działa z tylnego siedzenia. Liczymy, że Tomasz Poręba kiedyś przejmie jakiś klub i będzie można zweryfikować jego sposób działania.
- Jak zawsze, jak zawsze.
Jeżeli pan wywołał to nazwisko, bo ja nie chcę posługiwać się żadnymi nazwiskami ze względu na różne sprawy, które się toczą, to powiem tylko tyle, że marzy mi się, żeby wydarzyło się to, o czym pan powiedział.
Nie mogę się doczekać, żeby geniusz zarządczy i sportowy pokazał nam wszystkim, jak to się robi. Tylko bez pieniędzy pochodzących z naszych podatków.
Marzę o tym. Powiem coś więcej. Gdyby zrobił taki ruch, poprowadził klub i mu się nie udało, to proszę to dobrze zapisać: nigdy go nie skrytykuję.
- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia. Pewnie do zobaczenia na piłkarskim szlaku, bo wygląda na to, że piłka wciągnęła pana na dobre i niedługo może pan trafić do kolejnego klubu.
Dziękuję bardzo. Może się wydarzyć taka sytuacja, że spotkamy się błyskawicznie.
- Na to liczę. Zawsze miło się z panem rozmawiało. Dziękuję za cały czas spędzony w Stali Mielec i życzę powodzenia.
- Dziękuję wam bardzo za wszystko, za kontakty i za to, że miałem przyjemność uczestniczyć w waszych rozmowach. Dziękuję bardzo za wszystko i do zobaczenia.
Rozmawiał Maciej Decowski-Niemiec


































