KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski pokonało 1-0 Pogoń-Sokół Lubaczów. Po spotkaniu Łukasz Tarkowski był zadowolony przede wszystkim ze sposobu, w jaki jego zespół kontrolował wydarzenia na boisku. Szkoleniowiec odniósł się również do sytuacji kadrowej, powrotu Maksyma Horzhuia oraz krytycznych komentarzy pojawiających się wokół klubu.
Tarkowski: Mogliśmy wygrać kilkoma bramkami
Pogoń-Sokół Lubaczów fatalnie rozpoczęła sezon, jednak Łukasz Tarkowski zwrócił uwagę, że potencjał zespołu jest znacznie większy, niż wskazywałaby na to jego obecna sytuacja.
- Pogoń-Sokół Lubaczów to zespół, który budżetowo i pewnie kadrowo spokojnie powinien być w górze tabeli, gdyby nie ten start. Myślę, że oni się odbudują, bo mają ku temu zasoby. Nie chciałbym jednak za dużo mówić o przeciwniku - powiedział Łukasz Tarkowski.
Szkoleniowiec KSZO nie zgodził się natomiast ze stwierdzeniem, że jego drużyna miała wyjątkowo trudną przeprawę.
- Uważam, że sprawiliśmy, że ten mecz był łatwy poprzez kontrolę, jaką mieliśmy nad tym spotkaniem. Tak naprawdę, gdybyśmy wygrali kilkoma bramkami, nikt ze strony przeciwnika nie mógłby mieć pretensji - ocenił.
„Jesteśmy KSZO i chcemy wygrywać z każdym”
Tarkowski podkreślił, że jego drużyna chciała przede wszystkim przejąć kontrolę nad spotkaniem i długo utrzymywać się przy piłce.
- Powiedzieliśmy sobie po środowym meczu, że już dość tej pokory. Chcemy każdy mecz wyszarpać, ale też kontrolować poprzez posiadanie piłki i dzisiaj było to widać. Czasem może zbyt wolno organizowaliśmy ataki, ale chcieliśmy złapać kontrolę - tłumaczył trener KSZO.
Jego zdaniem Pogoń-Sokół nie potrafiła stworzyć większego zagrożenia pod bramką gospodarzy.
- Tak naprawdę zespół z Lubaczowa nie stworzył klarownej sytuacji. Klebań praktycznie był bezrobotny. Uważam, że to był niezły mecz, a na pewno nasz najlepszy taktycznie - zaznaczył.
Szkoleniowiec przyznał jednocześnie, że taki sposób gry nie zawsze musi być atrakcyjny dla kibiców.
- Wiem, że takie widowiska nie są super do oglądania, ale my musimy punktować, zanim do końca scalimy się jako zespół. Widać już jednak, że z łatwością tworzymy sytuacje i wchodzimy w pole karne. Nie pamiętam, żeby w Ostrowcu zespół gospodarzy tak kontrolował mecz. Mam nadzieję, że będziemy na tym budować. Mamy trudne spotkania przed sobą, ale jesteśmy KSZO i chcemy wygrywać z każdym - dodał Tarkowski.
Maksym Horzhui coraz bliżej pełnej dyspozycji
Trener KSZO został również zapytany o Maksyma Horzhuia, który wraca po problemach zdrowotnych. Jak przyznał, jego absencja wpłynęła także na sposób budowania kadry.
- Wreszcie możemy Maksyma zobaczyć na boisku. To jeszcze nie jest pełny wymiar treningu, jaki byśmy chcieli, ale samo to, że już jest i bardzo chce grać, jest dla nas ważne. Ma taki charakter, który ciągnie go na boisko - mówił szkoleniowiec.
Horzhui miał być jednym z podstawowych zawodników drużyny.
- Maksym miał być podstawowym zawodnikiem, dlatego nawet nie szukaliśmy doświadczonego wzmocnienia na skrzydło. Wiedzieliśmy, że będzie grał od dechy do dechy. Kontuzja sprawiła, że musieliśmy sobie radzić inaczej. Myślę, że kwestia dwóch tygodni i będzie już trenował z nami w optymalnym wymiarze - dodał.
Rywalizacja w KSZO rośnie
KSZO miało za sobą wymagający okres z trzema spotkaniami w krótkim odstępie czasu, dlatego sztab zdecydował się na zmiany w składzie.
- Mieliśmy bardzo ciężki mikrocykl. Trzy mecze w tygodniu zawsze się odbijają. Musieliśmy trochę zrotować składem i uważam, że zawodnicy, którzy zastąpili tych ostatnio grających w pierwszej jedenastce, naprawdę się sprawdzili - powiedział Tarkowski.
Trenera ucieszyła również postawa rezerwowych.
- Dzięki temu rywalizacja jeszcze się zwiększa. Z ławki wreszcie zawodnicy naprawdę dali radę. Na początku rundy przez urazy kadra nie była tak szeroka, ale powoli wszystko się klaruje i dlatego z pozytywną myślą patrzymy w przyszłość - zaznaczył.
Tarkowski odpowiada na krytykę. „W szatni jesteśmy największymi swoimi krytykami”
W końcowej części konferencji trener KSZO odniósł się do negatywnych komentarzy pojawiających się wokół drużyny i decyzji podejmowanych w klubie.
- Tak jest w piłce, że jeśli negatywne emocje zaczną się nakręcać, to później wypływają na wierzch. W internecie jest ich więcej, ale uwierzcie mi, że pozytywny przekaz indywidualnie również dociera do zawodników i do mnie - powiedział.
Tarkowski odniósł się też do rozstania z Filipem Laskowskim.
- Uważam, że to była bardzo dobra decyzja klubu. Filip też tego nie krył, że się nie sprawdził. Kluby często zostają w takiej sytuacji przez rok z zawodnikiem na dużym kontrakcie, który nie podnosi rywalizacji. Tutaj klub zaoszczędził duże środki, które możemy przeznaczyć na inne pozycje pod koniec okienka, a mimo tego nadal pojawia się krytyka - stwierdził.
Szkoleniowiec przyznał jednak, że nie wszystkie negatywne opinie uważa za bezpodstawne.
- Z niektórymi komentarzami się zgadzam. Graliśmy słabe drugie połowy i w szatni jesteśmy naprawdę największymi swoimi krytykami. To dzieje się w czterech ścianach. Nie zakłamujemy rzeczywistości. Jeśli ktoś zagra słabo, to jest to powiedziane. Jeśli ja popełnię błąd jako trener, również jest to powiedziane. Dlatego będziemy się poprawiać - zakończył Łukasz Tarkowski.