Ładowanie wyników…

Kamil Kwasowski: Będę zostawiał serce na treningu i meczu

Fot. Asseco Resovia Rzeszów/Facebook.
Fot. Asseco Resovia Rzeszów/Facebook.
Nowy przyjmujący Asseco Resovii Rzeszów Kamil Kwasowski rozpoczął przygotowania do nowego sezonu z zespołem. W rozmowie opowiedział o pierwszych wrażeniach z pobytu w Rzeszowie, rywalizacji o miejsce w składzie, powrocie do hali Podpromie oraz swoich ambicjach związanych z grą w barwach rzeszowskiego klubu.  
 
Jakie są twoje pierwsze wrażenia z pobytu w Rzeszowie oraz treningów z Asseco Resovią?
 
Pierwsze wrażenia są bardzo dobre. Byłem już kilka razy w Rzeszowie. Naprawdę podoba mi się to miasto, jest kapitalne. Na razie zajmuję się sprawami organizacyjnymi związanymi zarówno z życiem prywatnym, jak i zawodowym, a w tym drugim aspekcie już rozpoczęliśmy treningi.
 
Chłopaki przywitali mnie bardzo fajnie. Uprzedzając pytanie - nie było żadnych chrztów ani innych tego typu rzeczy. Sztab szkoleniowy, razem ze wszystkimi w klubie, bardzo dobrze mnie przyjął. Jestem bardzo zadowolony i czuję się tutaj zaopiekowany. Życzyłbym takiego przywitania każdemu zawodnikowi w każdym innym klubie.
 
Wspomniałeś o tym, że dobrze czujesz się w Rzeszowie. Dwa lata temu chyba pobiłeś swój osobisty rekord bloków, a przy okazji otrzymałeś statuetkę MVP. Pamiętasz to spotkanie?
 
Pamiętam, pamiętam ten mecz. Dużo bloków wtedy było (7 - przyp. red.), był to mój osobisty rekord. Z reguły fajnie grało mi się na Podpromiu. Ta hala zawsze mnie lubiła.

„Przyszedłem tutaj jako zawodnik”

Masz już zrobione uprawnienia trenerskie, więc możesz również patrzeć na przygotowania do sezonu z perspektywy przyszłego szkoleniowca. Z drugiej strony jesteś zawodnikiem drużyny, która w Rzeszowie zawsze ma duże ambicje i chce walczyć o tytuły oraz medale. Jak do tego podchodzisz?
 
Trener jest światowej klasy, także będę miał od kogo podpatrywać i uczyć się niektórych rzeczy. Przyszedłem jednak tutaj jako zawodnik i chcę przede wszystkim pomóc drużynie w meczach oraz na treningach, a przede wszystkim w zdobyciu tych tytułów.
 
A jak podchodzisz do rywalizacji na przyjęciu? W zespole są już bardzo uznane nazwiska, między innymi Artur Szalpuk, Klemen Čebulj czy Tobias Brandt. Nastawiasz się na walkę o miejsce w pierwszym składzie czy bardziej na rolę jokera, który może odmienić losy meczu albo nawet rywalizacji w play-offach?
 
To jest trudne pytanie. Odpowiem ci inaczej. Ja tutaj będę zostawiał serce na treningu. Jeżeli będę miał szansę wyjścia na boisko, to również będę zostawiał serce na meczu i dawał z siebie maksa. A jak będzie wyglądała moja rola, to zobaczymy.
 
Jesteś jednym z zawodników, którzy jeszcze nie zagrali oficjalnego meczu dla Asseco Resovii, a mimo to już zdążyłeś się zapisać w pamięci rzeszowskich kibiców. Mówi ci coś data 9 kwietnia 2016 roku? Około godziny 15:23, rozegranie Grzegorza Pilarza na prawą stronę a po drugiej stronie siatki Skra Bełchatów...
 
Pamiętam (śmiech). Ktoś nawet wspominał o tym w szatni. Przyczyniłem się wtedy do tego, żeby Resovia zagrała w finale. Także zrobiłem to dla całego środowiska.

„To był piękny gest kibiców”

Smakowały "eliksiry" przywiezione przez kibiców Resovii? Dotarło do mnie, że fani mieli wtedy dla was specjalną niespodziankę.
 
Teraz, jak sobie przypominam, to chyba faktycznie coś było. To już jednak tak dawno temu, ale na pewno przywieźli, więc na pewno smakowało na sto procent. Jeżeli powiedzieli, że przywiozą, to na pewno przywieźli. Tylko teraz już nie pamiętam, co to dokładnie było, bo minęło już tyle czasu. Na pewno jednak był to piękny gest.
 
Czego życzyć ci indywidualnie w trakcie trwających przygotowań i nowego sezonu?
 
Przede wszystkim zdrowia i tego, żebym był jak najbardziej pomocny dla zespołu.
Więcej o lidze: TauronLiga Kobiet
Czytaj także
Komentarze
Uwaga! Teraz komentarze są domyślnie ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.