Ładowanie wyników…

4 liga zaczęła grać. Pierwsze rachunki już wystawiła [FELIETON]

Fot. Robert Urban Photography
Fot. Robert Urban Photography

Pierwsza kolejka za nami. I jak to zwykle bywa — jedni już widzą się w III lidze, drudzy zaczynają nerwowo patrzeć w tabelę, a jeszcze inni przekonują, że „to dopiero początek”. Oczywiście, że początek. Ale pięciu straconych bramek nie da się wymazać gumką tylko dlatego, że kalendarz pokazuje sierpień.

Sanok z przytupem, Sieniawa z problemami

Na pierwszy plan wysunął się Ekoball Sanok. I zrobił to z przytupem. 5:0 w Sieniawie nie jest przypadkowym wynikiem, który można przykryć hasłem „pierwsza kolejka”. Sanok przed sezonem zabrał Cosmosowi Nowotaniec jego najważniejsze ogniwa, a teraz wygląda na to, że nie zrobił tego po to, żeby ładnie prezentować się na zdjęciach. Dawid Kogut strzela dwa gole, Sanok demoluje rywala i wysyła w świat prosty komunikat: chcemy czegoś więcej.

Czy III liga? Spokojnie. Jeszcze nie rozdawajmy medali. Ale jeśli ktoś przed sezonem szukał czarnego konia, to właśnie znalazł.

W Sieniawie natomiast będzie gorąco. I nie chodzi tylko o temperaturę. 0:5 boli. Szczególnie kiedy po pierwszej połowie można było jeszcze udawać, że wszystko jest pod kontrolą, a po przerwie ktoś najwyraźniej zgasił światło.

Największe braki i luki w zespole Sokoła można zauważyć przede wszystkim w linii obrony. Problem nie dotyczy wyłącznie samych defensorów. W drugiej i trzeciej formacji również brakuje zawodników, którzy potrafią odpowiedzialnie bronić, przerwać akcję rywala, wygrać pojedynek czy po prostu zabezpieczyć kolegów za plecami. W efekcie przeciwnik zbyt łatwo przedostaje się pod bramkę, a defensywa Sieniawy zamiast dawać zespołowi spokój, sama zaczyna generować problemy.

Tym bardziej że nie mówimy tutaj o młodym, niedoświadczonym zespole, który dopiero uczy się seniorskiej piłki. Sokół ma w swoich szeregach wielu doświadczonych zawodników i właśnie dlatego wynik 0:5 musi boleć jeszcze bardziej. Od takich piłkarzy oczekuje się nie tylko jakości z piłką przy nodze, ale również odpowiedzialności, organizacji gry i reakcji wtedy, kiedy mecz zaczyna wymykać się spod kontroli.

Wśród kibiców pojawia się zresztą coraz więcej głosów, że w zespole jest za dużo „panów piłkarzy”, a za mało ludzi od biegania, walki i wykonywania tej całej niewdzięcznej roboty. Bo piłka nożna ma tę paskudną cechę, że czasem trzeba po prostu zapierniczać. Nazwisko czy doświadczenie nie zwalniają z biegania za przeciwnikiem.

Sporo pytań można postawić również przy pozycji bramkarza. Oczywiście, przy pięciu straconych golach nie można całej odpowiedzialności zrzucić na ostatniego zawodnika. Jeżeli obrona pozwala rywalowi na zbyt wiele, bramkarz często zostaje sam na sam z problemem, którego nie da się rozwiązać cudami. Ale jednocześnie trudno udawać, że w tym elemencie nie ma nad czym pracować.

Być może właśnie tutaj Sieniawa powinna poszukać wzmocnienia. Bramkarz, który potrafi w trudnym momencie wybronić sytuację sam na sam, uspokoić defensywę i dać drużynie kilka punktów w sezonie, może okazać się wart więcej niż kolejny zawodnik do środka pola. Przy obecnych problemach Sokoła większe poczucie bezpieczeństwa z tyłu byłoby po prostu bezcenne.

Jedna z bramek Sanoka pokazała zresztą, że nie wszystko w tej kolejce musiało opierać się na chaosie i walce. Gol Słysza w meczu Sieniawa – Sanok padł po bardzo ładnej, kombinacyjnej akcji. I trzeba to docenić, bo takich momentów w pierwszej kolejce było jak na lekarstwo. Większość spotkań oferowała raczej walkę, prostą grę i szukanie swoich szans niż akcje, po których człowiek ma ochotę odtworzyć powtórkę jeszcze raz.

Łańcut wypuścił prowadzenie 3-1. Problem większy niż jeden wynik?

A skoro o punktach mowa, to Łańcut może potrzebować psychologa. Prowadzić w Nisku 3-1, a następnie przegrać 3-4 to już nie jest zwykła porażka. To materiał na kilka długich rozmów w szatni.

Wystarczyło, że Pawła Piątka nie było na boisku przez kilkanaście minut, a Stal w tym czasie straciła aż trzy gole. Oczywiście nie można sprowadzać całej porażki do nieobecności jednego zawodnika, ale trudno przejść obok tego faktu obojętnie. Po zejściu swojego napastnika Łańcut miał ogromny problem z utrzymaniem się przy piłce. Futbolówka wracała pod bramkę Stali jak bumerang, a zespół coraz częściej musiał odpierać kolejne ataki.

I tutaj pojawia się pytanie do włodarzy klubu. W tym sezonie nie udało się sprowadzić wartościowego zmiennika dla Piątka. Pierwsza kolejka pokazała, jak ważna może być szeroka kadra i możliwość zastąpienia kluczowego zawodnika bez wyraźnego spadku jakości. Nie ma jednak sensu bić na alarm po jednym meczu. Włodarze Stali mają jeszcze czas, żeby poprawić swój błąd i znaleźć zawodnika, który da trenerowi realną alternatywę w ataku.

Prowadzenie 3-1 nagle przestało wyglądać jak solidna zaliczka, a bardziej jak zaproszenie dla przeciwnika do odrabiania strat. Dwie bramki w końcówce i z bohaterów zrobiły się ofiary. W piłce takie historie zdarzają się regularnie, ale jeśli Stal Łańcut chce być poważnym zespołem, musi nauczyć się zabijać mecze. Bo prowadzenie 3:1 jest świetne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przeciwnik dostaje jeszcze zgodę na oddychanie.

Błękitni bez fajerwerków, ale z trzema punktami

Błękitni Ropczyce wygrali 1:0 z młodzieżą Pogoni-Sokoła II Lubaczów. Trzy punkty są, premia się zgadza, tabela również. Tylko że od tego zespołu trzeba wymagać więcej i to nie dlatego, że ktoś chce się czepiać.

Ropczyce mają ogromny potencjał i właśnie dlatego cała liga będzie się na nich mobilizować. Każdy będzie chciał urwać punkty zespołowi, który przed sezonem został wrzucony do grona kandydatów do walki o najwyższe cele. Tutaj nie będzie taryfy ulgowej. Błękitni będą musieli nauczyć się wygrywać nie tylko wtedy, kiedy są lepsi, ale również wtedy, kiedy rywal zrobi wszystko, żeby im życie utrudnić.

Pierwsze 1-0 jest więc ważniejsze, niż może się wydawać. Nie było wielkiego show, ale były trzy punkty. A w lidze, w której każdy będzie chciał „ugryźć” Ropczyce, właśnie takie zwycięstwa mogą mieć ogromne znaczenie.

Trzy karne w Jaśle, sporo pytań w Boguchwale

W Jaśle Czarni pokonali Legion Pilzno 2-1. Tyle że tym razem warto odnotować szczegół, który mówi sporo o charakterze tego spotkania, wszystkie trzy bramki padły po rzutach karnych. O widowiskowych akcjach można więc było chwilami zapomnieć. Więcej było nerwów, walki i decyzji sędziego niż kombinacyjnej piłki.

Ale umówmy się, nie był to mecz, po którym kibice wychodzą ze stadionu i zastanawiają się, czy właśnie obejrzeli przyszłego mistrza ligi. Obie drużyny mają jeszcze sporo do udowodnienia. Na razie bardziej przypominają zespoły, które dopiero szukają odpowiedzi na pytanie, czym właściwie chcą być w tym sezonie.

Izolator Boguchwała również musi odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Jeszcze niedawno baraże o III ligę, dziś drużyna po kadrowym trzęsieniu ziemi. Odeszło wielu podstawowych zawodników, więc trudno oczekiwać, że nowy zespół z miejsca będzie działał jak dobrze naoliwiona maszyna. Remis 1-1 z Pogonią Leżajsk nie jest tragedią, ale punkty zostały podzielone z beniaminkiem, który sam może pluć sobie w brodę.

Bramkę dla Izolatora zdobył Łukasz Mazurek - zawodnik, który jeszcze niedawno miał strzelać gole w III lidze. Tyle że jego usługami nie byli zainteresowani poprzedni pracodawcy z Lubaczowa, a w Jarosławiu również nie byli do końca przekonani do tego zawodnika. Los bywa jednak przewrotny. Zamiast III ligi jest Boguchwała i już w pierwszej kolejce Mazurek wpisuje się na listę strzelców. Być może właśnie takie historie będą jednym z ciekawszych wątków tego sezonu.

Leżajsk miał swoją szansę, ale zabrakło doświadczenia. I właśnie za takie rzeczy płaci się w tej lidze najdrożej, czyli punktami.

Warto też odnotować, że w całej kolejce tylko jeden zawodnik obejrzał czerwoną kartkę. Był nim Aleksander Gajdek z Izolatora Boguchwała, który jeszcze przed końcowym gwizdkiem musiał opuścić boisko. W kolejce, w której emocji nie brakowało, liczba czerwonych kartek była więc wyjątkowo skromna.

Brutalne powitanie Strugu. Wisłok wysyła sygnał

Strug Tyczyn natomiast dostał brutalne powitanie po awansie. 2-4 z Wisłokiem Wiśniowa pokazuje, że niespodziewany awans jest piękny, ale potem przychodzi rachunek. I w Wiśniowej rachunek został wystawiony bardzo szybko.

Już w pierwszej minucie Radosław Macnar otworzył wynik spotkania. Jeszcze kilka miesięcy temu reprezentował barwy Czarnych Jasło, a teraz rozpoczął strzelanie dla Wisłoka. Później do głosu doszli bracia Szymańscy, którzy zdobyli pozostałe trzy bramki dla gospodarzy.

Tyczyn został więc przywitany nie tylko czterema golami, ale również bardzo konkretnym komunikatem: w tej lidze nikt nie będzie rozdawał punktów za sam fakt awansu.

Skład budowany w pośpiechu potrzebuje czasu, a Wisłok wygląda na ekipę, która ten czas poświęciła na coś pożytecznego — budowę solidnego zespołu.

I właśnie Wiśniowa może być jednym z tych klubów, o których dziś mówi się niewiele, a za kilka miesięcy wszyscy będą pytać: Skąd oni się tutaj wzięli?”

Polonia zrobiła swoje, Wiązownica znów niepokoi

Polonia Przemyśl zrobiła swoje i wygrała z Radomyślanką 2-1. Problem w tym, że „zrobić swoje” to trochę mało, jeśli klub ma większe ambicje. Z beniaminkiem te trzy punkty trzeba było po prostu zgarnąć. I zgarnęli. Ale sztab raczej nie odpalił po meczu szampana.

Najciekawsza może być jednak sytuacja w Wiązownicy. Porażka 2-3 ze Stalą II Rzeszów to nie tylko jeden nieudany mecz. To kolejny sezon, w którym zespół już na początku rozgrywek daje powody do niepokoju.

Sam mecz miał zresztą nietypowego bohatera. Pierwszą bramkę zarówno dla gospodarzy, jak i dla gości strzelił Kacper Wydra z KS Wiązownica. Trudno o bardziej osobliwy zapis w protokole meczowym — zawodnik jednego zespołu wpisuje się na listę strzelców po obu stronach.

Można mówić o pechu, można mówić o pierwszej kolejce, można też powtarzać, że „zespół potrzebuje czasu”. Tylko że w Wiązownicy ten film zaczyna być podejrzanie znajomy. Problemy pojawiają się, zanim jeszcze liga zdąży się na dobre rozpędzić.

A przecież potencjał jest. Pytanie tylko, kiedy w końcu zostanie przekuty w regularną, konkretną drużynę. Bo jeśli co sezon trzeba gasić pożar już na starcie, to trudno później myśleć o spokojnym marszu w górę tabeli.

Na deser bez bramek

Na deser zostały Górnik Strachocina i Igloopol Dębica, czyli klasyczne 0-0. Bez dramatu, bez fajerwerków, bez przesadnego narzekania. Po prostu mecz, który się odbył i który zapewne już jutro niewielu będzie pamiętać.

Trzeba jednak oddać, że Igloopol być może miał nieco więcej z gry i lepiej operował piłką, ale niewiele z tego wynikało. Samo posiadanie futbolówki punktów nie daje, a w tym spotkaniu zabrakło konkretów pod bramką. Były za to momenty, w których piłka obijała obramowanie bramki, przypominając obu zespołom, że do zwycięstwa czasem potrzeba nie tylko przewagi w grze, ale również odrobiny precyzji i szczęścia.

Pierwsze rachunki już wystawione

Pierwsza kolejka nie przyniosła więc odpowiedzi na wszystkie pytania. I dobrze. Gdybyśmy po jednym meczu wiedzieli, kto awansuje, kto spadnie i kto będzie walczył o środek tabeli, można byłoby właściwie zamknąć sezon w sierpniu.

Na razie mamy kilka mocnych sygnałów, kilka ostrzegawczych lampek i kilka zespołów, które już zdążyły sobie skomplikować życie.

Liga dopiero zaczęła grać. Ale pierwsze rachunki już wystawiła.

Więcej o lidze: IV liga podkarpacka
Czytaj także
Komentarze
Uwaga! Teraz komentarze są domyślnie ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.