- Andreja, przegrywacie dzisiaj z Wisłoką. Momentami wyglądało na to, że powinniście strzelić bramkę na 2-0, a później przy remisie też wyglądało, że macie przewagę. Ostatecznie jednak zero punktów dzisiaj i tylko jeden punkt po dwóch meczach. To chyba raczej rozczarowujący początek sezonu?
- Zdecydowanie rozczarowujący, zwłaszcza że, tak jak mówisz, zarówno w pierwszym meczu, jak i teraz mieliśmy sytuacje na podwyższenie prowadzenia. Nie strzelamy, a później dostajemy bramki. Z drugiej strony pięć bramek straconych w dwóch meczach to też dużo.
- Jak się w ogóle czujesz po powrocie do wyższej ligi? Do tej pory grałeś zazwyczaj w wyższych ligach, była pierwsza liga, Ekstraklasa, później trochę czwartej ligi, ale wydaje mi się, że chyba lepiej czujesz się na wyższym poziomie.
- Zdecydowanie lepiej wygląda teraz otoczenie w trzeciej lidze niż w czwartej. Piłka jest szybsza i myślę, że niektórzy z naszego zespołu muszą się do tego przyzwyczaić. Prowadzenie piłki tak, ale raz na jakiś czas. Raczej trzeba szybciej grać, operować piłką na jeden, dwa kontakty.
Zszedłem do czwartej ligi, był awans, teraz jest trzecia liga i chciałbym, żebyśmy dobrze skończyli ten sezon. Zobaczymy, co będzie dalej.
Cieszę się, że gram też w takich warunkach jak teraz i znowu czuję się jak piłkarz, bo gramy przy światłach, jest dużo kibiców. Myślę, że dla kibiców też był to dobry mecz. Naprawdę dużo zdrowia zostawiliśmy, bo każdy z nas dał maksa. Jak było widać, Jabba już nie mógł biegać, więc szkoda tego zdrowia, bo mieliśmy taki moment, że mogliśmy zamknąć ten mecz. Ale znowu, w drugim meczu, tracimy bramkę i później mamy problem.
- Dużo zmian kadrowych u was przed sezonem. Jak to oceniasz? Czy ten zespół jest mocniejszy niż ten w czwartej lidze?
- Ciężko jest ocenić, bo tam była czwarta liga, tutaj jest poziom wyżej. Wiadomo, że teraz mamy innych zawodników, ale też zawodników, którzy wcześniej grali w trzeciej lidze, więc teoretycznie powinniśmy być lepsi.