Trudno nie odnieść wrażenia, że ten mecz wyglądał niczym bardzo specyficzny film. Pierwszy i trzeci set to radość i okazałe zwycięstwo, w drugiej partii sporo smutku zaś czwarta i zarazem ostatnia to prawdziwy thriller. Jakbyś go opisała?
Tak, w ostatnim secie było trochę stresu. Miałyśmy sporą przewagę i trudno wytłumaczyć to, co się stało. Inna sprawa, że rywalki grały coraz lepiej. Atakowałyśmy, ale one zaczęły grać lepiej w obronie trochę mocniej i zaczęły punktować blokiem.
Łodzianki naciskały, jakby zupełnie były pozbawione strachu, gdyż pomyślały: „OK, mamy 10 punktów straty, więc co możemy zrobić? Możemy po prostu dać z siebie wszystko i zobaczymy co z tego wyniknie”. Wróciły na dobre do gry, a my nie potrafiłyśmy zadać ostatniego ciosu. Miałyśmy dobre przyjęcie, ale czasami uderzałyśmy trochę zbyt lekko.
Fakt, było bardzo nerwowo i pamiętam, że w zeszłym roku podczas ostatniego seta finału też tak było, że prowadziłyśmy 3-4 punktami i do pełni szczęścia brakowało jednej skończonej piłki. W każdym razie cieszę się, że tak jak wtedy tak i teraz, wszystko dobrze się skończyło.
W tych finałach, zasadniczo chodzi o przewagę własnego boiska? Czy obie drużyny mogą grać inaczej w zależności od tego, gdzie rozgrywają mecz?
Na razie wygląda na to, że w pewnym stopniu tak właśnie jest.
Wszak nie przegrałyście tutaj ani jednego meczu w tym sezonie.
Dokładnie. Dzisiaj publiczność jest naprawdę niesamowita. Było mnóstwo ludzi i czułyśmy, że nas wspierają. To jest nasz atut i myślę, że Budowlani mają to samo u siebie. Zapewne mają też większą pewność siebie w roli gospodyń. Wiedzą, że gramy dobrze na Podpromiu, zaś my wiemy, że Łodzianki też będą dobrze grać we własnej hali.
Musimy przygotować się na niedzielę
To naprawdę dobra drużyna, więc spodziewamy się wszystkiego i bierzemy pod uwagę, że będzie bardzo ciężko. Dlatego na tu i teraz cieszy to, dzisiejszy mecz jest w naszych rękach i prowadzimy 2-1.
Twoim zdaniem, jak i czy w ogóle jest to możliwe, by przenieść tę energię, tę pewność siebie, którą macie tutaj, na mecz w Łodzi? Tam jest zupełnie inna publiczność, inny obiekt, jednocześnie boisko pozostaje takie samo, prawda?
Tak, to jest trudne. Jest to też kwestia samopoczucia, tego, co masz w środku. Jesteśmy przyzwyczajone do gry tutaj, a do innych hal przyjeżdżamy tylko dwa, trzy razy w sezonie.
W ubiegłą niedzielę wygrałyśmy pierwszą partię a w ostatnim secie tamtego meczu grałyśmy z ogromną energią, po czym zaczęłyśmy popełniać błędy i myślę, że trochę straciłyśmy pewność siebie. Mam nadzieję, że tym razem damy z siebie absolutnie wszystko i ta pewność siebie wróci.
Fakt, że zdobyłaś złoty medal w Polsce i że teraz wystarczy wygrać "tylko" jeden mecz, czy tym doświadczeniem, tymi emocjami możesz podzielić się z innymi koleżankami z drużyny, które walczą o swoje pierwsze mistrzostwo?
Oczywiście. Obok mnie może to zrobić „Ryba” (Aleksandra Szczygłowska) a także Katarzyna Wenerska, ale i dziewczyny, które pełnią rolę zmienniczek i były z nami w zeszłym roku.
Wszyscy wciąż pamiętają tę chwilę, bo tego nigdy się nie zapomina, kiedy wygrywa się puchar lub mistrzostwo
Jestem świadoma tego, że dla DevelopResu to naprawdę coś ważnego, bo wcześniej zawsze grał finale i zdobywał srebro, więc pamiętam, że to był naprawdę taki cel, który klub też chciał osiągnąć, więc właśnie dlatego zeszły rok był tak wyjątkowy.
Teraz jest trochę inaczej, gdyż chcemy obronić tytuł. To jest inne podejście, ale zarazem nowe i ma w sobie coś fajnego.
Z drużynowego punktu widzenia, jak bardzo jest istotne wygranie pierwszego seta w meczu finałowym? Wygrałyście oba pierwsze sety w Rzeszowie, także i w Łodzi. Chociaż i tak najbardziej zależy Wam na tym, by wygrać ostatniego?
Widać to na przykładzie ostatniej niedzieli, kiedy wygrałyśmy pierwszego seta, ale potem przegrałyśmy mecz, więc ogólnie rzecz biorąc, to nic nie znaczy. To po prostu dobrze wpływa na morale. Może druga drużyna pomyśli: „O kurczę, przegrałyśmy pierwszego seta a one mogą zostać mistrzyniami”. Więc oczywiście to może być ważne, ale tak, w końcu to nic wielkiego, bo wciąż można wyrównać na 1-1, a potem wszystko jest jeszcze możliwe.
Pamiętasz, co wydarzyło się dokładnie rok temu?
Jak mogłabym zapomnieć. Pamiętam, że to miało miejsce we wtorek. Wszystko rozstrzygnęło się w czwartym secie, zdecydowała jedna piłka (śmiech).
Marrit, ostatnie pytanie. Wyobraź sobie, że jest tutaj szklana kula, dzięki której możesz zobaczyć przyszłość. Jesteś w Łodzi, zegar pokazuje godzinę 20 i piłka meczowa leci do ciebie. Wiesz co należy zrobić?
Będąc w takiej sytuacji w zeszłym roku - stres był nie do opisania, bo to był moment, w którym kończył się sezon. Myślę, że w takich okolicznościach musisz iść na całość, nawet zaryzykować, ale na pewno jest to coś, co musisz zrobić, tj. celować po palcach i zdobyć upragniony punkt. Niemniej nie chcę zapeszać, jako że piłka wciąż jest w grze i wszystko jest możliwe.































































































