Rafał Wolsztyński pozostaje odsunięty od pierwszego zespołu Sandecji Nowy Sącz i, jak sam twierdzi, od dłuższego czasu nie otrzymuje wynagrodzenia. Sprawę zaostrzyły jego publiczne wpisy w mediach społecznościowych oraz relacje innych zawodników, które rzucają nowe światło na kulisy sytuacji w klubie.
Sytuacja Rafała Wolsztyńskiego w Sandecji Nowy Sącz przerodziła się w jeden z najgłośniejszych tematów wokół klubu. Napastnik został odsunięty od pierwszego zespołu i, jak sam twierdzi, nie otrzymuje wynagrodzenia, mimo że pozostali zawodnicy normalnie pobierają pensje. Sprawę dodatkowo zaostrzyły jego publiczne wpisy w mediach społecznościowych.
Od bohatera awansu do „klubu Kokosa”
Jeszcze w poprzednim sezonie Wolsztyński był absolutnym liderem ofensywy Sandecji. W III lidze zdobył 25 bramek i zanotował siedem asyst w 27 występach, prowadząc drużynę do awansu.
Po promocji do II ligi jego rola zaczęła jednak stopniowo maleć. Najpierw stracił miejsce w wyjściowym składzie, a z czasem całkowicie wypadł z planów szkoleniowych. Klub odsunął go od pracy z pierwszą drużyną i skierował na indywidualne treningi rozpoczynające się wcześnie rano, co w praktyce oznacza funkcjonowanie w tzw. „klubie Kokosa”.
Spór o wynagrodzenie
Największe emocje wzbudzają jednak kwestie finansowe. Według relacji zawodnika od dłuższego czasu nie otrzymuje on pieniędzy od klubu.
- Bolesne to jest nie otrzymywanie wynagrodzenia w czasie gdy obok cała drużyna otrzymuje i może zabrać rodzinę na obiad a dzieci na lody - napisał napastnik, odnosząc się publicznie do swojej sytuacji.
Wpis był reakcją na usuniętą już publikację przewodniczącego rady nadzorczej Sandecji, Arkadiusza Aleksandra, co tylko zwiększyło temperaturę całej sprawy.
Sandecja wkracza na kolejny poziom wypychania zawodnika z klubu. Rafał Wolsztyński, zesłany do tzw. klubu Kokosa, nie otrzymuje pensji, podczas gdy jego koledzy normalnie dostają wynagrodzenie. https://t.co/Aqp1P8UuzI
— Maciej Decowski-Niemiec (@maciej_dn91) February 18, 2026
Mocne oświadczenie zawodnika
W kolejnych wpisach Wolsztyński podkreślił, że nie kieruje pretensji do samego klubu ani kibiców.
"ŻEBY BYŁO JASNE! Sandecja to wspaniały klub, stadion oraz – co najważniejsze – kibice i ludzie związani z tym miejscem. Jestem bardzo szczęśliwy i wdzięczny, że taki klub dał mi szansę, a prezes Bałdys wyciągnął do mnie rękę i mi zaufał".
Jednocześnie zaznaczył, że jego słowa dotyczą wyłącznie konkretnych osób decyzyjnych.
"Moje wpisy w żaden sposób nie są skierowane w klub, ale tylko i wyłącznie w osoby, które specjalnie decydują o tym, w jakiej sytuacji się znalazłem, mimo że oddawałem serce i zdrowie dla Sandecji, kibiców i ludzi związanych z klubem".
Napastnik odniósł się także do samego wstrzymania wypłat.
"Mogę przełknąć sytuację, w której nie otrzymuję wynagrodzenia, bo klub ma problemy. Każdy jakieś ma i to, ile klub mi dał, też byłbym w stanie oddać i poczekać. Ale jeżeli ktoś ostentacyjnie wstrzymuje wypłatę w momencie, gdy reszta drużyny je otrzymuje, to nie jest ok".
Zwrócił również uwagę na konsekwencje formalne:
"Niestety nie mogę przejść obojętnie obok sytuacji, w której przez dwie osoby nie otrzymuję obowiązkowego wynagrodzenia na poczet podatków i ZUS, a w tej sprawie wszczynane są wobec mnie procedury przez urząd skarbowy i ZUS".
Podobne relacje innych piłkarzy
Do sprawy odniósł się także Michał Rutkowski, który niedawno opuścił Sandecję. Przyznał, że wobec niego zastosowano podobny mechanizm wstrzymywania wypłat, co – jego zdaniem – miało skłonić zawodników do szybszego odejścia z klubu. Ostatecznie obrońca przeniósł się do Chełmianki Chełm.
- Też miałem wstrzymane pensje, kolejny zawodnik również. Było to z premedytacją, żeby szybciej „zmotywować” nas do podjęcia decyzji. Gdyby nie rodzina i chęć zostawienia tego cyrku za sobą, pewnie dalej biegałbym po ulicy między autami… - napisał były kapitan "Sączersów".
Kontrakt do 2027 roku i zainteresowanie z zewnątrz
Mimo odsunięcia od drużyny Wolsztyński formalnie wciąż jest zawodnikiem Sandecji. Jego kontrakt obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku, co znacząco komplikuje ewentualne rozstanie.
Jednocześnie sytuację napastnika monitorują inne kluby. Wolsztyński odbył testy w pierwszoligowym Górniku Łęczna i zaprezentował się z dobrej strony, jednak na przeszkodzie stanęły kwestie finansowe. Klub z Łęcznej zdecydował się ostatecznie postawić na Patryka Paryzka, którego część wynagrodzenia pokrywa Pogoń Szczecin, skąd zawodnik jest wypożyczony.
Wśród zainteresowanych wymienia się także trzecioligowe KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, choć na razie brak konkretnych decyzji transferowych.
Sprawa, która wykracza poza jeden klub
Konflikt wokół Wolsztyńskiego przestał być jedynie wewnętrzną sprawą Sandecji. Publiczne wpisy zawodnika, relacje innych piłkarzy i brak jasnego rozwiązania powodują, że temat staje się symbolem szerszego problemu funkcjonowania części klubów na niższych szczeblach rozgrywkowych.
Najbliższe tygodnie mogą okazać się kluczowe zarówno dla przyszłości samego napastnika, jak i dla wizerunku klubu z Nowego Sącza.