Mecz 7. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy długo układał się po myśli Legii. Tuż przed przerwą Rafał Augustyniak wykorzystał rzut karny. Po zmianie stron dwukrotnie trafił jednak Karol Czubak i Motor prowadził 2-1. Wszystko zmieniło się w doliczonym czasie. Jakub Żewłakow doprowadził do wyniku 2-2 w 90+5. minucie, a sześć minut później zdobył bramkę na 2-3.
Mariusz Misiura: „Jeden z najtrudniejszych momentów”
Dla szkoleniowca Motoru końcowy rezultat był wyjątkowo trudny do zaakceptowania. Mariusz Misiura podkreślał, że mimo porażki nie stracił wiary w swój zespół. Szczególnie bolał go sposób, w jaki Lublinianie stracili prowadzenie, oraz niewykorzystane okazje, które mogły wcześniej zamknąć spotkanie.
– Na pewno w moim życiu to jeden z najtrudniejszych momentów, żeby tutaj teraz przyjść. Jest takie powiedzenie: „Dumny po zwycięstwie i wierny po porażce”. Ja dzisiaj po tym meczu mam zamiar być i dumny, i wierny tej drużynie. Ciężko mi zaakceptować końcowy wynik, patrząc na przebieg meczu, na to, jak straciliśmy bramki i jakich sytuacji nie wykorzystaliśmy – mówił Mariusz Misiura.
Trener zwracał uwagę, że przy prowadzeniu 2-1 Motor miał szansę zdobyć kolejną bramkę. Trafienie na 3-1 prawdopodobnie zupełnie zmieniłoby obraz końcówki.
– W piłce jest taka cienka linia, że strzelasz bramkę na 3-1, grasz dalej to samo i jesteś bohaterem. Nie strzelasz tej sytuacji, grasz to samo, przegrywasz mecz i masz takie poczucie. Jestem zadowolony z gry drużyny. Jestem niezadowolony z liczby punktów – zaznaczał szkoleniowiec Motoru.
Misiura nie zgadzał się również z sugestią, że trzy stracone gole były przede wszystkim konsekwencją złej organizacji gry obronnej. Jego zdaniem większym problemem były błędy popełniane w trakcie budowania akcji.
– Dzisiaj organizacja w niskiej obronie była dla mnie perfekcyjna. Dwie bramki straciliśmy w momentach, kiedy wyprowadzaliśmy piłkę, więc bardziej musimy pracować nad naszym budowaniem niskim i zachowaniami z piłką, a nie nad organizacją w obronie – tłumaczył.
Bartosz Bereszyński: „Powinniśmy ten mecz wygrać”
Podobne emocje towarzyszyły Bartoszowi Bereszyńskiemu. Doświadczony defensor Motoru przyznawał, że bezpośrednio po ostatnim gwizdku trudno było racjonalnie oceniać to, co wydarzyło się na boisku.
– Ciężko cokolwiek powiedzieć, bo jesteśmy raz, że w szoku, a dwa, że boli taka porażka. Powinniśmy to spotkanie wygrać – oceniał Bartosz Bereszyński.
Obrońca zwracał uwagę przede wszystkim na błędy, których jego zdaniem zespół z takim doświadczeniem nie powinien popełniać. Legia, jak zaznaczał, bezlitośnie skorzystała z prezentów Motoru.
– Nie możemy doprowadzać do takich sytuacji przy naszym doświadczeniu i przy tym, jak traciliśmy te bramki. Pierwszy gol czy trzeci to są błędy, których nie możemy popełniać. Legia jest bardzo wyrafinowana i żyje z każdego prezentu – mówił.
Szczególnie bolesny był dla niego moment, gdy Motor mógł podwyższyć prowadzenie na 3-1.
– Mieliśmy sytuację na 3-1, żeby zamknąć mecz. Nie strzelamy, a później dajemy kolejne prezenty Legii. Jeżeli daje im się takie prezenty, to oni po prostu je wykorzystują – podkreślił Bereszyński.
Jednocześnie zawodnik nie chciał wskazywać pojedynczych winnych dramatycznej końcówki.
– Przegrywamy jako drużyna i wygrywamy jako drużyna. To nie jest wina jednej osoby. My jako zespół powinniśmy na boisku reagować i nie dopuszczać do takich sytuacji – dodał.
Marek Papszun: „Legia musi tak grać”
Po drugiej stronie dominowała ogromna satysfakcja. Marek Papszun przypominał, że kilka dni wcześniej Legia przegrała z Motorem 0-3 w STS Pucharze Polski i bardzo zależało jej na sportowym rewanżu.
– Daliśmy plamę w poprzednim meczu i chcieliśmy ją zmazać. Legia musi tak grać jak dzisiaj, bez względu na okoliczności i na to, jak układa się mecz. Musi walczyć do końca. Mając takich kibiców, jest to nasz obowiązek. Dopóki będę trenerem, ambicji, woli walki i charakteru nie może nam zabraknąć – mówił Marek Papszun.
Trener Legii przyznawał jednocześnie, że jego drużyna znalazła się w bardzo trudnym położeniu po dwóch golach Motoru. Warszawianie nie zrezygnowali jednak z walki, a kluczowe okazały się zmiany.
– W zbyt prosty sposób straciliśmy prowadzenie i trochę się to na nas odbiło. Ale nie poddaliśmy się. Zmiany wniosły ożywienie i podniosły intensywność. Kuba Żewłakow strzelił dwie pierwsze bramki w Legii Warszawa. To utalentowany chłopak, mocno w niego wierzymy – podkreślał szkoleniowiec.
Papszun zaznaczał także, że mimo zwycięstwa nie wszystko w grze Legii funkcjonowało tak, jak oczekuje.
– Nie można patrzeć tylko przez pryzmat wyniku, że wygraliśmy. Przez około dziesięć minut mieliśmy ten mecz poza kontrolą. To była dobra weryfikacja tego, jak zawodnicy potrafią zarządzać spotkaniem i emocjami – oceniał.
Jakub Żewłakow bohaterem Legii
Największym bohaterem spotkania został Jakub Żewłakow. Młody zawodnik pojawił się na boisku w drugiej połowie i dwoma trafieniami w doliczonym czasie odwrócił losy spotkania. Były to jego pierwsze ligowe gole w barwach Legii.
Bezpośrednio po meczu sam zainteresowany miał problem z opisaniem emocji.
– Ciężko teraz cokolwiek wytłumaczyć, jakie to jest uczucie. Na pewno są to pozytywne emocje – mówił Jakub Żewłakow w pierwszej reakcji po spotkaniu.
W rozmowie po spotkaniu podkreślał przede wszystkim znaczenie zwycięstwa dla całego zespołu. Jak mówił, najważniejsze było to, że jego gole pomogły Legii wywieźć z Lublina komplet punktów.
Dla młodego legionisty był to szczególny wieczór również dlatego, że wcześniej zwracano uwagę na brak liczb w jego grze. Tym razem odpowiedział w najlepszy możliwy sposób – dwoma golami zdobytymi w najważniejszym momencie spotkania.
Dwa zupełnie różne nastroje po końcowym gwizdku
Motor po tym spotkaniu może mieć ogromne poczucie niewykorzystanej szansy. Lublinianie odrobili stratę, objęli prowadzenie 2-1 i mieli okazję na 3-1, jednak ostatecznie zostali bez punktów. Mariusz Misiura oraz Bartosz Bereszyński zgodnie podkreślali, że drużyna zapłaciła wysoką cenę za własne błędy i nieskuteczność.
Legia może natomiast potraktować zwycięstwo jako potężny impuls mentalny. Zespół Marka Papszuna jeszcze w doliczonym czasie przegrywał, ale dzięki dwóm trafieniom Jakuba Żewłakowa dokonał spektakularnego zwrotu i zwyciężył 3-2.
Motor Lublin nie będzie miał wiele czasu na rozpamiętywanie bolesnej porażki z Legią. Już w piątek, 11 września o godz. 18:00 Lublinianie zagrają na wyjeździe z Rakowem Częstochowa.