Korona Kielce ponownie znalazła sposób na Widzew Łódź. W środowym spotkaniu 1. rundy STS Pucharu Polski kielczanie wygrali w „Sercu Łodzi” 1-0 i awansowali do kolejnej fazy rozgrywek. Bohaterem przyjezdnych został Daniel Bąk, który pojawił się na murawie w 71. minucie, a zaledwie dwie minuty później zdobył jedyną bramkę spotkania. Gospodarze mogą mówić o dużym niedosycie, bo stworzyli więcej dogodnych sytuacji i aż trzykrotnie trafiali w słupek.
Widzew naciskał, słupki ratowały Koronę
Od pierwszych minut to Widzew sprawiał lepsze wrażenie. Podopieczni Aleksandara Vukovicia częściej utrzymywali się przy piłce i starali się spychać Koronę do defensywy. Kielczanie skupiali się przede wszystkim na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki i szukaniu okazji po przechwytach.
Pierwsze naprawdę poważne ostrzeżenie dla gości nadeszło w 20. minucie. Po wrzucie z autu Mario Garcia posłał piłkę w pole karne, Przemysław Wiśniewski przedłużył zagranie, a Sebastian Bergier uderzył w słupek. Chwilę później gospodarze jeszcze mocniej przejęli inicjatywę. Z dystansu próbował m.in. Emil Kornvig, ale dobrze interweniował Rafał Mamla.
Widzew długo nie potrafił jednak zamienić przewagi na prowadzenie. Tuż przed przerwą gospodarze byli niezwykle blisko gola. W 45. minucie Stipe Biuk zdecydował się na uderzenie sprzed pola karnego i również trafił w słupek. Do odbitej piłki dopadł jeszcze Sebastian Bergier i skierował ją do siatki, jednak znajdował się na pozycji spalonej. Po pierwszych 45 minutach było więc 0-0.
Rafał Mamla nie dawał się pokonać
Po zmianie stron obraz spotkania długo się nie zmieniał. Widzew próbował przyspieszyć i coraz częściej przedostawał się w okolice pola karnego Korony. W 59. minucie mocno z rzutu wolnego uderzył Sebastian Bergier, ale Rafał Mamla zdołał odbić piłkę.
Aleksandar Vuković zdecydował się następnie wzmocnić ofensywę. W 64. minucie na boisku pojawili się Karol Świderski i Giannis Papanikolaou, którzy zastąpili Stipe Biuka oraz Lindona Selahiego. Już chwilę później Karol Świderski dostał okazję z rzutu wolnego. Uderzył nieznacznie obok słupka.
Wydawało się, że to gospodarze są bliżej otwarcia wyniku. Korona przetrwała jednak trudniejszy fragment, a trener kielczan Jacek Zieliński odpowiedział zmianami, które jak się chwilę później okazało rozstrzygnęły całe spotkanie.
Złota zmiana Jacka Zielińskiego
W 71. minucie szkoleniowiec Korony przeprowadził potrójną zmianę. Murawę opuścili Mariusz Stępiński, Stjepan Davidović i Marcel Pięczek, a w ich miejsce weszli Daniel Bąk, Konrad Ciszek oraz Konrad Matuszewski.
Na efekty trzeba było czekać zaledwie dwie minuty. W 73. minucie Konrad Ciszek dośrodkował z lewej strony w pole karne Widzewa. Do piłki znakomicie wyszedł Daniel Bąk, który mocnym uderzeniem głową pokonał Veljko Ilicia. Dwie zmiany Jacka Zielińskiego wystarczyły więc do skonstruowania akcji, która dała Koronie prowadzenie 1-0.
Dla młodego napastnika był to niemal idealny scenariusz. Wszedł na boisko w 71. minucie, a w 73. minucie został bohaterem swojego zespołu.
Widzew rzucił się do ataku
Stracona bramka zmusiła gospodarzy do jeszcze odważniejszej gry. Korona została zepchnięta na własną połowę, a pod bramką Rafała Mamli zaczęło robić się bardzo gorąco.
W 78. minucie po jednym z rzutów rożnych do piłki dopadł Fran Alvarez, ale jego strzał został zablokowany. Minutę później Widzew po raz trzeci tego wieczoru obił słupek. Ponownie pechowcem był Sebastian Bergier. Chwilę później w polu karnym Korony doszło do kolejnego zamieszania, jednak Rafał Mamla znów uratował swój zespół.
W końcówce kielczanie bronili się już praktycznie całym zespołem. Widzew próbował atakować skrzydłami, szukał strzałów z dystansu i kolejnych stałych fragmentów gry, ale Korona nie dała się złamać.
Korona po raz siódmy z rzędu lepsza od Widzewa
Końcowy gwizdek oznaczał zwycięstwo Korony 1-0 i awans zespołu Jacka Zielińskiego do kolejnej rundy STS Pucharu Polski. Widzew może natomiast żałować przede wszystkim niewykorzystanych okazji. Gospodarze mieli przewagę przez dużą część meczu, stworzyli wystarczająco dużo sytuacji, by przynajmniej doprowadzić do dogrywki, ale zabrakło skuteczności.
Korona potwierdziła przy tym, że w ostatnich latach wyjątkowo dobrze radzi sobie z łódzkim zespołem. Środowe zwycięstwo było już siódmą z rzędu wygraną kielczan w bezpośrednim spotkaniu z Widzewem. Jeszcze 15 sierpnia oba zespoły spotkały się w Łodzi w PKO BP Ekstraklasie i wówczas również górą była Korona, wygrywając 2-1.
Tym razem do rozstrzygnięcia rywalizacji wystarczył jeden skuteczny atak. Widzew trafiał w słupki, naciskał i zmuszał Rafała Mamlę do interwencji, ale to Korona wykorzystała swoją szansę. Akcja dwóch rezerwowych, Konrada Ciszka i Daniela Bąka przesądziła o losach awansu.