Ładowanie wyników…

Kamil Kuzera po meczu z GKS-em Tychy: Taki remis, wyszarpany w końcówce, trzeba bardzo mocno szanować

fot. Paweł Golonka/Resovia
fot. Paweł Golonka/Resovia
Po końcowym gwizdku sędziego Kamil Kuzera docenił postawę swojego zespołu w starciu z wyżej notowanym GKS-em Tychy. Szkoleniowiec Resovii przyznał, że zdobyty punkt ma spore znaczenie zaś wykonywana praca zaprocentuje w przyszłości w postaci lepszych wyników.  

Kamil Kuzera: Nikt nie pękł i potrafiliśmy wyszarpać ten punkt

- Myślę, że wszyscy mamy trochę mieszane uczucia. Weszliśmy w ten mecz naprawdę bardzo dobrze. Jeszcze przed strzeloną bramką mieliśmy bardzo dobrą sytuację, a organizacja naszej gry była na dobrym poziomie. Nie ma się jednak co oszukiwać, że z każdą minutą przeciwnik bardzo mocno udowadniał, że jest chyba najtrudniejszym rywalem, z jakim przyszło nam się tutaj mierzyć. Było widać jego jakość i siłę - rozpoczął opiekun Resovii.

Natomiast dla nas to bardzo ważny remis. Taki remis, wyszarpany w końcówce, trzeba bardzo mocno szanować. Musimy dalej skupić się na swojej pracy i po prostu wyciągać z każdego meczu absolutne maksimum. Gratulacje dla chłopaków, bo mieliśmy naprawdę bardzo dobrego przeciwnika. Nikt nie pękł i potrafiliśmy wyszarpać ten punkt - rozpoczął opiekun Pasiaków.
 
Panie trenerze, z pańskich słów można wywnioskować, że jest radość i satysfakcja, bo jednak był to rzut na taśmę. W ostatnich sekundach Ortiz zrobił to, co do niego należało, zarówno na początku spotkania, jak i w doliczonym czasie gry. Mamy więc stuprocentową skuteczność Kolumbijczyka. Chciałbym jednak zapytać o drugą połowę.
 
Tak jak pan trener słusznie zauważył, dominacja przeciwnika, choć nie padło to słowo, była widoczna. Doświadczenie i jakość były po stronie GKS-u. Czy nie martwi pana jednak to, że Resovii zabrakło przeciwko takiemu rywalowi jakości i pomysłu w drugiej połowie, aby wcześniej spróbować szarpnąć i doprowadzić do wyrównania? Tak naprawdę nie było żadnego strzału w światło bramki ani klarownej sytuacji poza jednym dośrodkowaniem niemal z zerowego kąta, po którym bramkarz odbił piłkę.
 
- Przychodząc tutaj, mieliśmy pomysł na to, co chcemy zrobić. Wiemy, co jest przed nami. Mamy budowę, w zasadzie nowy stadion i wiemy, jakie mamy ambicje, ale wiemy też, jakie mamy braki.

W poprzedniej lidze narzuciliśmy sobie pewne założenia, a w tej chcemy przede wszystkim zbudować swój styl. Ta droga jest kontynuowana. Z tą różnicą, że dzisiaj te najprostsze rzeczy piłkarskie może nie sprawiają nam dużego problemu, ale kosztują nas bardzo wiele.

Jeżeli chodzi o pewność tych chłopaków, tak jak pan zauważył, czy zabrakło pomysłu, to myślę, że pomysłu nie zabrakło. Wiemy, z czym się borykamy, wiemy też, jaką drogą idziemy i na pewno z tej drogi nie zejdziemy. Bardzo mocno wierzę w tych chłopaków i wiem, że potrafią grać na pewno na lepszym poziomie.

To, co pan powiedział, ci chłopcy ode mnie słyszą cały czas. Naprawdę bardzo mocno w nich wierzę. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że dzisiaj jeden mały, nazwijmy to, detal czy głupi błąd powoduje, że bardzo mocno giniemy w swoich indywidualnych działaniach.

Tutaj jest duże pole do popisu, żeby tych chłopaków budować i oczywiście ich rozliczać, bo to dzieje się cały czas. Musimy jednak również wlewać w nich optymizm i dokładać jeszcze więcej pracy. Uważam, że tych chłopaków stać na więcej.

Czasami, jeżeli mówimy o piłce nożnej, niektóre rzeczy i droga, którą obierasz jako trener, klub czy cała organizacja, po prostu potrzebują czasu.

Dzisiaj spotykamy się z tym, że bardzo mocno jesteśmy karani za indywidualne błędy, które nie powinny się przytrafiać. Mam nadzieję, że dzięki dobrej pracy, analizie i statystykom będziemy w stanie to poprawić. Nie ma co się oszukiwać, że dzisiaj mamy sporo narzędzi do tego, żeby bardzo precyzyjnie zdiagnozować po meczu, gdzie mamy deficyty i gdzie mamy jeszcze pole do popisu. Pomijając już fakt, że ta liga jest naprawdę bardzo szalona i granica między sukcesem a porażką jest bardzo cienka.

Mówiłem chyba ostatnio na ten temat. Tak naprawdę przyjęliśmy u siebie bardzo mocną porażkę 1-5. Każdy, kto był na tym meczu, oczywiście patrzy przede wszystkim na wynik. Nikt nie zwraca uwagi na to, czy byliśmy 20 razy w polu karnym, ile stworzyliśmy sytuacji. W tamtym meczu mieliśmy trzy czy cztery sytuacje sam na sam, które powinniśmy wykorzystać.

Gdzieś na pewnym etapie pojawia się jednak nerwowość w tej końcowej fazie akcji. Dzisiaj byliśmy w stu procentach skuteczni, ale w pozostałych meczach ta decyzyjność w jakiś sposób została zachwiana.

To nie oznacza, że ci chłopcy nie potrafią tego robić, że nad tym nie pracujemy czy że nie wyciągamy wniosków. My to widzimy, analizujemy i nad tym pracujemy. Jak na złość pojawia się jednak presja wyniku. Jasne, ja też chcę wygrywać. Wszyscy chcemy wygrywać i robimy wszystko z naszej strony, jeśli chodzi o analizę, trening i bezpośrednie przygotowanie do meczu, żeby dać tym chłopakom wszystko, czego potrzebują.

Z jakiegoś powodu ta decyzyjność jest jednak zachwiana. Wszyscy oczekujemy, żeby wyniki przyszły już teraz. Ja również bardzo tego chcę. Musimy jednak po prostu przetrwać te złe momenty

Mieliśmy taki przykład w meczu z Wartą. W teorii była ona lepszym przeciwnikiem, oczywiście pod względem klasy rozgrywkowej, ale ciężko pracowaliśmy, wybroniliśmy się i zdobyliśmy punkt. Wydawało się, że to już jest ten moment, że złapaliśmy oddech i będzie tylko lepiej.

Nagle jedziemy na Zawiszę, kreujemy sytuacje, mamy swoje okazje, ale pojawiają się nerwy. W mojej opinii dzisiaj jest tylko jedna droga: konsekwencja i trzymanie się tego, co robimy oraz jak pracujemy.

Oczywiście zawodnicy muszą być rozliczani. Stąd też sporo zmian w tym zespole. Zmieniliśmy dzisiaj strukturę gry, ale pewne rzeczy pozostają takie same. Wymagajmy od tych chłopaków. Ja robię to cały czas.

Wiem, że bardzo proste jest powiedzieć: czekajmy. Dzisiaj możemy się jednak obronić tylko i wyłącznie dobrą pracą i konsekwencją w działaniach. Czy to da efekt za trzy dni, czy za cztery? Bardzo bym tego chciał. Wszyscy tego chcemy i wszyscy idziemy w jednym kierunku.

Piłka nożna jest jednak brutalna. Czasami ten jeden błąd waży tak dużo, że dostajesz cios, pojawia się nerwowość i cały plan na mecz się sypie.

Potrzeba dużo pracy i mam nadzieję, że jak najszybciej wszystko wróci na właściwe tory. Chcemy, żebyśmy wszyscy byli zadowoleni i dumni z tego, co reprezentujemy. Reprezentujemy poważny klub z poważnymi ambicjami i dobrą przyszłością przed nami. Nie pozostaje nam nic innego, jak zacisnąć zęby i pracować.
 
Panie trenerze, mówił pan o jakości GKS-u, z czym nie sposób polemizować. Tę jakość tworzą przede wszystkim indywidualności poszczególnych zawodników. Paweł Olkowski dzisiaj dał się państwu we znaki, wszyscy wiedzą, kim jest Damian Kądzior, Michał Trąbka również jest zawodnikiem z dużym potencjałem ligowym, podobnie Igor Łasicki.

Czy w starciu z takimi rywalami, którzy są predestynowani do tego, żeby szybko awansować, przykładacie większą wagę do indywidualnych nazwisk i krycia jeden na jeden, czy bardziej analizujecie rywala jako całość?
 
 - Na pewno dostarczamy zawodnikom wszystkich możliwych danych, tak jak przedstawiałem wcześniej. Oczywiście indywidualności będą robiły różnicę, natomiast ja nigdy nie planuję takiego plastrowania czy szczególnego skupiania się na jednym zawodniku.

Ci zawodnicy największą różnicę robią poprzez prostotę w swojej grze. Potrafią skontrolować każdą piłkę i zagrać dokładne podanie. Jeżeli skaczesz do pressingu na jednego czy drugiego zawodnika, a oni mają dużo jakości, to tutaj jest trudniej zrealizować założenia.

W niektórych meczach łatwiej jest założyć pressing, ale tutaj z każdą akcją i każdym przełamaniem pressingu przeciwnik pokazywał swoją jakość. To powodowało dużo cierpienia. Jeśli chodzi o liczbę sprintów, objętość pracy, przyspieszenia czy hamowania, wszystko się zgadza. W tym wszystkim jest jednak jeszcze druga strona, czyli kontrola piłki, która dzisiaj była na bardzo wysokim poziomie.

Zobaczcie, jaki wielki problem mieliśmy dzisiaj. Dorzuciliśmy drugiego napastnika, w teorii bardziej fizycznego. Dało to efekt w końcówce, bo zaczęło się kotłować, ale dla naszych napastników było bardzo trudno wygrać jakikolwiek pojedynek. Ta jakość w globalnym ujęciu zespołu była bardzo widoczna. GKS miał pomysł na grę i bez wątpienia go realizował. Indywidualność Olkowskiego również robiła różnicę. W pewnych momentach ustawiasz się na jedną sytuację, a za chwilę on robi coś nieoczywistego.

Jeżeli dodatkowo potrafisz dobrze operować piłką, jesteś w stanie zgubić każdą odprawę przedmeczową i każdą taktykę. Tak to funkcjonuje. Na tym poziomie, szczególnie ekstraklasowym, te rzeczy robią największą różnicę. Chodzi o świadomość piłkarzy, o to, jak potrafisz zareagować na daną sytuację i jak zamykasz linie podania.

To jest też fajne odniesienie do naszego zespołu. Czasami podejmujemy się naprawdę bardzo trudnych decyzji. Wielkość najlepszych piłkarzy polega jednak na tym, że oczywiście są indywidualności światowego formatu, jak Messi i kilkunastu innych zawodników, którym po prostu Bozia dała ogromny talent.

Jest jednak mnóstwo piłkarzy wokół nich, którzy są naprawdę topowi, a ich największą cechą jest prostota w działaniu. Główną miarą tego, jakim jesteś piłkarzem, jest to, czy potrafisz dobrze przyjąć piłkę i zagrać mocne podanie. To jest wielkość tych zawodników. Wydaje mi się, że dzisiaj Tychy również pokazały tę cechę. Jeśli chodzi o zawodników, których nazywamy gwiazdami, to są naprawdę bardzo dobrzy piłkarze na tym poziomie. Nie ma się co oszukiwać.

Nie widziałem jednak dzisiaj na boisku gwiazdorzenia. Nie widziałem Kondziora czy Olkowskiego jako gwiazd, tylko pewnych siebie piłkarzy, świadomych swoich umiejętności i wkomponowanych w zespół, system oraz strukturę.

Taka indywidualność potrafi zmienić oblicze meczu

Dlatego zawsze powtarzam swoim chłopakom, że nie wsadzamy nikogo do statku kosmicznego i nie każemy mu latać w kosmos. Chcemy prostych rzeczy. Nad tymi prostymi rzeczami cały czas pracujemy.

Przytrafiają nam się jednak zwykłe błędy i te błędy na dzień dzisiejszy bardzo dużo nas kosztują. Nie chcemy jednak schodzić z naszej drogi. Chcemy iść w kierunku rozwoju, bo prędzej czy później to się obroni.

Jeżeli wybiegniemy gdzieś dalej, fajnie byłoby, żeby nasz postęp wynikał z pracy i rozwoju, a nie z przypadku. Nie chciałbym, żeby nasze mecze były rozstrzygane tylko i wyłącznie przez przypadek.
 
Na koniec, panie trenerze, zapytam o kwestie indywidualne w pana zespole. Niewątpliwie zaskoczył pan dzisiaj roszadami personalnymi. Gracjan Jaroch na ławce rezerwowych, a przede wszystkim Adrian Małachowski. To zaskoczenie, ponieważ od kiedy Adrian trafił do Resovii, po raz pierwszy w meczu ligowym rozpoczął spotkanie jako rezerwowy. Dlaczego takie decyzje? Kwestie sportowe, zdrowotne czy może jeszcze jakieś inne?
 
 - Nie doszukujmy się tutaj żadnej drugiej strony tej decyzji. Nie ma żadnych zachowań pozasportowych. Jest czysta rywalizacja, jest plan na mecz i szukanie rozwiązań. Tak sobie przyjęliśmy z zespołem, że nawet najgorsza prawda, choć wiem, że często boli, jest dla nas najważniejsza. Tak pracujemy i tak funkcjonujemy.

To była dzisiejsza decyzja. Natomiast wciąż zdajemy sobie sprawę z tego, że zarówno Małachowski, jak i Jaroch są ważnymi postaciami tego zespołu. Na pewno dzisiaj swoją robotę wykonali również pozostali zawodnicy, którzy codzienną pracą zasługują na to, żeby dostawać szanse.

Szukamy rozwiązań i to jest rzecz naturalna. Nikt nie mówi, że skoro dzisiaj zaczęliśmy w takim składzie, to jest to jakieś wielkie wydarzenie. Dla mnie to normalna, zespołowa sprawa - zakończył szkoleniowiec Resovii.
Czytaj także
Komentarze
Uwaga! Teraz komentarze są domyślnie ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.