artykuł sponsorowany | fot. Robert Skalski
Spójrzmy prawdzie w oczy - obsesyjne poszukiwanie "nowego Lewandowskiego" przypomina trochę nerwowe przeszukiwanie kieszeni w starych, zimowych spodniach w nadziei, że znajdziemy tam zapomniany banknot stuzłotowy, podczas gdy ostatecznie lądujemy z garścią pogniecionych paragonów i starym biletem autobusowym. Robert Lewandowski spędził w kadrze narodowej półtorej dekady, rzucając potężny, wręcz przytłaczający cień na każdego, kto choćby ośmielił się zbliżyć do pola karnego rywali, a my jako kibice zostaliśmy bezwstydnie rozpieszczeni jego seryjnie strzelanymi bramkami. Kadra potrzebuje tlenu.
Teraz, kiedy reprezentacja prowadzona przez Jana Urbana ogląda trwające właśnie mistrzostwa świata w Ameryce Północnej wyłącznie z perspektywy wygodnych kanap i skórzanych foteli - po tym szalonym, choć bolesnym
marcowym finale baraży ze Szwecją, przegranym dwa do trzech - dyskusja o nowym liderze przestała być abstrakcyjną pogawędką przy letniej herbacie. Sytuacja jest gardłowa.
Reprezentacja potrzebuje kogoś z bezczelną, niemal bezwstydną pewnością siebie, kto weźmie na plecy ten cały taktyczny nieład i zwyczajnie nie pęknie w jesiennych meczach drugiej dywizji Ligi Narodów przeciwko Bośni, Szwecji, Rumunii czy Islandii. Czerwcowy remis dwa do dwóch w towarzyskim meczu z Nigerią na PGE Narodowym pokazał dobitnie, że stare schematy oparte na długiej piłce do osamotnionego snajpera odeszły bezpowrotnie do lamusa. Musimy przestawić się na zupełnie inny sposób myślenia o futbolu.
Włoski rygor i warszawski meldunek na boisku
Wychodzi na to, że naturalnym kandydatem do przejęcia odpowiedzialności za dystrybucję piłek staje się
Kacper Urbański. Po włoskich etapach w barwach Bolonii oraz Monzy podjął decyzję o powrocie na krajowe podwórko i podpisał kontrakt z Legią Warszawa, co błyskawicznie uczyniło go centralną postacią całych rozgrywek ligowych. Posiada rzadką na naszych boiskach cechę, przejawiającą się w całkowitym braku strachu przed podejmowaniem ryzyka - mowa o dryblingu w tłoku, braniu odpowiedzialności w trudnych momentach, nieszablonowych podaniach prostopadłych czy regulowaniu tempa gry.
Z kolei na lewym wahadle operuje Nicola Zalewski, na co dzień reprezentujący barwy włoskiej Atalanty Bergamo, który swoimi dynamicznymi rajdami potrafi rozruszać najbardziej skostniałą defensywę rywala. Ci zawodnicy wnoszą do szatni zupełnie inną mentalność, ukształtowaną w zachodnich klubach, gdzie nikogo nie interesują dawne zasługi ani rozpamiętywanie historycznych porażek na wielkich turniejach.
Obok nich pojawiają się kolejne nazwiska, jak chociażby solidni stoperzy z lig zagranicznych czy skrzydłowi czekający na swoją szansę, tworząc grupę ludzi gotowych na rewolucję taktyczną, która po prostu musi nadejść, jeśli nie chcemy utknąć w europejskim ogonie na kolejne lata.
Matematyka oczekiwań kontra chłodne kalkulacje
Proces namaszczania nowego lidera to zawsze okres potężnego chaosu informacyjnego, w którym nagłówki prasowe rzadko pokrywają się z chłodną, boiskową rzeczywistością. Kibice po każdej udanej akcji potrafią stworzyć nowego bohatera narodowego, a
zakłady bukmacherskie zmuszone są nieustannie korygować kursy na to, kto przejmie opaskę kapitana lub zostanie stałym wykonawcą rzutów karnych. Typerzy próbują znaleźć stały punkt podparcia w statystykach, szacując szanse poszczególnych graczy na zdominowanie jesiennych rozgrywek Ligi Narodów, choć realne boisko w Sarajewie czy Sztokholmie szybko weryfikuje papierowe analizy.
Letnia przerwa sprzyja tworzeniu teorii o odrodzeniu drużyny, jednak ostateczny test przyjdzie w momencie, gdy rywale zaczną grać agresywnym, wysokim pressingiem i zmuszą naszych pomocników do błyskawicznego podejmowania decyzji pod presją czasu. Nowy lider nie pojawi się na zawołanie federacji ani po serii sponsorowanych wywiadów w telewizji śniadaniowej. Wykrystalizuje się w bólach, na przestrzeni najbliższych miesięcy, gdy presja wyniku i konieczność ratowania punktów zmuszą kogoś do wzięcia piłki pod pachę i pociągnięcia reszty zespołu za sobą w momentach, gdy wszystko inne zacznie się sypać.