Szymon Bańdur wrócił do składu Cellfast Wilków Krosno na wyjazdowe spotkanie z Moonfin Malesą Ostrów Wielkopolski. Młodzieżowiec już w pierwszym wyścigu zaprezentował się z dobrej strony, ale później został zastąpiony przez kolegów z drużyny. Ostatecznie "Wataha" przegrała 36-54. W trakcie meczu opowiedział o swojej sytuacji w klubie, długiej przerwie od startów oraz okolicznościach powrotu do zespołu.
- Czy jesteś zawiedziony tym, że w naszym przekonaniu dobrze pojechałeś w swoim pierwszym wyścigu, ale później nie otrzymujesz kolejnej szansy?
- Witam wszystkich. Chyba wszyscy widzą, że moja sytuacja w klubie z Krosna jest dosyć zmienna, więc nie jestem tym zaskoczony. Rozumiem również, że klub chce utrzymać dobry wynik w tym meczu, dlatego dokonuje zmian.
Jeżeli będę jechał, to postaram się robić to, co potrafię najlepiej, czyli przywozić punkty do mety. Myślę, że na razie plan został wykonany, więc czekam na kolejne starty.
"Potrzebuję trochę jazdy, żeby ponownie się wjechać"
- Ostatni bieg pojechałeś na początku kwietnia. Miałeś bardzo długą przerwę. Nie straciłeś pewności siebie po tak długim rozbracie z żużlem?
- Myślę, że potrzebuję chwili, żeby ponownie się wjechać. Rozmawiałem wcześniej, przed tymi zawodami, z panem Michałem. Mówiłem, że potrzebuję trochę jazdy, żeby poczuć nowy sprzęt i złapać odpowiedni rytm. Sądzę jednak, że nie zajmie mi to dużo czasu.
Szymon Bańdur o powrocie do Wilków Krosno
- Jak wyglądał twój powrót do klubu? Dostałeś telefon? Nie miałeś takiego przekonania: "Wcześniej mnie nie potrzebowaliście, a teraz nagle jestem wam potrzebny"?
- Co ja mogę powiedzieć? Zostałem odsunięty, a później, kiedy pojawiła się taka potrzeba, zapytano mnie o możliwość powrotu. Chwilę się nad tym zastanowiłem i postanowiłem wrócić. Myślę, że wyjdzie mi to na dobre.











































_1776713266.png)













