Fot. Monika Pliś.
Asseco Resovia nie sprostała Ziraatowi Bankasi Ankara w pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Rzeszowianie przegrali 0-3 i w rewanżu muszą nie tylko wygrać za "trzy punkty" ale i rozstrzygnąć na swoją korzyść złotego seta.
Starcie siedmiokrotnych mistrzów Polski z liderem ligi tureckiej słusznie zapowiadano jako jedną z najciekawszych par ćwierćfinałowych. Oba zespoły zmierzyły się w ubiegłym roku w finale Pucharu CEV, gdzie po dwóch zaciętych spotkaniach lepsi okazali się podopieczni Mustafy Kavaza.
Otwarcie zmagań było bardzo wyrównane. Obie ekipy mocno pracowały w ataku zaś z tej wymiany ciosów lepiej wyszli goście, którzy po dwóch atakach Nimira Abdel-Aziza objęli prowadzenie 12-9.
Przez dłuższą chwilę gra toczyła się punkt za punkt, po czym Resoviacy zmniejszyli straty. Yacine Louati efektownie zablokował Nimira i na tablicy wyników było 18-19. Gospodarze mieli nawet szansę na doprowadzenie do remisu, lecz uderzenie Artura Szalpuka podbili rywale zaś odpowiedź Tomasza Fornala okazała się nie do obrony.
W końcówce Resoviacy popełniali błędy, co bezwględnie wykorzystali Turcy, którzy po wykorzystanej piłce przechodzącej przez Bedirhana Bülbüla wygrali inauguracyjną partię do 21.
Drugiego seta miejscowi rozpoczęli od trzech kosztownych pomyłek, począwszy od błędu w ustawieniu, po atak w out i przyjęcia na drugą stronę. Dopiero atak Louatiego powzwolił "Pasiakom" wykonać przejście. W przeciwieństwie do poprzedniej partii, Rzeszowianie szybko odrobili straty i wyszli na prowadzenie dzięki floatom Mateusza Poręby, z którymi nie radził sobie libero.
Następnie na parkiecie odrobinę się zagotowało a żółtą kartkę za dyskusję z arbitrem otrzymał Marcin Janusz. Po chwili gracze Massimo Bottiego wypracowali sobie trzypunktową przewagę. Za linią 9. metra szalał Danny Demyanenko a Louati przechodził samego siebie na kontrze.
Zryw Resovii nie trwał jednak długo- blok na Szalpuku pociągnął za sobą serię punktów dla rywali, której nie zakłóciła kartka dla Nimira. Mało tego, to właśnie Holender zaserwował tak, że siatkarze z Ankary byli lepsi o jedno oczko, 17-16.
Po przerwie na życzenie włoskiego trenera, gospodarze wzięli się ostro do pracy. Miejscowym nie przeszkodziły nawet kontrowersje po ataku Fornala, gdzie sędzia nie dopatrzył się przełożenia. Marcin Janusz oszukiwał turecki blok i gdy w boisko zaatakował Butryn było 23-20.
Set dla Resovii i 1-1? Nic bardziej mylnego. Ostatnie piłki to popis Ziraatu i indolencja w ataku "Pasiaków". W ręce blokujących nie trafił Louati i goście wygrali do 23.
Trzecia partia toczyła się pod dyktando przyjezdnych. Turcy błyskawicznie odskoczyli na 4-1 przy serwisach Fornala a następnie skupili się na "sideoucie". Rzeszowianom nie można było odmówić ambicji, ale nie byli w stanie "złamać" rywali na przyjęciu, co nalepiej pokazał soczysty atak Bedirhana Bülbüla na 16-12.
Następnie przestrzelił Louati i temperatura zawodów wyraźnie spadła. Rozpoczęło się końcowe odliczanie- ataki Tomasza Fornala i Trevora Clevenot praktycznie przesądziły losy starcia. Przy stanie 21-15 dla gości, w ekipie Resovii grało trzech nowych skrzydłowych, co nie miało większego wpływu na końcowy rezultat. Gospodarze zmniejszyli straty dzięki Demyanence i ostatecznie przegrali do 20 i 0-3. Statuetkę MVP otrzymał Trevor Clevenot.
Asseco Resovia Rzeszów: Marcin Janusz (1), Yacine Louati (13), Mateusz Poręba (4), Karol Butryn (11), Artur Szalpuk (9), Danny Demyanenko (9), Paweł Zatorski (libero) oraz Erik Shoji, Wiktor Nowak, Klemen Cebulj, Jakub Bucki (1), Lukas Vasina.
Ziraat Bankasi Ankara: Murat Yenipazar (3), Tomasz Fornal (10), Bedirhan Bülbül (9), Nimir Abdel-Aziz (11), Trevor Clevenot (11), Emre Savas (6), Berkay Bayraktar (libero) oraz Burakhan Tosun.
Sędziowie: Andrea Puecher-Ari Jokelainen.
Widzów: Nadkomplet.
Komentarze
⚠
Uwaga!
Teraz komentarze są domyślnie ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.