Ładowanie wyników…

Kamil Kościelny: Chciałem wrócić do Mielca. Powiedziałem menedżerowi, żeby nie rozmawiał z nikim innym

fot. Stal Mielec
fot. Stal Mielec

Po pięciu latach Kamil Kościelny ponownie został zawodnikiem Stali Mielec. Doświadczony obrońca w rozmowie z Maciejem Decowskim-Niemcem opowiedział o kulisach swojego powrotu, trudnym okresie w Miedzi Legnica oraz przesunięciu do trzecioligowych rezerw. Wyjaśnił również, ile prawdy było w doniesieniach łączących go z Siarką Tarnobrzeg, jak wygląda jego współpraca z Damianem Skibą i na jakiej pozycji czuje się najlepiej.

Kamil Kościelny wrócił do Stali Mielec po pięciu latach

- Po pięciu latach wróciłeś do Stali Mielec. Czy taki powrót smakuje inaczej niż kolejny transfer w karierze?

- Na pewno. Dużo się tutaj zmieniło, w ostatnim czasie w klubie było też trochę zawirowań. Tak naprawdę już w dwóch poprzednich oknach transferowych byłem blisko powrotu do Stali. Latem temat się pojawił, ale miałem też inne propozycje i zależało mi wtedy na czasie, a klub chciał jeszcze trochę poczekać.

Zimą również byłem blisko. Wtedy jednak uznaliśmy z żoną, że albo przeprowadzimy się do Mielca, albo zostaniemy tam, gdzie jesteśmy. Ostatecznie zostałem w Miedzi.

- Jak Stal zmieniła się przez te kilka lat?

- Zmieniły się twarze w klubie, rozwinął się chociażby klubowy sklep. Trochę rzeczy wygląda inaczej, ale jeżeli chodzi o codzienną pracę i atmosferę, to jest w porządku. Wcześniej również było tutaj dobrze.

Kościelny o Miedzi Legnica: Moje problemy zaczęły się po meczu w Mielcu

- Wróćmy do Miedzi Legnica. To był dla ciebie trudny okres, szczególnie po przesunięciu do rezerw. Żałujesz dzisiaj decyzji o transferze do Legnicy?

Sportowo wtedy nie było się nad czym zastanawiać. Miedź była bardzo dobrze zorganizowanym klubem i miała swoje ambicje. Życiowo nie była to łatwa decyzja, bo wiązała się z przeprowadzką z Mielca do Legnicy.

Później sytuacja zrobiła się jednak dziwna. W zasadzie moje problemy zaczęły się po meczu w Mielcu, w którym strzeliłem zwycięskiego gola. Wygraliśmy 2:1, wszyscy byli zadowoleni, trener również.

Jeszcze dzień przed kolejnym meczem z Wieczystą znajdowałem się w materiałach dotyczących stałych fragmentów gry, więc wszystko wskazywało na to, że będę normalnie brany pod uwagę przy ustalaniu składu. Ostatecznie jednak usiadłem na ławce rezerwowych. Wszedłem na boisko w trakcie spotkania i był to mój ostatni występ w pierwszej drużynie Miedzi. Później zostałem przesunięty do rezerw, mimo że wcześniej regularnie grałem.

- Doszło między tobą a trenerem Januszem Niedźwiedziem do jakiegoś konfliktu?

- Nie. Nie było żadnej sytuacji, po której mógłbym powiedzieć, że pokłóciłem się z trenerem albo wydarzyło się coś konkretnego. To też nie zostało mi do końca wytłumaczone.

Trener powiedział mi, że bardzo dobrze grałem i zrobiłem wszystko, żeby występować, ale podjął inną decyzję. To była właściwie jedyna informacja, jaką dostałem.

Później wydarzyło się jeszcze kilka rzeczy. W pewnym momencie dostałem nawet propozycję, żeby z czasem, oczywiście jeżeli się sprawdzę, dołączyć do sztabu. Z meczu, w którym strzelam gola i wygrywamy 2:1, dochodzę więc do sytuacji, w której pojawia się temat przyszłej pracy w sztabie. To było po prostu dziwne.

"Nie zasłużyłem na to, żeby zostać wygumkowanym z pierwszego zespołu"

- A później rozpocząłeś przygotowania już z drugą drużyną. Wiedziałeś wcześniej, że tak się stanie?

- Nie. Przygotowania miały się rozpocząć na początku stycznia, a ja dwa dni wcześniej sam dzwoniłem do klubu, żeby dowiedzieć się, gdzie właściwie mam się stawić.

Nie wiedziałem nawet, czy mam jechać na obóz z pierwszą drużyną, jak planować sprawy rodzinne. Dopiero po kilku telefonach dowiedziałem się, że zaczynam przygotowania z rezerwami.

Na początku oczywiście czułem złość. Gdybym odstawał sportowo albo źle wyglądał, łatwiej byłoby mi to zrozumieć. Od dłuższego czasu analizuję jednak swoje występy, oglądam mecze i uważam, że swoją grą nie zasłużyłem na to, żeby zostać z dnia na dzień praktycznie wygumkowanym z pierwszego zespołu.

- Jak w takiej sytuacji znaleźć motywację do gry w trzeciej lidze?

- Bardzo dużą rolę odegrał sztab drugiej drużyny. Zostałem tam dobrze przyjęty i dostałem swoją przestrzeń do pracy. Potraktowałem tę sytuację jako kolejne wyzwanie.

Rezerwy walczyły o utrzymanie i postawiłem sobie za cel, żeby im w tym pomóc. Złapaliśmy fajny kontakt z młodymi zawodnikami. Trochę pomagałem sportowo, trochę próbowałem być dla nich mentorem i podpowiadać im pewne rzeczy. Zagrałem wszystkie mecze i ostatecznie był to dla mnie wartościowy czas.

Siarka Tarnobrzeg? "Z mojej strony nic poważnego się nie działo"

- Latem pojawiały się informacje, że możesz trafić do Siarki Tarnobrzeg. Był taki temat?

- Tak naprawdę nie wiem, skąd to się wzięło. Nie znałem tego tematu. Do Siarki trafił mój kolega z rezerw Miedzi i jakieś rozmowy między nami były, ale bardziej na zasadzie żartów. Być może stąd później pojawiły się jakieś informacje.

Z mojej strony nic poważnego z Siarką się nie działo.

- Czyli Stal Mielec od początku była numerem jeden?

- Tak. Już wcześniej rozmawiałem o możliwości powrotu. Klubowi zależało też na tym, żeby trochę przywrócić mieleckie DNA w drużynie i w całym klubie.

Ja również chciałem wrócić w te strony. Mam małego syna, żonę, więc życiowo był to dla mnie bardzo ważny ruch. Stal była dla mnie opcją numer jeden. Powiedziałem nawet menedżerowi, żeby nie rozmawiał z innymi klubami. Byłem gotowy poczekać, nawet gdyby sprawa miała potrwać dłużej. Nie zależało mi na tym, żeby szybko gdzieś podpisać.

- Kto wykonał ten najważniejszy telefon i sprawił, że ostatecznie wróciłeś do Mielca?

- Myślę, że Damian Skiba. Znamy się bardzo długo. Później wszystko zaczęło się już konkretyzować i koniec końców podpisałem kontrakt.

fot. Stal Mielec

Damian Skiba wcześniej był kolegą z szatni. Teraz jest trenerem

- Z Damianem Skibą wcześniej dzieliłeś szatnię i dobrze się znacie. Trudno było przestawić się na relację trener - zawodnik?

- Myślę, że świadomość jest już u mnie zupełnie inna. Nie jestem młodym zawodnikiem i wiem, jak ważny jest autorytet trenera oraz zachowanie zawodowych relacji.

Znamy się długo, graliśmy razem i przyjaźniliśmy się, ale w szatni i na boisku zachowujemy relację trener - zawodnik. To jedyne właściwe podejście. Autorytet szkoleniowca jest bardzo ważny.

Kamil Kościelny jako defensywny pomocnik? "Jestem dosyć uniwersalnym zawodnikiem"

- W ostatnim meczu zagrałeś jako defensywny pomocnik. To jednorazowa sytuacja czy możemy częściej oglądać cię w tej roli?

- Zdarzało mi się już grać na wielu pozycjach. Kiedyś występowałem na szóstce, później miałem też takie epizody w Ekstraklasie. Grałem na środku obrony, na wahadle, w pomocy.

Na początku tego sezonu dostałem po prostu taką rolę. Jestem dosyć uniwersalnym zawodnikiem i myślę, że doświadczenie oraz rozumienie gry pozwalają mi dostosować się do różnych pozycji.

Piotr Wlazło miał problemy zdrowotne, więc wskoczyłem na tę pozycję. Wcześniej też już pojawiałem się tam w trakcie spotkań. Myślę, że sobie poradziłem.

- Gdybyś jednak sam miał wskazać jedną pozycję, na której czujesz się najlepiej?

- Środek obrony. To chyba moja nominalna pozycja. Natomiast w naszym zespole często dochodzi do zmian ustawienia w trakcie meczu, więc jeżeli będę potrzebny na lewej czy prawej obronie albo w pomocy, nie będzie to dla mnie problem.

"Chciałbym, żeby w klubie ponownie było więcej mieleckiego DNA"

- Z jakim celem wróciłeś do Stali Mielec?

Przede wszystkim po to, żeby grać. Moje cele są zbieżne z celami zespołu. Każdy kolejny mecz jest okazją, żeby udowadniać, że jesteśmy na odpowiednim poziomie i możemy rywalizować z każdym.

Chcę, żeby Stal w każdym spotkaniu walczyła o punkty. Zrobiłem już licencję trenerską, bo pojawiła się taka możliwość, ale na ten moment skupiam się przede wszystkim na graniu i na tym, żeby jak najlepiej prezentować się przed mielecką publicznością.

Wróciłem tutaj po kilku latach i liczę, że dołożę swoją cegiełkę do tego, żeby w klubie działo się coś fajnego. Zależy mi również na tym, żeby Stal się rozwijała i żeby wokół niej rozwijała się cała społeczność.

Może „misja” to za duże słowo, ale chciałbym pomóc w tym, żeby w klubie ponownie było więcej mieleckiego DNA. Dla takiego klubu jak Stal Mielec to naprawdę ważne.

Rozmawiał Maciej Decowski-Niemiec

Więcej o lidze: I liga
Czytaj także
Komentarze
Uwaga! Teraz komentarze są domyślnie ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.