Lech Poznań w niewiarygodnych okolicznościach pożegnał się z eliminacjami Ligi Mistrzów. „Kolejorz” po zwycięstwie 4-1 w pierwszym spotkaniu przegrał u siebie z AGF Aarhus 1-4 po dogrywce, a następnie uległ rywalom 3-4 w serii rzutów karnych. Poznaniacy roztrwonili trzybramkową zaliczkę i ponieśli jedną z najbardziej kompromitujących porażek w swojej europejskiej historii.
Lech miał przewagę, ale od początku grał nerwowo
Lech Poznań przystępował do rewanżu w komfortowej sytuacji. Zwycięstwo 4-1 nad AGF Aarhus w pierwszym meczu sprawiało, że poznaniacy mogli pozwolić sobie nawet na dwubramkową porażkę. Od pierwszych minut w grze gospodarzy widoczna była jednak nerwowość.
Pierwszą dobrą okazję stworzył „Kolejorz”. W 18. minucie Mikael Ishak dopadł do dośrodkowania Roberta Gumnego, ale jego uderzenie głową znakomicie zatrzymał Mads Hedenstad. Chwilę później arbiter analizował możliwe zagranie ręką jednego z zawodników gości, jednak nie zdecydował się podyktować rzutu karnego.
AGF wykorzystało błędy gospodarzy w 34. minucie. Gumny stracił piłkę, a Duńczycy szybko przenieśli akcję w pole karne. Futbolówka trafiła do Tobiasa Becha, który uderzeniem z ostrego kąta pokonał Mateusza Lisa.
Lech powinien odpowiedzieć jeszcze przed przerwą. Hedenstad odbił strzał Pablo Rodrigueza, a Luis Palma znalazł się przed praktycznie pustą bramką. Zawodnik gospodarzy fatalnie jednak spudłował. Po pierwszej połowie AGF prowadziło 1-0.
AGF odrobiło wszystkie straty
Po zmianie stron sytuacja Lecha stawała się coraz trudniejsza. W 51. minucie goście domagali się rzutu karnego po zagraniu piłki ręką przez Gumnego. Sędzia obejrzał powtórkę na monitorze i wskazał na jedenasty metr.
Rzut karny na bramkę zamienił Kristian Arnstad. W tym momencie przewaga Lecha w dwumeczu stopniała do jednego gola.
Poznaniacy nie potrafili przejąć kontroli nad spotkaniem. Uderzenie Palmy z około 30 metrów spokojnie obronił Hedenstad, natomiast kolejne ataki gospodarzy nie przynosiły zagrożenia. Z każdą minutą rosła za to wiara zawodników AGF.
W 71. minucie Frederik Emmery znalazł trochę miejsca przed polem karnym. Piłka po jego strzale odbiła się jeszcze od jednego z zawodników i minimalnie minęła słupek.
Cztery minuty później Duńczycy doprowadzili do wyrównania w dwumeczu. Po rzucie rożnym do siatki trafił Frederik Tingager. Lech przegrywał 0-3, a trzybramkowa przewaga z pierwszego spotkania przestała istnieć.
W końcówce regulaminowego czasu gry gospodarze nie potrafili odpowiedzieć. Momentami rozpaczliwie bronili się przed kolejnymi atakami AGF, a z trybun dało się usłyszeć gwizdy. Po 90 minutach stan dwumeczu wynosił 4-4 i konieczna była dogrywka.
Jagiełło dał Lechowi nadzieję
Dogrywkę lepiej rozpoczęli poznaniacy. W 95. minucie Michał Gurgul oddał mocny strzał, który odbił Hedenstad. Do piłki dopadł Filip Jagiełło i skuteczną dobitką zdobył bramkę na 1-3.
Gol ponownie dawał Lechowi prowadzenie w dwumeczu. Radość gospodarzy trwała jednak zaledwie pięć minut.
W 98. minucie na boisku pojawił się Tomas Oli Kristjansson. Rezerwowy AGF potrzebował tylko dwóch minut, aby wpisać się na listę strzelców. Uderzył po dalszym słupku i ponownie wyrównał wynik całej rywalizacji.
W drugiej części dogrywki oba zespoły podejmowały coraz mniejsze ryzyko. Jagiełło nie zdołał zamknąć dośrodkowania z prawego skrzydła, a niepilnowany Hakans fatalnie spudłował z pola karnego. Po 120 minutach Lech przegrywał 1-4, a przy wyniku 5-5 w dwumeczu o awansie decydowały rzuty karne.
Rzuty karne przypieczętowały kompromitację Lecha
Serię jedenastek rozpoczął Jagiełło, który pokonał Hedenstada. Pierwszy zawodnik AGF, Arnstad, trafił natomiast w słupek.
Lech nie wykorzystał jednak tej przewagi. Sayyadmanesh podszedł do piłki bez odpowiedniej koncentracji, a jego strzał zatrzymał bramkarz gości. Po chwili Tingager pewnym uderzeniem doprowadził do remisu 1-1.
W trzeciej serii Hedenstad obronił strzał Kozubala, natomiast Kristjansson wyprowadził AGF na prowadzenie. Nadzieję poznaniaków podtrzymał Agnero, ale odpowiedział mu Serra, który uderzył pod poprzeczkę.
Pereira wykorzystał piąty rzut karny Lecha i doprowadził do wyniku 3-3. Ostatnie słowo należało jednak do gości. Bech pokonał Lisa i zakończył rywalizację.
AGF Aarhus wygrało serię rzutów karnych 4-3 i wyeliminowało mistrza Polski. Lech, który po pierwszym spotkaniu prowadził trzema bramkami, w rewanżu całkowicie się rozsypał i w kompromitującym stylu pożegnał się z eliminacjami Ligi Mistrzów.

























