Fot. Cellfast Wilki Krosno
Można było przewidzieć, że ostatnia przegrana Cellfast Wilków Krosno przeciwko H. Skrzydlewska Orzeł Łódź przyniesie zmiany na stanowiskach szkoleniowych w klubie. Kibice domagali się odejścia pierwszego trenera drużyny, czyli Piotra Świderskiego. Po spotkaniu zarządu zapadła decyzja w sprawie 43-latka.
Tak naprawdę do klubu nie dołączyła żadna nowa twarz. Zmiany w sztabie polegają na pozamienianiu stanowisk. Roli pierwszego trenera drużyny nie będzie już pełnił Piotr Świderski. To pod jego wodzą Wilki Krosno zaczęły chylić się ku upadkowi, aktualnie zajmując przedostatnie miejsce w tabeli ligowej. Czara goryczy przelała się po przegranym meczu z Orłem Łódź.
We wtorek po posiedzeniu zarządu podjęto ważne decyzje. Od najbliższego spotkania z Abramczyk Polonią Bydgoszcz drużynę poprowadzi jako menedżer Michał Finfa, dotychczas dyrektor sportowy klubu. Ma mu pomóc w tym Ireneusz Kwieciński. Jest to sprawdzona para, która wspólnie wiele osiągnęła w tym sporcie przy Legionów.
– Ten duet wywalczył historyczny awans do PGE Ekstraligi w 2022 roku, a sezon wcześniej doprowadził zespół beniaminka do finału pierwszej ligi. Obecny zespół potrzebuje impulsu, by czołowi zawodnicy pojechali na poziomie, na który ich stać. Sezon wciąż trwa i do zdobycia jest spora liczba punktów – powiedział prezes Cellfast Wilków Grzegorz Leśniak.
Prezes Grzegorz Leśniak w jednym z ostatnich wywiadów przyznał, że radykalna zmiana trenera w tym momencie niewiele pomoże, a może nawet bardziej zaszkodzić drużynie. Stąd też decyzja o niewielkich zmianach, choć miejmy nadzieję, że skutecznych. Pierwszy test przed nimi w najbliższą niedzielę 14 czerwca. Piotr Świderski pozostaje w klubie, ale będzie kierował i szkolił drużynę młodzieżową.
"Zawodnicy muszą uderzyć się w pierś"
Michał Finfa przyznał w obszernym wywiadzie, że nie ma większych zarzutów do dotychczasowej pracy Piotra Świderskiego. Według niego trener rozmawiał z zawodnikami, ale rady i sugestie niestety były odrzucane przez niektórych z nich.
Twierdzi, że drużyna ma potencjał, który należy wykorzystać a nie zaprzepaścić. Jest przekonany o sile personalnej zespołu, który w drugiej połowie rundy zasadniczej jest w stanie zwyciężyć tyle meczów, ile dotychczas przegrali a to może sporo namieszać w tabeli. Celem jest poprawa wyników i w rezultacie walka o play-off, gdzie później jazda zaczyna się od nowa. Teraz trzeba być stanowczym.
– „Dotychczasowe prośby, sugestie i opinie ze strony trenera muszą teraz po prostu zmienić się w nakazy. Regulamin żużlowy precyzyjnie określa prawa i obowiązki zawodnika. Tę sprawę należy jasno postawić, a zawodnicy muszą uderzyć się w pierś, bo przecież pierwsza runda mogła wyglądać zupełnie inaczej. Chciałbym wskazać konkretne przykłady, jakie były następstwa po porażce w Rybniku i co chcieliśmy zrobić przed meczem w Łodzi. ” – mówi Michał Finfa
Zawodnicy nie stosują się do próśb zarządu
Sztab szkoleniowy wiedział, jak dużą wagę dla Wilków będzie miał mecz w Łodzi. Poproszono zawodników o trening w Opolu, gdzie specjalnie wynajęto tor. Niestety nie wszyscy zjawili się, mimo, że mieli ku temu możliwości.
Chwalą za to dyspozycję Luke’a Beckera, który wziął udział w treningu. W Łodzi dowiózł najwięcej punktów (14+2) pomimo, że przechodzi przez trudny okres i w ostatnich meczach zabrakło jego dobrej jazdy do wyniku. Finfa wspomniał także o nieobecności Tobiasza Musielaka.
- „W wewnętrznych rozmowach z zawodnikami stworzyliśmy pewien przekaz. Zdawaliśmy sobie sprawę z istoty meczu w Łodzi i prosiliśmy o to, aby zdecydowali się na radykalne ruchy. Na przykład, żeby wykorzystali to, że nie ma PGE Ekstraligi w weekend i część mechaników ekstraligowych zawodników jest do dyspozycji - powiedział Finfa.
- Prosiliśmy, żeby się do nich odezwali, potrenowali z ich asystą. Zorganizowaliśmy w sobotę trening w Opolu. Wynajęliśmy tor, ale nie wszyscy zawodnicy potraktowali to serio i na tym treningu się po prostu nie stawili. Pomimo naszych próśb i telefonów od trenera nie pojawił się Tobiasz, który miał cały wolny tydzień od meczu w Rybniku. Obecny za to był m.in. Luke Becker, który od startu sezonu zamartwiał się tym, że mu nie idzie i ciągle szukał rozwiązań w sprzęcie.