fot. Wisła Kraków
Wisła Kraków przegrała 1-4 w ostatnim sparingu podczas zgrupowania w Turcji, ale dla Mariusza Jopa wynik nie był najważniejszy. Trener „Białej Gwiazdy” tłumaczy, dlaczego zespół wyglądał na spóźniony i zmęczony, podsumowuje cały obóz, mówi o kontuzji Marko Bozicia, powrotach do zdrowia oraz pierwszych wrażeniach po transferze Jordiego Sancheza. Na koniec odnosi się także do słabszych wyników sparingowych i uspokaja kibiców.
"Nie spodziewaliśmy się świeżości ani fajerwerków”
- Wisła Kraków przegrała 1-4 w sparingu z Mladą Bolesław. Jakie wnioski po tym meczu?
- Może ja bym się w ogóle nie skupiał na wnioskach po samym meczu. Jesteśmy po dwóch tygodniach bardzo ciężkiej pracy i dzisiaj było mocno widać, że byliśmy spóźnieni praktycznie w każdym momencie. Przegrywaliśmy dużo pojedynków, ale to wynikało z tego, że nogi były jeszcze mocno zmęczone.
Było widać tę pracę, jaką zawodnicy wykonali przez cały okres obozu. My nie spodziewaliśmy się dziś absolutnie żadnej świeżości ani fajerwerków. Wiedzieliśmy, że pod względem fizycznym to będzie dla nas bardzo trudny mecz i taki właśnie był.
Rywal natomiast wyglądał bardzo dobrze. Miał ciekawą strukturę w budowaniu akcji, dużą ruchliwość, spore umiejętności indywidualne. Dzisiaj po prostu był od nas lepszy.
"Nie wychodziliśmy na boisko, ale trenowaliśmy ciężko”
- Na waszą dyspozycję mogły wpłynąć także warunki pogodowe. Przez dwa dni nie trenowaliście na boisku. Jak duże to miało znaczenie?
- To, że nie wychodziliśmy na boisko, nie znaczy, że nie trenowaliśmy. Wręcz przeciwnie. Były zajęcia w siłowni, na sali oraz w hotelu i to też był efekt tej pracy, jaką wykonali zawodnicy.
Faktycznie, brak treningów na murawie sprawia, że czucie piłki trochę ucieka, zwłaszcza gdy tak mocno pracuje się nad aspektami motorycznymi. Ale to był świadomy proces i element przygotowań.
Model gry, fragmenty i motoryka
- Jak może Pan podsumować cały obóz w Turcji? Nad czym pracowaliście najmocniej?
- To nigdy nie jest jeden element, bo piłka nożna to znacznie więcej niż jedna rzecz. Przypominaliśmy wszystkie kluczowe dla nas elementy modelu gry w każdej fazie. Pracowaliśmy też nad stałymi fragmentami gry.
Najważniejsza była jednak część motoryczna, bo to był już drugi i trzeci tydzień przygotowań. Teraz przed nami chwila odpoczynku i czwarty, ostatni tydzień przed mikrocyklem startowym.
Generalnie praca, którą założyliśmy, została wykonana.
Kontuzja Bozicia i powroty po urazach
- Jak wygląda sytuacja zdrowotna zespołu?
- Bardzo żałuję, że mamy jeden poważniejszy uraz, bo Marko Bozic będzie musiał się rehabilitować dłużej. Poza tym były drobne problemy, jak to zwykle bywa na zgrupowaniach, ale na szczęście nie są to poważniejsze sprawy.
Myślę, że od wtorku, poza Markiem, będziemy mieli wszystkich zawodników gotowych do pełnej pracy. Piłkarze wracający po kontuzjach wykonali dobrą pracę przez te dwa tygodnie i są coraz bliżej powrotu do pełnego treningu.
"To był dobry czas i dobra decyzja”
- Jak Pan ocenia ogólnie ocenia obóz przygotowawczy w Turcji?
- Obóz w Turcji był nam bardzo potrzebny. W pierwszym tygodniu w Polsce warunki były bardzo trudne, był wysoki mróz. Możliwość trenowania na dobrej jakości murawie bardzo dużo nam dała.
fot. własne
Jordi Sanchez. "Ma intuicję w polu karnym”
- Nowy napastnik, Jordi Sanchez, wrócił do Polski. Jak Pan ocenia jego początki w Wiśle?
- Na pewno Jordi potrzebuje czasu, żeby odbudować dyspozycję. Przez ostatnie pół roku praktycznie nie grał, a przez sześć tygodni trenował indywidualnie, więc to naturalne.
Widać jednak, że to piłkarz, który ma intuicję w okolicach pola karnego, jest silny fizycznie i dobrze atakuje przestrzeń. Fajnie się wkomponował w zespół, bo znał wcześniej Angela Rodado, co na pewno ułatwiło mu start.
To otwarty człowiek, szybko łapie kontakty z innymi zawodnikami, więc proces adaptacji przebiega dobrze. Pod względem pracy jeszcze sporo przed nim, ale wprowadzamy go stopniowo. Grał już 15, 30 i teraz 45 minut. Z każdym tygodniem będzie czuł się lepiej i uważam, że to piłkarz, który może nam realnie pomóc.
Wyniki sparingów? „To tylko środek do celu”
- Na obozie dwa remisy i dwie porażki. To nie są wyniki, które satysfakcjonują kibiców. Jak ich Pan uspokoi?
- Nie ma tu żadnej filozofii, że lepiej nie wygrywać sparingów. Po prostu mecze kontrolne w okresie przygotowawczym są środkiem do budowania formy na ligę.
Zawsze tak do tego podchodziłem. Gdy wygrywaliśmy sparingi, też mówiłem, że wynik nie jest najważniejszy. Liczy się to, jak pracujemy, czy realizujemy założenia i czy trenujemy to, co chcieliśmy przećwiczyć.
Oczywiście jako Wisła Kraków i jako ambitni ludzie chcemy zawsze wygrywać, ale wiemy, że te wyniki nie były kluczowe. Nie przygotowywaliśmy się pod konkretnych rywali, tylko traktowaliśmy te mecze jako formę treningu z przeciwnikiem.
Rozmawiał Maciej Decowski-Niemiec