- Nie każdy gol ma taką wagę, że zostaje w gablocie i w pamięci całego klubu - mówi Łukasz Wolsztyński, były napastnik Stali Mielec. Piłkarz opowiada o momencie, który na zawsze wpisał go w historię klubu, o organizacji i atmosferze w Mielcu, o odejściu (bez palenia mostów) i o tym, jak wygląda życie piłkarza, gdy zmienia kraj, język i codzienność całej rodziny.
- Gdy słyszysz "tysięczny gol w PKO Ekstraklasie", jaka jest twoja pierwsza myśl? Duma, niedowierzanie, czy to, że to właśnie ty to zrobiłeś? Oczywiście chodzi o tysięczny gol dla Stali w Ekstraklasie.
- Na pewno bardzo się cieszę, że to akurat na mnie padło, że ja strzeliłem tę bramkę i zapisałem się w historii Stali Mielec. Jestem ogromnie dumny, że dzięki tej bramce moje nazwisko już na zawsze zapisało się w kronikach klubu z Mielca.
- Masz w głowie ten moment jak klatkę z filmu czy raczej pamiętasz emocje i hałas stadionu?
- Pamiętam ten moment, jak to się wszystko wydarzyło. Na samym początku, jak strzeliłem tę bramkę, nie zdawałem sobie sprawy aż tak, że to jest ta tysięczna. Coś tam rozmawialiśmy wcześniej o tym na ławce rezerwowych, ale w ferworze walki i tych emocji nie myślałem od razu po oddanym strzale, że to właśnie ta tysięczna. Potem do mnie doszło, jak emocje się uspokoiły, mecz się zakończył i Prezes klubu wyszedł na środek murawy, żeby podarować mi tę paterę. Bardzo miło wspominam ten gest ze strony klubu. Moment zdobycia bramki pamiętam dokładnie, bo taki gol dla klubu zdobywa się tylko raz.
- Jaką anegdotę albo skojarzenie masz dziś z tym tysięcznym golem?
- Sama historia mojego transferu do Stali była raczej nieoczywista. Czytałem komentarze, portale - transfer nie był przyjmowany bardzo przychylnie. A na samym końcu ja strzelam tę tysięczną bramkę. Jestem w gabinecie Prezesa, a tam widnieje moje nazwisko. Mogę się cieszyć, że jestem strzelcem tej tysięcznej bramki dla Stali w PKO BP Ekstraklasie.
To przewrotne, że nikt wcześniej by nie pomyślał, że w ogóle znajdę się w Stali Mielec, a teraz jestem na kartach historii. To do mnie wraca: warto zawsze wierzyć w siebie. Szczególnej anegdotki nie mam. To po prostu przyjemny moment. Fajnie było być w Mielcu, strzelać bramki, a na końcu być ważną częścią zespołu. Zawsze miło wracam do tych chwil.
fot. Stal Mielec
- Taki gol zostaje w człowieku na zawsze?
- Oczywiście, że tak. Jak przechodzi się koło biura w Stali Mielec 0 wisi wielka patera za tysięczną bramkę, a na niej moje nazwisko. Także to na pewno miłe uczucie i zostaje w człowieku już na zawsze.
- Pamiętasz sam moment strzału? To była 91. minuta.
- Skierowałem ją lewą nogą do bramki i tak naprawdę to chyba uderzyłem piłkę piszczelem. Nie jest to może najpiękniejsza bramka, ale bardzo ważna w historii.
- Jak byś opisał jednym słowem Stal Mielec komuś, kto nigdy tu nie był - klub, miasto i ludzi?
- Pozytywne zaskoczenie.
- A co cię najbardziej zaskoczyło w Mielcu - sportowo albo życiowo?
- Organizacyjnie. Tak jak wszyscy wokół powtarzali od lat, że Stal Mielec kojarzyła się z tą negatywną stroną organizacyjną - a w czasach, kiedy ja byłem, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nie było na co narzekać: od wynagrodzenia - zawsze na czas, nawet wcześniej. Jak człowiek tylko wystawiał faktury, już Pan Prezes wysyłał pieniążki. Śniadania, obiady w klubie - zawsze były.
W klubie zawsze panowała pozytywna atmosfera, gdzie każdy z każdym rozmawiał. Nie było jakiś podziałów na sztab, zawodników, administrację i zarząd - w Stali wszyscy tworzyli jedną wielką sportową rodzinę. Naprawdę ciężko mi znaleźć negatywy z okresu, w którym byłem. Oczywiście największym jest to, że nie udało się utrzymać w PKO BP Ekstraklasie. Ale jeśli chodzi o klub i możliwości, które stworzył zawodnikom, żeby nie musieli na nic narzekać - to wszystko było na bardzo wysokim poziomie.
- Który mecz najbardziej zapadł ci w pamięci - oprócz tego z Legią?
- Było kilka takich meczów było. Na pewno każdy, w którym strzeliłem bramkę oraz wszystkie zwycięstwa u siebie na Solskiego 1. Na pewno na wyjeździe mecz z Górnikiem, w którym strzeliłem bramkę - wracam sentymentem do Zabrza. Uratowałem punkt dla Stali i w tamtym sezonie po moim golu Stal matematycznie utrzymała się już w PKO BP Ekstraklasie. Strzeliłem gola w ważnym dla siebie miejscu - dlatego do tego wracam. Oczywiście mecz z Legią Warszawa.
Miłym wspomnieniem jest też bramka z Lechią Gdańsk, bo bodajże po 30 sekundach jak znalazłem się na boisku, strzeliłem zwycięską bramkę dla Stali. Bramka z Cracovią - kolejne miłe wspomnienie. Jak powiedziałem: każdy mecz, w którym strzeliłem bramkę mile wspominam. Może najmniej ostatni mecz wyjazdowy z ŁKS-em, jeszcze w sezonie, który przegraliśmy 3-2 - bo ta bramka w sumie nic nie dała. Ale bramka jest bramka, zapisuje się na koncie i w historii.