Przed pierwszym gwizdkiem sytuacja obu zespołów w tabeli PKO BP Ekstraklasy była napięta, choć z zupełnie innych powodów. Motor Lublin, znajdujący się w środku stawki, musiał spoglądać za siebie, bo przewaga nad strefą spadkową nie dawała komfortu. Jednocześnie zwycięstwo mogło znacząco przybliżyć drużynę do walki o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach.
Raków Częstochowa z kolei przyjechał do Lublina z innym problemem. Zespół z Częstochowy od kilku kolejek nie potrafił wygrać i tracił kontakt z czołówką ligi. Każdy kolejny mecz stawał się dla nich coraz bardziej kluczowy w kontekście walki o najwyższe cele.
Motor Lublin narzucił tempo gry
Pierwszy poważniejszy sygnał ostrzegawczy Motor wysłał po kwadransie gry, ale wcześniej Raków musiał zmierzyć się z problemami kadrowymi. Już w 7. minucie boisko opuścił Karol Struski, który doznał urazu stopy. W jego miejsce pojawił się Oskar Repka.
Po początkowej dominacji Motoru goście zaczęli odzyskiwać równowagę. W 25. minucie gospodarze stworzyli sobie dobrą okazję - Fabio Ronaldo dograł piłkę w pole karne do Bartosza Wolskiego, jednak jego strzał był zbyt lekki, by zaskoczyć bramkarza Rakowa.
Raków odpowiedział dziesięć minut później. Lamine Diaby-Fadiga przygotował akcję, a chwilę później głową próbował Bogdan Racovițan. Uderzenie nie było jednak wystarczająco mocne i Ivan Brkić bez problemu złapał piłkę.
Pierwsza odsłona zakończyła się bez goli, a liczba celnych strzałów była bardzo skromna. Obie drużyny miały problem z finalizacją akcji, przez co kibice nie doczekali się wielu klarownych sytuacji.
Kolejny gol Jacques'a Ndiaye
Obie drużyny próbowały reagować zmianami, lecz przez długi czas nie przekładało się to na jakość gry. Dopiero w 66. minucie zrobiło się groźniej - Isak Brusberg uderzał głową po dośrodkowaniu z lewej strony, jednak Brkić był dobrze ustawiony i nie dał się zaskoczyć.
Chwilę później stadion w Lublinie eksplodował z radości. Gospodarze dopięli swego i wyszli na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z lewej strony piłkę kolanem skierował w stronę bramki Mbaye Jacques N'Diaye. Futbolówka zmieniła jeszcze tor lotu po kontakcie z Jonatanem Brautem Brunesem, co całkowicie zmyliło bramkarza Rakowa.
Gol dodał Motorowi pewności siebie. Zespół z Lublina kontrolował przebieg spotkania, a goście mieli wyraźny problem z odpowiedzią. Widać było, że Raków może odczuwać trudy niedawnego meczu w Pucharze Polski.
Niewykorzystane okazje, VAR i rzut karny
Raków odpowiedział dopiero w końcówce. Najpierw groźnie główkował Brunes, ale Brkić popisał się dobrą interwencją. Chwilę później ten sam zawodnik znalazł się w dogodnej sytuacji, jednak jego strzał z bliskiej odległości minął słupek.
Z każdą minutą napięcie rosło, a Motor starał się utrzymać korzystny wynik do ostatniego gwizdka.
Końcówka meczu przyniosła jednak zwrot akcji, który całkowicie odmienił losy spotkania. W 88. minucie Jakub Łabojko zaatakował Brunesa w polu karnym. Początkowo gra toczyła się dalej, ale po analizie systemu VAR sędzia zdecydował się wskazać na jedenasty metr.
Do piłki podszedł sam poszkodowany. Jonatan Braut Brunes zachował zimną krew i pewnym strzałem doprowadził do wyrównania, ustalając wynik spotkania na 1-1.
Końcowy rezultat nie satysfakcjonuje żadnej ze stron, choć emocjonalnie bardziej boli on Motor Lublin. Gospodarze byli bardzo blisko zwycięstwa, które mogło znacząco poprawić ich sytuację w tabeli. Ostatecznie musieli jednak zadowolić się jednym punktem.
Raków Częstochowa: Oliwier Zych - Mitja Ilenič (59. Tomasz Pieńko), Ariel Mosór, Bogdan Racovițan, Strátos Svárnas, Michael Ameyaw (46. Jean Carlos Silva) - Lamine Diaby-Fadiga (59. Isak Brusberg), Karol Struski (10. Oskar Repka), Marko Bulat, Patryk Makuch (74. Leonardo Rocha) - Jonatan Braut Brunes.
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Żłóte kartki: Ede, Łabojko, N'Diaye.























































































