Wicemistrzostwo Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, praca z dziewczętami U-15 i równoległa kariera sędziowska. Jakub Kozner opowiada o kulisach swojej pracy, wyzwaniach szkoleniowych oraz przyszłości w piłce kobiecej i sędziowaniu.
- Na gali wyróżniono Cię w kategorii trener-wychowawca młodzieży. Za co dokładnie otrzymałeś nagrodę i jaki był dla Ciebie ten rok pracy trenerskiej?
- Nagrodę dostałem w kategorii trener-wychowawca młodzieży głównie za wicemistrzostwo na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, która odbyła się w Jarocinie. Wspólnie z drużyną zajęliśmy drugie miejsce. To niewątpliwy sukces, ponieważ wcześniej żadna drużyna dziewcząt z Podkarpacia nie zdobyła medalu.
Mamy jednak pewien niedosyt, bo finał przegraliśmy w rzutach karnych, a to w piłce jest trochę loteria. Chcielibyśmy w tym roku co najmniej powtórzyć ten wynik, a najlepiej go poprawić.
- Można powiedzieć, że brak zwycięstwa to też dodatkowa motywacja do pracy. W tym wieku najważniejszy jest rozwój i systematyczność?
- Dokładnie tak. W wieku piętnastu lat najważniejsza jest ciężka, systematyczna praca. Talent oczywiście ma znaczenie, ale to powtarzalność ćwiczeń, nawet tych mniej przyjemnych, wykonywanych na sto procent, może otworzyć dziewczynom drogę do pierwszej reprezentacji.
Droga do piłki kobiecej
- Jak trafiłeś do piłki kobiecej i jak dziś wygląda zainteresowanie tą dyscypliną?
- Piłka kobieca rozwija się na całym świecie. W Anglii, Niemczech czy Hiszpanii poziom jest wyższy, ale powoli będziemy te kraje gonić. Jeśli chodzi o moje początki, to było trochę przypadkowe. Przez jedenaście lat pracowałem w Benjaminku Krosno. Otrzymałem propozycję od trenera Marcina Maculskigoo, żeby dołączyć do jego sztabu jako asystent. Skorzystałem z niej, a z czasem zostałem pierwszym trenerem. Praca z dziewczynami bardzo mi odpowiada i daje dużo satysfakcji, dlatego chciałbym ją kontynuować.
- Łączysz pracę trenera z sędziowaniem. Gdzie presja jest większa, na boisku czwartej ligi czy podczas pracy szkoleniowej?
- Zdecydowanie większa presja jest podczas sędziowania w czwartej lidze. To inna profesja, mecz trwa dziewięćdziesiąt minut i odbywa się pod presją kibiców, zawodników, działaczy i trenerów. Będąc jednocześnie trenerem, mam dziś inne spojrzenie na pracę sędziego. Wiem, że błędy się zdarzają i nikt nie popełnia ich celowo. To element piłki nożnej. Obie role dają mi jednak dużą satysfakcję.
- Która kariera jest dziś bliższa Twojemu sercu, trenerska czy sędziowska?
- Na ten moment bliżej mi do trenowania. Dopóki jednak zdrowie pozwala i mogę sędziować na odpowiednim poziomie, chcę łączyć obie funkcje.
- Czy myślisz jeszcze o awansie do wyższej ligi sędziowskiej?
- Jestem już dość długo w czwartej lidze i ze względu na wiek będzie mi trudno myśleć o awansie. Traktuję więc tę ligę jako swój sufit. Dopóki mam zdrowie i zapał, chcę jednak dalej sędziować. Dziękuję też władzom Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej za możliwość łączenia obu ról.
- Jak oceniasz zarządzanie środowiskiem sędziowskim przez Mariusza Złotka?
- Widziałem wywiad z Mariuszem Złotkiem i uważam, że każdy sędzia na Podkarpaciu i nie tylko powinien go obejrzeć. Porusza ważne, życiowe kwestie. Sam Mariusz Złotek to człowiek instytucja, jeśli chodzi o sędziowanie na najwyższym poziomie w Polsce. Uważam, że zarządzanie strukturą sędziowską idzie w dobrym kierunku, a coraz większa liczba sędziów na szczeblu centralnym to w dużej mierze jego zasługa.
Rozmawiał Maciej Decowski-Niemiec